Najgorsze
w następnym dniu było to, że był to poniedziałek. Cała paczka
odczuwała skutki nocnej wizyty w kuchni. Nawet Lily, która zwykle
wstawała równo z świtem, odpuściła sobie śniadanie na rzecz
dłuższej drzemki i oczywiście wszyscy odpuścili sobie poranne
bieganie, za co dostali później ochrzan od profesor McGonagall.
James, Fred i Chris szeptali po kątach, co oznaczało, że szykują
jakiś większy numer. Wiele osób było ciekawych, co wymyślili tym
razem. Lily i Olivia próbowały skupić się na lekcjach i zrobić
chociaż trochę notatek, jednak słabo im to wychodziło.
Albus i Scorpius zwyczajnie spali na zajęciach, za co dostali
później kazanie od Rose, która zawzięcie robiła notatki,
ziewając co chwilę. Wszyscy chodzili niczym zombie, aż do obiadu,
gdy na stole zobaczyli...
-Budyń!
- krzyknął Scorpius rzucając się na miskę. W jego ślady poszedł
Albus, a Rose, Lily i Olivia siedzące przy stole gryfonów patrzyły
na to śmiejąc się, po czym też nałożyły sobie trochę budyniu.
Jadły spokojnie dopóki do sali nie wszedł James.
-ALBUS!
- krzyknął podchodząc do stołu ślizgonów. -Gdzie jest moja
mapa?!
-Ja
jej nie mam. - odpowiedział Albus, dalej spokojnie jedząc budyń.
-Nie
kłam, musisz ją mieć!
-Nie
kłamię. - powiedział już lekko zirytowany ślizgon. - Coś
jeszcze? Chciałbym dokończyć jedzenie.
-Wiem,
że masz moją mapę!
-James,
muszę cię zmartwić, ale nie masz racji. Nie ja mam twoją mapę. -
powiedział spokojnie wracając do jedzenia budyniu.
-No
to jak nie ty, to kto? - Al tylko wzruszył ramionami.
-Nie
moja sprawa. Następnym razem po prostu lepiej pilnuj swoich rzeczy.
A teraz daj mi spokój.
James
popatrzył na Wielką Salę zdezorientowany. Przecież tylko Albus
mógł dobrać się do jego mapy, prawda? Z niepewną miną usiadł
na swoim stałym miejscu pomiędzy Chrisem a Fredem. Lily popatrzyła
na niego, a po chwili zainteresowała się budyniem, jakby był
najciekawszą rzeczą na świecie. Na szczęście sam James tego nie
zarejestrował, bo od razu wyczułby, że coś jest nie tak. Był
jednak zbyt pochłonięty swoimi myślami. Lily jak najszybciej
skończyła jedzenie i jak oparzona wybiegła z sali, zaskakując
tym wszystkich. Wszystkich prócz Olivii, na której teraz skupiły
się żądne wyjaśnień spojrzenia. Westchnęła. Jeśli im powie
zdenerwuje Lily, jeśli nie, zdenerwuje ich. Najlepszym sposobem było
więc zgrywanie głupiej.
-Co
się tak patrzycie? Moja wina, że wybiegła? - spytała, udając
zirytowanie.
-Nie...
Ale jeśli ktoś wie czemu to zrobiła, to tą osobą jesteś ty. -
powiedział Fred.
Olivia
wzruszyła ramionami.
-Nie
mam pojęcia o co może jej chodzić. - powiedziała i wróciła do
jedzenia. Jednak dalej czuła na sobie ich wzrok. - Możecie przestać
się gapić? To irytujące. Jak chcecie wiedzieć o co jej chodzi to
ją zapytajcie.
Wszyscy
opuścili zawstydzony wzrok. Wszyscy oprócz Rose, która przecież
doskonale wiedziała o co chodzi. Westchnęła i także wróciła do
jedzenia. Atmosfera przy stole była trochę przytłaczająca, więc
niedługo potem Olivia wyszła, chcąc znaleźć swoją przyjaciółkę.
Znalazła
ją siedzącą ją na murku na dziedzińcu.
-Zmarzniesz.
- powiedziała. - Chris cię zabije jak się przeziębisz i opuścisz
treningi.
-Da
sobie radę beze mnie. - powiedziała Lily, pociągając nosem.
-Marne
szanse, jesteś szukającą. - Olivia usiadła obok. Rudowłosa
uśmiechnęła się delikatnie.
-Co
im powiedziałaś? - spytała.
-W
sumie to nic, co w jakiś sposób wyjaśniłoby im twoje zachowanie.
Nie rozumiem czemu wybiegłaś.
-No
bo przeze mnie znowu się pokłócili. A to ja zabrałam Jamesowi
mapę, nie Albus. To na mnie James powinien być zły. To wszystko
przeze mnie. - powiedziała ukrywając twarz w dłoniach.
-Ej,
Liluś ,nie załamuj się – Olivia przytuliła przyjaciółkę.
-Próbuję...
Tylko, nie chcę żeby przeze mnie znów skakali sobie do gardeł...
-Wydaję
mi się, że Albus wie, że to ty masz mapę, a mimo wszystko cię
kryje. Możesz po prostu oddać ją Jamesowi i się przyznać. Będzie
po kłopocie. - Lily spojrzała na nią smutnym wzrokiem.
-Ale
wtedy będzie zły na mnie... - powiedziała.
-Na
ciebie? Jesteś jego oczkiem w głowie. Po prostu powiedz mu prawdę,
że była ci potrzebna. A następnym razem spytaj go o zdanie, zanim
ją weźmiesz. - Ruda potulnie kiwnęła głową.
Chwile
posiedziały jeszcze patrząc się w stronę błoni, po czym ruszyły
na popołudniowe zajęcia. Coś czuły, że to jeszcze nie koniec
tego dnia.
Oczywiście
zaraz po zajęciach Lily przeszukała mapę i westchnęła,
stwierdzając, że Albus siedzi w salonie ślizgonów.
-Liv,
masz może ochotę na wycieczkę do gniazda węży? - spytała.
-Pewnie!
- ucieszyła się ciemnowłosa.
-To
chodź. - powiedziała ruda wstając.
-Ale
że niby teraz? - spytała zaskoczona.
-Tak,
teraz. Muszę porozmawiać z Albusem.
-Okej.
- powiedziała Olivia i wyszły przez dziurę w portrecie.
*
* *
-Król
wężów – powiedziała Olivia.
-Trochę
to banalne, nie? - powiedziała Lily widząc wejście do pokoju
wspólnego ślizgonów.
Olivia
wzruszyła ramionami. Ledwo weszły do środka, a pojawili się przy
nich dwaj rośli ślizgoni, którzy przyłożyli im różdżki do
gardeł.
-No
nie wierzę! Czemu my nie mamy u siebie ochroniarzy?! - wyrwało się
Lily, osiłek spojrzał na nią, trochę zaskoczony jej luźną
postawą. Znaczy na tyle luźną, na jaką można się zdobyć, mając
różdżkę pod gardłem.
-Co
tu robicie, lwiątka? - spytał drugi. O ile normalnie słowo
„lwiątka” można uznać za nawet pieszczotliwe, w ustach
ślizgona brzmiały jak największa obelga.
-To
co tu robimy to nasz interes i nie powinno cię to obchodzić. -
powiedziała Olivia, nie siląc się na uprzejmy ton i z obojętnością
patrząc na chłopaka, jakby to, że był dobre kilka lat od niej
starszy i trzymał różdżkę przy jej gardle, nie miało
najmniejszego znaczenia.
-Uważaj
na słowa, mała. Ile masz lat? Jedenaście? Nie będziesz mi tu
rozkazywać. - powiedział mocniej przyciskając różdżkę.
-Ja
ją znam. - Olivia usłyszała znajomy głos i obróciła głowę w
tamtym kierunku. - Ta szlama zaatakowała w pociągu – wysyczała.
- powinna za to zapłacić Patric, trzeba jej pokazać, gdzie jest
miejsce takich jak ona. - Gryfonka popatrzyła na Yaxley i nie mogła
uwierzyć, że ta dziewczyna jest tylko rok starsza od niej.
Ślizgonka patrzyła na nią z wyższością.
-Skoro
tak mówisz, Anabell. - powiedział. - Szkoda, że jesteś szlamą,
polubiłem cię. - powiedział jej do ucha głosem, który
przyprawiał ją o dreszcze i obrzydzenie.
-Chrzań
się. - powiedziała tylko z nienawiścią.
-Skoro
tak stawiasz sprawę... - powiedział i popchnął dziewczynę na
podłogę rzucając w jej stronę zaklęcie. Olivia krzyknęła.
-MALFOY!-
krzyknęła Lily, nikt nie wątpił, że słychać ją było w całym
Hogwarcie. Usłyszała szybkie kroki na schodach i stanęła oko w
oko z królem Slytherinu.
-Co
tu się na Merlina dzieje? - zapytał tylko i westchnął widząc
Olivię na podłodze i unieruchomioną Lily. - Puśćcie je chłopaki,
przyszły do mnie.
*
* *
-I
tak ciężko było powiedzieć, że przyszłyście do nas? -
powiedział zrezygnowany Albus, przykładając do policzka Olivii
lód.
-Dzięki
– powiedziała cicho Olivia.
-Chciałam,
ale panna Gastrange za wszelką cenę chciała udowodnić swoją
wartość. - powiedziała Lily z lekkim sarkazmem.
-Chyba
głupotę. - Stwierdził Scorpius. - Zadzierać z Patriciem, czyś ty
rozum postradała? - Malfoy wyraźnie się wkurzył.
-Sory,
nie wiedziałam, że jest psycholem, ok?! - Olivia wstała
gwałtownie. - Nie sądziłam, że mnie uderzy. - powiedziała cicho,
podchodząc do okna. - Nie zrobiły tego, gdybym była czystej krwi,
prawda? - Scorpius pokiwał głową.
-Patric
jest bardzo gwałtowny i żądny krwi, ale nie ruszył by nikogo z
czystą krwią. Może dlatego, że nie chce się narażać, bo jego
dziadek był mugolem. - Malfoy wzruszył ramionami.
-Zakładam,
że miałyście jakiś głębszy cel niż zwykłe odwiedziny? -
spytał Albus.
Lily
pokiwała smutno głową.