Słońce wstało wcześnie tego dnia. Wiele dzieci w
Anglii czekało na ten poranek. Niektórzy powitali go z radością,
inni – ze smutkiem, że muszą opuszczać rodzinne domy.
-Albus spakowałeś te skarpetki, które Ci wczoraj
kupiłam? - zawołała Ginny z przedpokoju zapinając płaszcz.
-Tak mamo. Pytasz się o to czwarty raz.
-Ostatnio pytałam się pięć, a i tak znalazłam je
później u ciebie na dywanie. - zauważyła Ginny.
Albus otworzył usta, ale nie potrafił znaleźć
odpowiedniego uzasadnienia dla zdarzenia, które miało miejsce
dokładnie rok temu.
-No właśnie. - powiedziała pani Potter i poszła na
górę. Zapewne chciała sprawdzić, czy Albus rzeczywiście spakował
skarpetki.
Gdy tylko ucichło stukanie obcasów pani Potter Lily i
James wybuchnęli śmiechem.
-Z czego się śmiejecie? - zapytał zirytowany Albus.
-Kochany braciszku dobrze pamiętamy tą akcję ze
skarpetkami... - powiedziała Lily.
-I tego wyjca od mamy także... - dodał James znów
wybuchając śmiechem.
-Ha ha ha, naprawdę, bardzo zabawne. Ha ha ha... -
Albus robił się coraz bardziej zirytowany.
-A pamiętasz James później ten nagłówek w
Czarownicy? - zapytała Lily.
-Chodzi ci o ten artykuł z cytatami wyjca mamy?
Pamiętam i to bardzo dobrze!
-MOŻECIE ŁASKAWIE ZNALEŹĆ SOBIE INNE ZAJĘCIE A NIE
MNIE WKURZAĆ?! - Albus był już baaaaardzo zirytowany.
Lily i James natychmiast przestali. Znali granicę i
chyba właśnie ją przekroczyli. Na szczęście w tym momencie do
przedpokoju weszli rodzice. Wszyscy natychmiast umilkli i wyszli z
domu.
* * *
Olivia siedziała z naburmuszoną miną na tylnym
siedzeniu samochodu.
-Oni znowu się kłócą Mgiełka... ZNOWU. Ja rozumiem,
że rodzice czasem się kłócą, ale oni kłócą się nawet jak się
nie kłócą. To chyba odstaje od normy... - powiedziała cicho do
kotki.
Zresztą jej rodzice pewnie nie zauważyliby, gdyby to
wykrzyczała. Byli zbyt zajęci. Kłóceniem się. Olivia w tej
chwili żałowała, że nie wzięła ze sobą swoich nowych
słuchawek, ale przypomniała sobie, że przecież w świecie
czarodziejów nie działają TAKIE rzeczy. Szkoda. Lubiła słuchać
muzyki. Wyciągnęła za to z torebki swój pamiętnik i ulubione
pióro i zaczęła pisać...
* * *
Lily była właśnie jedyną rzeczą chroniącą braci
Potterów przed skoczeniem sobie do gardeł. Siedziała na środkowym
miejscu w samochodzie i bardzo chciała już stąd wyjść. O co
poszło? James znów zaczął dokuczać Albusowi tym, że należy do
Slytherinu, a Al był przewrażliwiony na tym punkcie.
-MOŻECIE WRESZCIE PRZESTAĆ I NIE WRZESZCZEĆ MI NAD
UCHEM?! - tak, Lily zdecydowanie posiadała niezły temperament.
Podziałało, bracia się przymknęli, jednak Lily
widziała jak co chwila przesyłali sobie wrogie spojrzenia.
-Mamo, daleko jeszcze? - zapytała w końcu. Ginny się
tylko uśmiechnęła.
-Już dojeżdżamy.
* * *
-Daleko jeszcze? - spytała znudzonym głosem Olivia.
-Nie skarbie, już dojeżdżamy. - odpowiedziała jej
matka.
Dziewczynę jednak nie zadowoliła ta odpowiedź.
-Już, to znaczy ile?
-Pięć minut kochanie.
Olivia westchnęła. Pięć minut dla jej matki niekiedy
okazywało się całą godziną, miała nadzieję, że tym razem pięć
minut rzeczywiście okaże się pięcioma minutami. Po pięciu
minutach okazało się, że raczej nie. Zrezygnowana skupiła swój
wzrok na widoku za oknem. Na szczęście pięć minut było tylko
dwa razy dłuższe i przed panną Gastrenge chwilę później malował
się dworzec główny.
* * *
Dojechali
na dworzec zaskakująco szybko, bo na
peronie 9 i 3/4 byliśmy za dwadzieścia jedenasta. I znów ten sam
schemat. Wyjść z samochodu, wziąć kufry, przebiec przez
barierkę,przeżyć to gapienie się ludzi na Wybrańca i spróbować
nie krzyknąć na cały peron „ Tak to TEN Harry Potter, który
zabił Voldemorta, ocalił świat i jest Wybrańcem a ja jestem jego
córką, więc weźcie się odczepcie i łaskawie przestańcie na nas
gapić jak na wyjątkowo ciekawe zwierzęta w ZOO!!!” ... Tylko tym
razem było jakoś tak inaczej... Bo tym razem Lily też wsiadała do
Expresu Hogwart. Tym razem to wieźli też jej kufer. Tym razem ona
też miała trafić do Hogwartu. Po przebiegnięciu przez barierką
poczuła się inaczej niż poprzednim razem. Na peronie były tłumy.
Jednak i przez te tłumy widzieli kilka znajomych twarzy. Z daleka
zauważyli Hugona i Rose z rodzicami. Potterowie podeszli do nich
prędko. Hugo był zdenerwowany, a Rose, jak zwykle, podekscytowana.
Zaczęliśmy rozmowę. Niedługo potem dołączyli do nas Chris i
Fred – najlepsi przyjaciele Jamesa. Rozmowa zeszła trochę na
Quidditch, a później na Hogwart i jego domy... Oczywiście zaraz
zaczęła się kłótnia między moimi braćmi (dlatego ja zazwyczaj
unikałam tego tematu). Już miałam im przerwać kiedy wplątali w
tom MNIE.
-Jesteś
czarną owcą w rodzinie Albusie. Pogódź się z tym wreszcie.
-Skąd
wiesz? Przecież Lilka jeszcze nie została przydzielona do żadnego
domu.
-Popatrz
tylko na nią. Przejrzyj na oczy! Przecież to urodzona gryfonka! I
nie trafi nigdzie indziej.
-Jamesie
Syriuszu Potterze – zaczęłam siląc się na spokój. - Jeśli
ktokolwiek może decydować o tym do jakiego domu będę należała
to będę to JA. I tylko JA mam prawo wypowiadać się o tym gdzie
pasuję, więc bądź tak łaskawy i nie planuj mojej przyszłości
mówiąc gzie mam iść a gdzie nie! Z kim mam rozmawiać, przy kim
milczeć! Z kim się zadawać a kogo omijać szerokim łukiem! Myślę,
że jestem wystarczająco duża, żeby sama o tym decydować! Więc
jeśli będzie mi się podobało to pójdę nawet do Slytherinu! Ot
co! Taki kaprys! - dokończyłam i poszłam do pociągu.
-Nie
żeby coś James, ale młoda miała rację. - powiedział Chris i
kładąc Jamesowi rękę na ramię dodał – Daj jej dorosnąć. To
jej życie. Nie pomożesz jej jeśli ciągle będziesz za nią
decydował. Czasem trzeba się sparzyć. - po czym poszedł do
pociągu poszukać Lily.
-Za
pięć minut odjeżdża pociąg. Też już musimy iść. -
powiedziała Rose i wzięła swój kufer.
-Daj
pomogę ci. Jest za ciężki.
Rose
uśmiechnęła się do Albusa z wdzięcznością i podała mu kufer.
Razem odeszli w stronę pociągu. Zaraz za nimi pobiegł Hugo.
-Chodź
bracie. Hogwart bardzo by żałował, gdybyśmy się tam nie
zjawili.- Na dwóch twarzach pojawił się taki sam uśmiech. Uśmiech
prawdziwych Huncwotów.
*
* *
Tata
Olivii kategorycznie odmówił pójścia na dworzec. Olivia więc
musiała pożegnać się z nim w samochodzie. Razem z mamą ruszyły
przez barierkę. Olivia przeżyła małe deja vu, ale zaraz je
przeszło. Przecież to niemożliwe, żeby gdzieś już to widziała,
prawda? Rozglądnęła się ponownie. Tu było cudownie! Wszędzie
tyle ludzi – dzieci, młodzież, dorośli. W dodatku zawsze marzyła
żeby jechać takim pociągiem. Uściskała mamę.
-Bądź
grzeczna. I pamiętaj, żeby do nas pisać. Uważaj na siebie
kochanie. - powiedziała Eleonora.
-Mamo
ty płaczesz?
-Tak
skarbie, chyba tak. Idź już, bo się spóźnisz. - mama uśmiechnęła
się przez łzy.
-Dobrze
mamo. Kocham cię. - powiedziała dziewczyna po czym wzięła kufer
do ręki i odeszła w stronę pociągu.
-Ja
ciebie też skarbie. Ja ciebie też. - powiedziała cicho pani
Gastrenge i udała się w przeciwną stronę. Musiała załatwić
kilka spraw, zbyt długo to odkładała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz