Ile oblicz ma ludzka dusza? Jak życie może zmienić
się w kilka sekund? Czy to co wydaję się bajką, rzeczywiście nią
jest?
Jedenastoletnia Olivia Gastrenge siedziała na tylnym
siedzeniu samochodu w drodze na lotnisko. Nie chciała się
przeprowadzać. Chciała zostać tu. We Włoszech. Tu się urodziła
i wychowywała. Tu ma szkołe i przyjaciół. Jechała nie odzywając
się. Była obrażona na rodziców, że nawet nie uzgodnili z nią
swojej decyzji. Olivia Gastrenge na pierwszy rzut oka miała
wszystko, czego można zapragnąć. Kiedy spojrzało się na nią,
widziało się piękną dziewczynkę o sięgających pasa
ciemnobrązowych lokach, ciemych oczach, opalonej skórze i długich
rzęsach. Jej życie wydawało się bajką. Była strasznie rozpieszczana
przez rodziców, którzy prentami próbowali wynagrodzić jej ich
brak czasu. Jednak nie zdawali sobie sprawy, że pieniądze szczęścia
nie dają. Olivię wychowali rodzice jej taty, którzy zmarli rok
temu. Rodziców mamy nigdy nie poznała. Ponoć zgineli jeszcze przed
jej narodzeniem. Od tamtej pory nie zaznała rodzinnego ciepła.
Rodzice ciągle się kłocili, sama nie wiedziała o co. Zachowywali
się strasznie dziwnie. Jeszcze ta nagła przeprowadzka do Anglii...
Sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Nie otrzymywała
żadnych odpowiedzi na pytania. Jechali w ciszy. Dziewczynie
zaczynało się nudzić. Wyciągnęła kartkę. Zdała sobie sprawę,
że nie ma przy sobie nic czym mogłaby coś narysować. Wszystkie
jej walizki znajdowały się w bagażniku. Wyciągnęła wsuwkę ze
swoich starannie upiętych włosów. Upewniła się, że nikt nie
patrzy po czym zamknęła ją w dłoni. Kiedy ją otworzyła zamiast
wsuwki znalazła ołówek. O tak. Nie mylicie się. Olivia była
czarownicą, choć sama o tym nie wiedziała. Do tego diabelnie
zdolną jak na swój wiek. Popatrzyła na ołówek i zaczęła
rysować myśląc, że może życie w Londynie nie będzie takie
złe...
* * *
W tym samym czasie rudowłosa dziewczynka patrzyła
rozmażona w zdjęcie przedstwiające stary zamek. Czekała na ten
rok szkolny odkąd pamięta. Za kilka dni jej marzenia miały się
spełnić. Jej walizka czekała spakowana pod ścianą, choć
rudowłosa była pewna, że do wyjazdu przepakuje ją jeszcze kilka
razy. Odwróciła fotografię.
"Dla Lily od Rose"
Prawda jest taka, że Lilyana Luna Potter była córką
Wybrańca czego nie dało się ukryć. Co najmniej raz na miesiąc w
jakiejś gazecie ukazywały się artykuły opowiadający o niej i jej
rodzinie. Były one różne. Od zwykłych codzinnych wydarzeń, przez
ważne uroczystości po skandale. Niedawno ukazał się artykuł o
tytule "James Potter wysadził szkolną toaletę" Tia....
Zabawne prawda? James dostał za to niezłe kazanie od mamy.
Potterówna popatrzyła na kalendarz, a póżniej na swoją sowę,
Morganę, skubiącą krakersy w klatce.
-Jeszcze tylko dwa dni i zobaczymy Hogwart. -
powiedziała z uśmiechem, po czym wyszła z pokoju.
* * *
Poprawiona wersja prologu – jest :)
Historia trochę się zmieni, mam nadzieję, że na
lepsze zachęcam do dalszego czytania ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz