Lily oparła głowę
na ramieniu Chrisa. Zawsze był dla niej bratem. Lepszym niż Albus i
James. On pozwalał się jej sparzyć, a później ranę opatrywał.
To nie znaczyło, że nie było momentów kiedy na nią krzyczał.
Był po prostu wyrozumiały. Kiedy robiła coś głupiego mówił jej
o tym. Pocieszał ją kiedy płakała i wysłuchiwał kiedy krzyczała
jaki to świat jest niesprawiedliwy. Po prostu był. Zawsze. Niedługo
potem drzwi do przedziału otworzyły się i weszła przez nie reszta
ekipy.
-Gdzie Hugo? -
spytała Lily podnosząc głowę.
Rose wzruszyła
ramionami i usiadła obok kuzynki.
-Zgubił się po
drodze. - powiedziała tylko otwierając książkę.
-Idziesz Chris?
Zajęliśmy przedział obok. - powiedział James.
Chris popatrzył na
Lily.
-No idź Huncwocie.
- powiedziała z uśmiechem. - psikusy same się nie wymyślą.
Chris również się
uśmiechnął i ruszył z Jamesem i Fredem.
-Scorpius możesz
już wyjść. - powiedział Al.
W powietrzu dało
się usłyszeć świst wypuszczanego powietrza i wyłonił się
Scorpius. Lily uniosła brew.
-Peleryna niewidka?
James wie, że ją masz?
-Nie... I miejmy
nadzieję, że zauważy jej brak dopiero w Hogwarcie.
Lily westchnęła.
Jej bracia byli niemożliwi. Rose tylko na moment uniosła wzrok znad
tekstu i ledwie dostrzegalnie uśmiechnęła się do Scorpiusa. Sama
Potterówna nie była zbyt przekonana do jego obecności tutaj , ale
cóż... Z drugim bratem jest raczej pokłócona. A James miał na
nią większy wpływ od Ala. Nic dziwnego, że czuła pewną nichęć
do Malfoya. Ślizgoni usiedli naprzeciwko dziewczyn i pogrążyli się
w cichej dyskusji. Lily od czasu do czasu wtrącała się do rozmowy.
Rose w końcu też zamknęła książkę i przysłuchiwała się
uważnie. Nagle korytarz wypełnił krótki krzyk i śmiechy. Wszyscy
popatrzyli na siebie i pobiegli na korytarz.
* * *
Olivia za nic nie
mogła znaleźć wolnego przedziału. W końcu jednak odwiedziła
jeden w którym siedziały tylko jakieś dwie blondwłose dziewczyny.
-Można? - spytała.
Dziewczyny tylko
przytaknęły i znów zaczęły chichotać. Olivia westchnęła i
usiadła. Wtedy dwie koleżanki uważnie zlustrowały ją wzrokiem.
Widząc markowe ciuchy i dość drogie ozdoby uśmiechnęły się do
niej.
-Nazywam się
Anabell, a ta obok to Klarysa. - jej koleżanka syknęła.
-Przepraszam, Klara.
Nie lubi pełnego imienia.
-Jestem Olivia
Gastrnge. - przedstawiła się. - Z którego roku jesteście?
-Och, z drugiego, ty
z pierwszego prawda? - odpowiedziała jej Klara.
-Prawda.
-Miałyśmy
szczęście trafić do Slytherinu, tak jak nasi rodzice. A ty do
jakiego domu chciałabyś trafić?
Olivia wzruszyła
ramionami.
-Nie wiem. Nie zbyt
dużo wiem o Hogwarcie.
-Jesteś mugolaczką?
- pytała Anabell unosząc jedną brew.
-Yyyy... Tak.
Dziewczyny
popatrzyły na nią z góry.
-My jesteśmy
czystej krwi. Masz szczęście, że tu siedzisz. Nie wielu mugolaków
ma taką możliwość. - powiedziała dumnie Klara.
Olivia wszystko
szybko sobie poukładała. Czysta krew... Mama jej chyba kiedyś o
tym opowiadała. A no tak. Rody które składają się tylko z
czarodziejów. Uważają się za lepszych od wszystkich. A Olivia
nikomu nie pozwalała nad sobą górować.
-Nie uważam tego za
szczęście. - odpowiedziała z taką samą dumą.
-Słucham? - Klara
była wyraźnie oburzona.
-I dobrze, że
słuchasz. Od tego ma się uszy. Uważacie się za lepsze, ale tak
naprawdę takie nie jesteście.
-Chyba jeszcze do
ciebie nie dotarło. - Dziewczyny zbliżały się niebezpiecznie. -
My jesteśmy lepsze... - wyciągnęły różdżki – szlamo.
Poleciał
pierwsze zaklęcie. Pojedynczy krzyk, śmiechy. Olivia upadła. Z ust
leciała jej krew. Oprócz zamienianiu wsuwek w ołówki i unoszenia
przedmiotów w powietrze nie umiała czarować sama z siebie.
Unoszenia
przedmiotów w powietrze... Popatrzyła
na stolik. Stała ta książka. Wyciągnęła dłoń i skierowała ją
najpierw na książkę, a później na jedną z dziewczyn. W tym
samym momencie otworzyły się drzwi, ale ona trafiła. Dziewczynie
wypadła różdżka. Jeszcze jedno zaklęcie. Ból. Później już
tylko ciemność. Zemdlała.
-Yaxley! Opanujcie
się! - krzyknął Scorpius.
-Nie broń tej
szlamy Malfoy, podważa autorytet czytokrwistych!
-Ta dziewczyna już
straciła przytomność, wie jak się nazywacie, może pójść do
dyrektora. Chcecie zostać wylane już pierwszego dnia szkoły za
używanie niedozwolonych zaklęć? - powiedział ostro.
Siostry zwiesiły
głowy.
-Tak myślałem.
Posprzątajcie tu. - wskazał na plamę krwi na podłodze.
Wziął nieprzytomną
dziewczynę na ręce i wyniósł z przedziału. Gdy tylko zamknęły
się drzwi zaczął biec.
-Al pomóż mi! -
krzyknął kładąc dziewczynę na kanapie w ich przedziale.
-Co jej jest? -
spytała przestraszona Lily.
-Dostała paroma
klątwami. Mugolaczka, pewnie nawet nie znała żadnych zaklęć.
Chociaż nie powiem, lewitowanie rzeczy nieźle jej idzie w dodatku
ma cel dziewczyna.
-Nie gadaj tylko mi
pomóż idioto! - powiedział Al, który sam szeptał jakieś
zaklęcia nad nieprzytomną dziewczyną.
Dziewczyna się
zakrztusiła. Lily i Rose pomogły jej usiąść.
-Nie
lubię ich. - to były pierwsze słowa wypowiedziane przez Olivię.
Wszyscy się
roześmiali.
-Dzięki. -
powiedziała jeszcze.
-Masz krew na
bluzce. - poinformowała ją Rose i machnęła różdżką. Krew
zniknęła. Olivia uśmiechnęła się.
-Niezła akcja z tą
książką. Masz cel. - powiedział Scor z uśmiechem. Scorpius.
Uśmiech.
-Mogłam wcześniej.
- powiedziała Olivia.
-Skądś ty się
urwałaś dziewczyno?
-Z Włoch. -
odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Lily, Albus i Rose
patrzyli na nich ze zdziwieniem.
-Jak się nazywasz?
- spytała Rose.
-Olivia Gastrenge.
Przyjechałam niedawno do Londynu. Dokładnie trzy dni temu...
Rozmowa potoczyła
się już sama.
* * *
Niedługo potem
dojechali na stacje w Hogsemeade. Z daleka był słychać wołanie
Hagrida. Olivia rozglądnęła się niepewnie.
-Chodź ze mną
Olivia! - zawołała Lily.
Dziewczyna
uśmiechnęła się z ulgą i podbiegła do nowej koleżanki. Wsiadła
razem z nią, jej kuzynem Hugonem i kilkoma innymi uczniami do łodzi.
Nagle zobaczyli Hogwart w całej swojej okazałości, a z każdej
strony słychać było okrzyki zachwytu. Lily zawsze wiedziała, że
Hogwart jest cudowny, ale obraz jaki się przed nią malował
przebijał wszelkie marzenia. Żadna opowieść, ani żadne zdjęcie
nie było w stanie oddać piękna i potęgi tego zamku z wielkimi
wieżami i tysiącami okienek w których paliły się światła.
Olivia urzeczona widokiem, pozbyła się szybko deja vu i patrzyła z
zachwytem na wielkie wzgórze z potężnym zamkiem.
-Jej... - westchnęła
Lily. - Hugo widzisz to co ja? - spytała.
Hugo,
któremu dosłownie szczęka opadła na widok Hogwartu tylko pokiwał
głową. Łodzie przybiły do brzegu, a uczniowie z Hagridem na czele
weszli do zamku. Czekała tam już na nich profesor Gabriela Morgane
– nauczycielka obrony przed czarną magią i wicedyrektorka szkoły.
-Witam nowych
studentów, a teraz proszę za mną. - powiedziała. Po korytarzu
rozległ się tupot butów i już za chwilę przed uczniami pojawiła
się Wielka Sala. Była równie piękna jak zamek. Zaczarowane
sklepienie wywołało sensację wśród nowych uczniów. Piękne
gwieździste niebo rozciągające się nad ich głowami było
piękniejsze od tego w rzeczywistości, a trzeba przyznać, że noc w tym czasie była niesamowita. Pierwszoroczni stanęli na podwyższeniu.
Profesor wyjaśniła im przebieg Ceremonii Przydziału i postawiła
starą tiarę na stołku. Nagle tiara ożyła, a jakiś przerażony
pierwszoroczniak krzyknął. Tiara odezwała się:
Ponad tysiąc
lat temu
Gdy nowa jeszcze
byłam,
Żyło czterech
czarodziejów
Którym wiernie
służyłam.
Żyli razem w
zgodzie
Po pamiętne
czasy,
Aż nagle się
pokłócili
O swoje grymasy
Każdy sam chciał
uczyć,
Każdy sam chciał
rządzić,
Kiedy spór
rozwiązano
Stworzono cztery
domy
Godryk Gryffindor
Przyjmował
dzielnych,
Rowena Revenclow
Chciała wiedzę
szerzyć,
Salazar Slytherin
Spryt u siebie
cenił,
Helga Hatelpaff
Prawością się
chlubi
Tak więc spór
zakończono,
Ale pozostało
pytanie,
Kto rozdzieli
uczniów?
Kto zrobi to
poprawnie?
Wtedy Godryk
powiedział,
Że daję swoją
tiarę,
A ja już
poradzę.
I tak odtąd do
dzisiaj
Rozdzielam was
kochani
Choć nigdy nie
mam pewności,
Że się nie
omylę,
Że przez
pomyłkę,
przyjaciół nie
rozdzielę.
Lecz śmiało
moja młodzieży,
Na głowy mnie
wkładajcie,
A ja już wam
powiem
Gdzie odtąd
zamieszkacie.
Cała sala wypełniła
się gromkimi oklaskami, a potem przystąpiono do ceremonii. Katie
Ambies trafiła do Ravenclowu, a Matt Aster, jako pierwszy do
Slytherinu. Niedługo potem wyczytano Olivię Gastrenge. Olivia
podeszła i włożyła tiarę na głowę.
Hmmm... Cała
twoja rodzina była w Slytherinie... Ty też byś tam pasowała...
Jak to cała
moja rodzina? Jestem muglaczką...
Nie
powiedzieli... Dobrze zrobili... Ciekawość... I tajemniczość...
Spryt i odwaga... Wspaniałe umiejętności, duża moc... Hmmmm....
-GRYFFINDOR!!!
- krzyknęła tiara.
Olivia z mętlikiem
w głowie zeszła z podwyższenia i usiadła obok Rose. Niedługo
potem także Frank Longbottom zaszczycił swą obecnością
Gryffindor.
-Lily Potter. -
wyczytała pani profesor. Na ceremonii rzadko kiedy wyczytywali
drugie imiona. Za długo by to trwało. Lily podeszła pewnym krokiem
i nałożyła tiarę.
Witam panienko
Potter...
Yyy... Dobry
wieczór.
Hmm... Trudne...
Odważna... Niezwykły temperament... Spryt... Przebiegłość...
Pasowałabyś do Slytherinu i Gryffindoru. O ile z Twoimi braćmi nie
miałam problemu ty jesteś ich mieszanką... Możesz wybrać.
Nie wiem... No
niech będzie Gryffindor.
A więc...
-GRYFFINDOR!!!
Lily podeszła do
stołu gryfonów zastanawiając się dlaczego wybrała właśnie ten
dom. Zrobiła to w sumie podświadomie już dawno temu, tak samo jak
Albus jeszcze przed Ceremonią Przydziału wiedział, że trafi do
Slytherinu, tak ona wiedziała, że jej miejsce jest w Gryffindorze.
Usiadła obok Olivii i uśmiechnęła się do wszystkich. Na sam
koniec wyczytany został Hugo. Tiara prawie natychmiast przydzieliła
go do Gryffindoru. Usiadł on obok Franka a zaraz po przemowie
dyrektorki złote talerze napełniły się wyśmienitymi potrawami.
Wszyscy zabrali się do jedzenia.Po zakończeniu uczty udali się
razem z prefektami i profesorem Nevilem do dormitorium. Lily
podziwiała piękno Hogwartu, przez co ciągle potykała się o
stopnie na schodach. Wreszcie stanęli przed portretem Grubej Damy.
-W
tym roku hasło brzmi „Mandragora”. - oznajmiła Molly Weasley,
która w tym roku została prefektem, po czym weszli do przez otwartą
dziurę w portrecie do prosto do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Lily
z powodu zbyt dużej ilości pierwszoroczniaków (A także jak jej
się zdawało – interwencji rodziców.) została razem z Olivią
zaprowadzona do dormitorium w którym dotychczas mieszkała Rose i
Amanda. Dormitorium różniło się trochę od innych. Stało w nim
pięć łóżek (z czego jedno było wolne) przed którymi znajdowały
się piękne,duże, rzeźbione skrzynie. Obok każdego łóżka
znajdowała się także szafka nocna. Na środku pokoju był kominek,
a obok fotele i stolik. Przy ścianie stała wielka, elegancka szafa,
a przy niej, na ścianie wisiało duże lustro, które w
rzeczywistości było drzwiami do łazienki. Ta zresztą wcale nie
była gorsza od sypialni. Znajdowała się w niej wielka (i jak
myślała Lily – niesamowicie wygodna) wanna, prysznic, toaleta i
umywalka nad którą wisiało ozdobne lusterko. Lily była zachwycona
wyglądem swojego „nowego domu”. Olivia, która stała obok niej
wydała z siebie odgłos zachwytu. Ich bagaże zostały położone
przy łóżkach. Olivia rozglądnęła się i zobaczyła Mgiełkę
śpiącą na jednym z foteli. Wyglądała strasznie słodko.
Uklęknęła przy swoim kufrze i zaczęła go wypakowywać. Wyciągała
właśnie rękawice ze smoczej skóry, gdy podbiegła do nich Rose.
-Dziewczyny, nie
traćcie na to czasu! - krzyknęła i mrucząc coś pod nosem
machnęła różdżką, a ich kufry same się rozpakowały.
-Skąd znasz takie
fajne zaklęcie?! - krzyknęła zaskoczona Olivia.
-Moja mama mnie go
nauczyła. Nie jest takie trudne, a bardzo pożyteczne. -
odpowiedziała Rose.
-Nauczysz mnie
kiedyś? - spytała z nadzieją.
-Pewnie. - Rose
machnęła ręką. - A teraz przebierać się i do łóżek! Jutro
czeka was pracowity dzień.
Lily przewróciła
oczami. Za jej kuzynką ciężko było nadążyć. Czasem była
zasadnicza, czasem nie przejmowała się niczym. Po prostu Weasley.
-Fajna ta Rose. -
powiedziała Olivia. - Jest bardzo miła.
-Tak wiem, to moja
kuzynka. - Lily uśmiechnęła się do koleżanki.
-Och... Zazdroszczę
ci.
-Czemu?
-Moją
jedyną rodziną są rodzice. Nie mam dziadków, wujostwa, a co za
tym idzie kuzynek i kuzynów. Zawsze marzyłam żeby mieć jakiegoś
kuzyna czy kuzynkę. Ty masz taką wielką rodzinę...
-Teraz to też twoja
rodzina. - powiedziała Lily z uśmiechem.
Niedługo potem
zasnęły. Tak zakończył się ich pierwszy dzień w Hogwarcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz