Olivia z płaczem wbiegła do jej
nowego pokoju. Ledwo przyjechali, jej rodzice znów zaczęli się
kłócić.
-Mam tego serdecznie dość! Chcę się stąd wyrwać! -
krzyknęła po czym osunęła się po ścianie. Była bardzo
uczuciową osobą, która miała mnóstwo tajemnic. Sądziła jednak,
że jej rodzice ukrywają dużo więcej niż ona. Wytarła łzy
rękawem wstała i podeszła do okna. Mieszkali w domku
jednorodzinnym. Widać było stąd panoramę Londynu. Musiała
przyznać, że rodzice jakoś nie przywiązali wagi do wystroju jej
pokoju. Był ładny. Tyle co można o nim powiedzieć. Nie był ani
trochę przytulny. Nie był po prostu jej. Stało tu eleganckie
piętrowe łóżko z baldachimem, duża szafa, biurko, toaletka,
stolik, pufy i telewizor. Na ścianie znalazła kilka półek i
lustro. Tyle. Resztą musiała zająć się chyba sama. Otworzyła
elegancką, zdobioną walizkę. Sama nie wiedziała jak jej mama
zdołała upchnąć tam tyle rzeczy ! To graniczyło z cudem. Walizka
jakby... nie miała dna. Wyciągnęła z niej zdobioną kryształkami
białą skrzynkę na kluczyk. Usiadła. Wyciągnęła spod bluzki
naszyjnik. Był on niezwykły. Dostała go kiedyś od mamy.
Diamentowy motyl trzymający zdobiony kluczyk. Otworzyła skrzynię.
Wszystko co cenne trzymała właśnie tam i nie chodziło tu o
klejnoty, czy biżuterię. Znajdowały się tam zdjęcia, pamiętniki,
rysunki, listy, pamiątki po babci. Jednak skrzynia skrywała coś
jeszcze. Był to zestaw pięknych zdobionych sztyletów, łuk,
strzały, lina do wspinaczki i jej największy skarb. Róża, która
została przez nią zerwana bardzo dawno temu , a która do tej pory
nie zwiędła. Trzeba przyznać, że Olivia kochała ryzyko, walkę i
to wszystko, co było zabronione lub jakimś sposobem nienormalne,
magiczne. Kochała być sobą. Przeglądanie pudła przerwał krzyk
jej mamy. Wstała przestraszona i zbiegła na dół. W salonie stał
ciemnowłosy mężczyzna w pelerynie. Popatrzyła na niego
zdziwiona, jednak nie wypowiedziała ani słowa.
-Witaj Olivio, nazywam się Neville i jestem nauczycielem
w szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. - przedstawił się.
* * *
Olivia nie była zaskoczona tym, że jest czarownicą.
Bardziej zaskoczyła ją reakcja rodziców. Edward – tata Olivii
był strasznie zły. Nie da się tego inaczej opisać. Co chwilę
patrzył to na mężczyznę, to na swoją żonę – Eleonorę. Ta
natomiast siedziała skulona wpatrując się w swoje buty. Wszystko
potoczyło się bardzo szybko. Zanim się spostrzegła razem z panem
Nevilem i mamą znalazła się na ulicy Pokątnej. Zdziwił ją
fakt, że Eleonora doskonale wiedziała, gdzie po co iść. Jednak
najdziwniejszy było to, że jej mama miała skrytkę w banku
ze-zbyt-skomplikowaną-nazwą, w którym pracowały gobliny. Całkiem
sporą skrytkę.
-Co chcesz najpierw kupić skarbie? - spytała Olivię.
Dziewczyna nie musiała się długo zastanawiać.
-Chcę iść po różdżkę mamo. - powiedziała.
Eleonora tylko się uśmiechnęła. I zaprowadziła ją do małego
sklepiku.
Olivia okazała się wybredną klientką. Ciężko było
dopasować do niej różdżkę. Nagle dziewczyna potknęła się i
upadła, a spod jej bluzki wyłonił się naszyjnik. Sprzedawca
popatrzył na niego, a później na Eleonorę.
-Zastanawiające... - zniknął na chwilę za regałami
po czym wrócił z różdżką. - Spróbuj tą.
Ta różdżka była inna niż pozostałe. Olivia to
czuła. Kiedy nią machnęła wydobyła się z niej niebieska smuga.
-Tak to jest to! 12 cali, orzech włoski, włókno ze
smoczego serca, sztywna i bardzo elegancka. Będzie ci dobrze służyć.
- powiedział z uśmiechem.
-Dziękuję. - powiedziała Olivia. Zapłaciła kilka
śmiesznych złotych monet, które inni nazywali „galeonami” i
wyszła ze sklepiku. Po naprawdę długich zakupach (nie zapomniała
kupić sobie zapasu ciuchów! ) jej ekwipunek był kompletny. Olivia
dostała też małą, śnieżnobiałą kotkę, którą nazwała
Mgiełka. Zmęczona i wyczerpana wróciła do domu. Od razu wczuła
napiętą atmosferę więc szybko udała się do swojego pokoju i
zamknęła drzwi. Niedługo potem usłyszała wrzaski rodziców.
Usiadła na swoim łóżku, skuliła się i przytuliła Mgiełkę. Z
jej oczu mimowolnie poleciały łzy... Lily nie spała tej nocy. Łzy
jej na to nie pozwoliły. Dopiero nad ranem zmęczona płakaniem
zasnęła.
* * *
Lily siedziała przy oknie głaszcząc swoją sowę
Morganę.
-Na pewno wszystko spakowałaś Liluś? - usłyszała
głos mamy. Westchnęła. Ile razy można pytać się o to samo?
-Tak mamo, na pewno. - odpowiedziała podchodząc do
mamy. - Nie musisz się tak martwić jestem już duża.
-Wiem skarbie, jednak nie potrafię się do tego
przyzwyczaić. - powiedziała Ginny przytulając córkę. - Obiecaj,
że będziesz pilnować tych nicponi i nie narozrabiasz zbytnio.
-Zbytnio? - w oczach Lily pojawiły się wesołe
iskierki.
-Zbytnio. - potwierdziła Ginny z uśmiechem na twarzy.
-Obiecuję mamo. - powiedziała Lily.
* * *
Tak oto jest kolejny rozdział. Osobiście uważam, że
mi nie wyszedł. Ale cóż... Dobra nie będę wam tu narzekać :)
Piszcie co sądzicie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz