niedziela, 14 czerwca 2015

Prolog


Ile oblicz ma ludzka dusza? Jak życie może zmienić się w kilka sekund? Czy to co wydaję się bajką, rzeczywiście nią jest?

Jedenastoletnia Olivia Gastrenge siedziała na tylnym siedzeniu samochodu w drodze na lotnisko. Nie chciała się przeprowadzać. Chciała zostać tu. We Włoszech. Tu się urodziła i wychowywała. Tu ma szkołe i przyjaciół. Jechała nie odzywając się. Była obrażona na rodziców, że nawet nie uzgodnili z nią swojej decyzji. Olivia Gastrenge na pierwszy rzut oka miała wszystko, czego można zapragnąć. Kiedy spojrzało się na nią, widziało się piękną dziewczynkę o sięgających pasa ciemnobrązowych lokach, ciemych oczach, opalonej skórze i długich rzęsach. Jej życie wydawało się bajką. Była strasznie rozpieszczana przez rodziców, którzy prentami próbowali wynagrodzić jej ich brak czasu. Jednak nie zdawali sobie sprawy, że pieniądze szczęścia nie dają. Olivię wychowali rodzice jej taty, którzy zmarli rok temu. Rodziców mamy nigdy nie poznała. Ponoć zgineli jeszcze przed jej narodzeniem. Od tamtej pory nie zaznała rodzinnego ciepła. Rodzice ciągle się kłocili, sama nie wiedziała o co. Zachowywali się strasznie dziwnie. Jeszcze ta nagła przeprowadzka do Anglii... Sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Nie otrzymywała żadnych odpowiedzi na pytania. Jechali w ciszy. Dziewczynie zaczynało się nudzić. Wyciągnęła kartkę. Zdała sobie sprawę, że nie ma przy sobie nic czym mogłaby coś narysować. Wszystkie jej walizki znajdowały się w bagażniku. Wyciągnęła wsuwkę ze swoich starannie upiętych włosów. Upewniła się, że nikt nie patrzy po czym zamknęła ją w dłoni. Kiedy ją otworzyła zamiast wsuwki znalazła ołówek. O tak. Nie mylicie się. Olivia była czarownicą, choć sama o tym nie wiedziała. Do tego diabelnie zdolną jak na swój wiek. Popatrzyła na ołówek i zaczęła rysować myśląc, że może życie w Londynie nie będzie takie złe...



* * *



W tym samym czasie rudowłosa dziewczynka patrzyła rozmażona w zdjęcie przedstwiające stary zamek. Czekała na ten rok szkolny odkąd pamięta. Za kilka dni jej marzenia miały się spełnić. Jej walizka czekała spakowana pod ścianą, choć rudowłosa była pewna, że do wyjazdu przepakuje ją jeszcze kilka razy. Odwróciła fotografię.

"Dla Lily od Rose"

Prawda jest taka, że Lilyana Luna Potter była córką Wybrańca czego nie dało się ukryć. Co najmniej raz na miesiąc w jakiejś gazecie ukazywały się artykuły opowiadający o niej i jej rodzinie. Były one różne. Od zwykłych codzinnych wydarzeń, przez ważne uroczystości po skandale. Niedawno ukazał się artykuł o tytule "James Potter wysadził szkolną toaletę" Tia.... Zabawne prawda? James dostał za to niezłe kazanie od mamy. Potterówna popatrzyła na kalendarz, a póżniej na swoją sowę, Morganę, skubiącą krakersy w klatce.

-Jeszcze tylko dwa dni i zobaczymy Hogwart. - powiedziała z uśmiechem, po czym wyszła z pokoju.



* * *



Poprawiona wersja prologu – jest :)

Historia trochę się zmieni, mam nadzieję, że na lepsze zachęcam do dalszego czytania ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz