czwartek, 1 września 2016

Rozdział 12: Gniazdo węży


Najgorsze w następnym dniu było to, że był to poniedziałek. Cała paczka odczuwała skutki nocnej wizyty w kuchni. Nawet Lily, która zwykle wstawała równo z świtem, odpuściła sobie śniadanie na rzecz dłuższej drzemki i oczywiście wszyscy odpuścili sobie poranne bieganie, za co dostali później ochrzan od profesor McGonagall. James, Fred i Chris szeptali po kątach, co oznaczało, że szykują jakiś większy numer. Wiele osób było ciekawych, co wymyślili tym razem. Lily i Olivia próbowały skupić się na lekcjach i zrobić chociaż trochę notatek, jednak słabo im to wychodziło. Albus i Scorpius zwyczajnie spali na zajęciach, za co dostali później kazanie od Rose, która zawzięcie robiła notatki, ziewając co chwilę. Wszyscy chodzili niczym zombie, aż do obiadu, gdy na stole zobaczyli...

-Budyń! - krzyknął Scorpius rzucając się na miskę. W jego ślady poszedł Albus, a Rose, Lily i Olivia siedzące przy stole gryfonów patrzyły na to śmiejąc się, po czym też nałożyły sobie trochę budyniu. Jadły spokojnie dopóki do sali nie wszedł James.

-ALBUS! - krzyknął podchodząc do stołu ślizgonów. -Gdzie jest moja mapa?!

-Ja jej nie mam. - odpowiedział Albus, dalej spokojnie jedząc budyń.

-Nie kłam, musisz ją mieć!

-Nie kłamię. - powiedział już lekko zirytowany ślizgon. - Coś jeszcze? Chciałbym dokończyć jedzenie.

-Wiem, że masz moją mapę!

-James, muszę cię zmartwić, ale nie masz racji. Nie ja mam twoją mapę. - powiedział spokojnie wracając do jedzenia budyniu.

-No to jak nie ty, to kto? - Al tylko wzruszył ramionami.

-Nie moja sprawa. Następnym razem po prostu lepiej pilnuj swoich rzeczy. A teraz daj mi spokój.

James popatrzył na Wielką Salę zdezorientowany. Przecież tylko Albus mógł dobrać się do jego mapy, prawda? Z niepewną miną usiadł na swoim stałym miejscu pomiędzy Chrisem a Fredem. Lily popatrzyła na niego, a po chwili zainteresowała się budyniem, jakby był najciekawszą rzeczą na świecie. Na szczęście sam James tego nie zarejestrował, bo od razu wyczułby, że coś jest nie tak. Był jednak zbyt pochłonięty swoimi myślami. Lily jak najszybciej skończyła jedzenie i jak oparzona wybiegła z sali, zaskakując tym wszystkich. Wszystkich prócz Olivii, na której teraz skupiły się żądne wyjaśnień spojrzenia. Westchnęła. Jeśli im powie zdenerwuje Lily, jeśli nie, zdenerwuje ich. Najlepszym sposobem było więc zgrywanie głupiej.

-Co się tak patrzycie? Moja wina, że wybiegła? - spytała, udając zirytowanie.

-Nie... Ale jeśli ktoś wie czemu to zrobiła, to tą osobą jesteś ty. - powiedział Fred.

Olivia wzruszyła ramionami.

-Nie mam pojęcia o co może jej chodzić. - powiedziała i wróciła do jedzenia. Jednak dalej czuła na sobie ich wzrok. - Możecie przestać się gapić? To irytujące. Jak chcecie wiedzieć o co jej chodzi to ją zapytajcie.

Wszyscy opuścili zawstydzony wzrok. Wszyscy oprócz Rose, która przecież doskonale wiedziała o co chodzi. Westchnęła i także wróciła do jedzenia. Atmosfera przy stole była trochę przytłaczająca, więc niedługo potem Olivia wyszła, chcąc znaleźć swoją przyjaciółkę.

Znalazła ją siedzącą ją na murku na dziedzińcu.

-Zmarzniesz. - powiedziała. - Chris cię zabije jak się przeziębisz i opuścisz treningi.

-Da sobie radę beze mnie. - powiedziała Lily, pociągając nosem.

-Marne szanse, jesteś szukającą. - Olivia usiadła obok. Rudowłosa uśmiechnęła się delikatnie.

-Co im powiedziałaś? - spytała.

-W sumie to nic, co w jakiś sposób wyjaśniłoby im twoje zachowanie. Nie rozumiem czemu wybiegłaś.

-No bo przeze mnie znowu się pokłócili. A to ja zabrałam Jamesowi mapę, nie Albus. To na mnie James powinien być zły. To wszystko przeze mnie. - powiedziała ukrywając twarz w dłoniach.

-Ej, Liluś ,nie załamuj się – Olivia przytuliła przyjaciółkę.

-Próbuję... Tylko, nie chcę żeby przeze mnie znów skakali sobie do gardeł...

-Wydaję mi się, że Albus wie, że to ty masz mapę, a mimo wszystko cię kryje. Możesz po prostu oddać ją Jamesowi i się przyznać. Będzie po kłopocie. - Lily spojrzała na nią smutnym wzrokiem.

-Ale wtedy będzie zły na mnie... - powiedziała.

-Na ciebie? Jesteś jego oczkiem w głowie. Po prostu powiedz mu prawdę, że była ci potrzebna. A następnym razem spytaj go o zdanie, zanim ją weźmiesz. - Ruda potulnie kiwnęła głową.

Chwile posiedziały jeszcze patrząc się w stronę błoni, po czym ruszyły na popołudniowe zajęcia. Coś czuły, że to jeszcze nie koniec tego dnia.

Oczywiście zaraz po zajęciach Lily przeszukała mapę i westchnęła, stwierdzając, że Albus siedzi w salonie ślizgonów.

-Liv, masz może ochotę na wycieczkę do gniazda węży? - spytała.

-Pewnie! - ucieszyła się ciemnowłosa.

-To chodź. - powiedziała ruda wstając.

-Ale że niby teraz? - spytała zaskoczona.

-Tak, teraz. Muszę porozmawiać z Albusem.

-Okej. - powiedziała Olivia i wyszły przez dziurę w portrecie.



* * *



-Król wężów – powiedziała Olivia.

-Trochę to banalne, nie? - powiedziała Lily widząc wejście do pokoju wspólnego ślizgonów.

Olivia wzruszyła ramionami. Ledwo weszły do środka, a pojawili się przy nich dwaj rośli ślizgoni, którzy przyłożyli im różdżki do gardeł.

-No nie wierzę! Czemu my nie mamy u siebie ochroniarzy?! - wyrwało się Lily, osiłek spojrzał na nią, trochę zaskoczony jej luźną postawą. Znaczy na tyle luźną, na jaką można się zdobyć, mając różdżkę pod gardłem.

-Co tu robicie, lwiątka? - spytał drugi. O ile normalnie słowo „lwiątka” można uznać za nawet pieszczotliwe, w ustach ślizgona brzmiały jak największa obelga.

-To co tu robimy to nasz interes i nie powinno cię to obchodzić. - powiedziała Olivia, nie siląc się na uprzejmy ton i z obojętnością patrząc na chłopaka, jakby to, że był dobre kilka lat od niej starszy i trzymał różdżkę przy jej gardle, nie miało najmniejszego znaczenia.

-Uważaj na słowa, mała. Ile masz lat? Jedenaście? Nie będziesz mi tu rozkazywać. - powiedział mocniej przyciskając różdżkę.

-Ja ją znam. - Olivia usłyszała znajomy głos i obróciła głowę w tamtym kierunku. - Ta szlama zaatakowała w pociągu – wysyczała. - powinna za to zapłacić Patric, trzeba jej pokazać, gdzie jest miejsce takich jak ona. - Gryfonka popatrzyła na Yaxley i nie mogła uwierzyć, że ta dziewczyna jest tylko rok starsza od niej. Ślizgonka patrzyła na nią z wyższością.

-Skoro tak mówisz, Anabell. - powiedział. - Szkoda, że jesteś szlamą, polubiłem cię. - powiedział jej do ucha głosem, który przyprawiał ją o dreszcze i obrzydzenie.

-Chrzań się. - powiedziała tylko z nienawiścią.

-Skoro tak stawiasz sprawę... - powiedział i popchnął dziewczynę na podłogę rzucając w jej stronę zaklęcie. Olivia krzyknęła.

-MALFOY!- krzyknęła Lily, nikt nie wątpił, że słychać ją było w całym Hogwarcie. Usłyszała szybkie kroki na schodach i stanęła oko w oko z królem Slytherinu.

-Co tu się na Merlina dzieje? - zapytał tylko i westchnął widząc Olivię na podłodze i unieruchomioną Lily. - Puśćcie je chłopaki, przyszły do mnie.



* * *



-I tak ciężko było powiedzieć, że przyszłyście do nas? - powiedział zrezygnowany Albus, przykładając do policzka Olivii lód.

-Dzięki – powiedziała cicho Olivia.

-Chciałam, ale panna Gastrange za wszelką cenę chciała udowodnić swoją wartość. - powiedziała Lily z lekkim sarkazmem.

-Chyba głupotę. - Stwierdził Scorpius. - Zadzierać z Patriciem, czyś ty rozum postradała? - Malfoy wyraźnie się wkurzył.

-Sory, nie wiedziałam, że jest psycholem, ok?! - Olivia wstała gwałtownie. - Nie sądziłam, że mnie uderzy. - powiedziała cicho, podchodząc do okna. - Nie zrobiły tego, gdybym była czystej krwi, prawda? - Scorpius pokiwał głową.

-Patric jest bardzo gwałtowny i żądny krwi, ale nie ruszył by nikogo z czystą krwią. Może dlatego, że nie chce się narażać, bo jego dziadek był mugolem. - Malfoy wzruszył ramionami.

-Zakładam, że miałyście jakiś głębszy cel niż zwykłe odwiedziny? - spytał Albus.

Lily pokiwała smutno głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz