wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 3: Hogwart - nowa rodzina, nowy dom


Lily oparła głowę na ramieniu Chrisa. Zawsze był dla niej bratem. Lepszym niż Albus i James. On pozwalał się jej sparzyć, a później ranę opatrywał. To nie znaczyło, że nie było momentów kiedy na nią krzyczał. Był po prostu wyrozumiały. Kiedy robiła coś głupiego mówił jej o tym. Pocieszał ją kiedy płakała i wysłuchiwał kiedy krzyczała jaki to świat jest niesprawiedliwy. Po prostu był. Zawsze. Niedługo potem drzwi do przedziału otworzyły się i weszła przez nie reszta ekipy.

-Gdzie Hugo? - spytała Lily podnosząc głowę.

Rose wzruszyła ramionami i usiadła obok kuzynki.

-Zgubił się po drodze. - powiedziała tylko otwierając książkę.

-Idziesz Chris? Zajęliśmy przedział obok. - powiedział James.

Chris popatrzył na Lily.

-No idź Huncwocie. - powiedziała z uśmiechem. - psikusy same się nie wymyślą.

Chris również się uśmiechnął i ruszył z Jamesem i Fredem.

-Scorpius możesz już wyjść. - powiedział Al.

W powietrzu dało się usłyszeć świst wypuszczanego powietrza i wyłonił się Scorpius. Lily uniosła brew.

-Peleryna niewidka? James wie, że ją masz?

-Nie... I miejmy nadzieję, że zauważy jej brak dopiero w Hogwarcie.

Lily westchnęła. Jej bracia byli niemożliwi. Rose tylko na moment uniosła wzrok znad tekstu i ledwie dostrzegalnie uśmiechnęła się do Scorpiusa. Sama Potterówna nie była zbyt przekonana do jego obecności tutaj , ale cóż... Z drugim bratem jest raczej pokłócona. A James miał na nią większy wpływ od Ala. Nic dziwnego, że czuła pewną nichęć do Malfoya. Ślizgoni usiedli naprzeciwko dziewczyn i pogrążyli się w cichej dyskusji. Lily od czasu do czasu wtrącała się do rozmowy. Rose w końcu też zamknęła książkę i przysłuchiwała się uważnie. Nagle korytarz wypełnił krótki krzyk i śmiechy. Wszyscy popatrzyli na siebie i pobiegli na korytarz.



* * *



Olivia za nic nie mogła znaleźć wolnego przedziału. W końcu jednak odwiedziła jeden w którym siedziały tylko jakieś dwie blondwłose dziewczyny.

-Można? - spytała.

Dziewczyny tylko przytaknęły i znów zaczęły chichotać. Olivia westchnęła i usiadła. Wtedy dwie koleżanki uważnie zlustrowały ją wzrokiem. Widząc markowe ciuchy i dość drogie ozdoby uśmiechnęły się do niej.

-Nazywam się Anabell, a ta obok to Klarysa. - jej koleżanka syknęła.

-Przepraszam, Klara. Nie lubi pełnego imienia.

-Jestem Olivia Gastrnge. - przedstawiła się. - Z którego roku jesteście?

-Och, z drugiego, ty z pierwszego prawda? - odpowiedziała jej Klara.

-Prawda.

-Miałyśmy szczęście trafić do Slytherinu, tak jak nasi rodzice. A ty do jakiego domu chciałabyś trafić?

Olivia wzruszyła ramionami.

-Nie wiem. Nie zbyt dużo wiem o Hogwarcie.

-Jesteś mugolaczką? - pytała Anabell unosząc jedną brew.

-Yyyy... Tak.

Dziewczyny popatrzyły na nią z góry.

-My jesteśmy czystej krwi. Masz szczęście, że tu siedzisz. Nie wielu mugolaków ma taką możliwość. - powiedziała dumnie Klara.

Olivia wszystko szybko sobie poukładała. Czysta krew... Mama jej chyba kiedyś o tym opowiadała. A no tak. Rody które składają się tylko z czarodziejów. Uważają się za lepszych od wszystkich. A Olivia nikomu nie pozwalała nad sobą górować.

-Nie uważam tego za szczęście. - odpowiedziała z taką samą dumą.

-Słucham? - Klara była wyraźnie oburzona.

-I dobrze, że słuchasz. Od tego ma się uszy. Uważacie się za lepsze, ale tak naprawdę takie nie jesteście.

-Chyba jeszcze do ciebie nie dotarło. - Dziewczyny zbliżały się niebezpiecznie. - My jesteśmy lepsze... - wyciągnęły różdżki – szlamo.

Poleciał pierwsze zaklęcie. Pojedynczy krzyk, śmiechy. Olivia upadła. Z ust leciała jej krew. Oprócz zamienianiu wsuwek w ołówki i unoszenia przedmiotów w powietrze nie umiała czarować sama z siebie. Unoszenia przedmiotów w powietrze... Popatrzyła na stolik. Stała ta książka. Wyciągnęła dłoń i skierowała ją najpierw na książkę, a później na jedną z dziewczyn. W tym samym momencie otworzyły się drzwi, ale ona trafiła. Dziewczynie wypadła różdżka. Jeszcze jedno zaklęcie. Ból. Później już tylko ciemność. Zemdlała.

-Yaxley! Opanujcie się! - krzyknął Scorpius.

-Nie broń tej szlamy Malfoy, podważa autorytet czytokrwistych!

-Ta dziewczyna już straciła przytomność, wie jak się nazywacie, może pójść do dyrektora. Chcecie zostać wylane już pierwszego dnia szkoły za używanie niedozwolonych zaklęć? - powiedział ostro.

Siostry zwiesiły głowy.

-Tak myślałem. Posprzątajcie tu. - wskazał na plamę krwi na podłodze.

Wziął nieprzytomną dziewczynę na ręce i wyniósł z przedziału. Gdy tylko zamknęły się drzwi zaczął biec.

-Al pomóż mi! - krzyknął kładąc dziewczynę na kanapie w ich przedziale.

-Co jej jest? - spytała przestraszona Lily.

-Dostała paroma klątwami. Mugolaczka, pewnie nawet nie znała żadnych zaklęć. Chociaż nie powiem, lewitowanie rzeczy nieźle jej idzie w dodatku ma cel dziewczyna.

-Nie gadaj tylko mi pomóż idioto! - powiedział Al, który sam szeptał jakieś zaklęcia nad nieprzytomną dziewczyną.

Dziewczyna się zakrztusiła. Lily i Rose pomogły jej usiąść.

-Nie lubię ich. - to były pierwsze słowa wypowiedziane przez Olivię.

Wszyscy się roześmiali.

-Dzięki. - powiedziała jeszcze.

-Masz krew na bluzce. - poinformowała ją Rose i machnęła różdżką. Krew zniknęła. Olivia uśmiechnęła się.

-Niezła akcja z tą książką. Masz cel. - powiedział Scor z uśmiechem. Scorpius. Uśmiech.

-Mogłam wcześniej. - powiedziała Olivia.

-Skądś ty się urwałaś dziewczyno?

-Z Włoch. - odpowiedziała zgodnie z prawdą.

Lily, Albus i Rose patrzyli na nich ze zdziwieniem.

-Jak się nazywasz? - spytała Rose.

-Olivia Gastrenge. Przyjechałam niedawno do Londynu. Dokładnie trzy dni temu...

Rozmowa potoczyła się już sama.



* * *



Niedługo potem dojechali na stacje w Hogsemeade. Z daleka był słychać wołanie Hagrida. Olivia rozglądnęła się niepewnie.

-Chodź ze mną Olivia! - zawołała Lily.

Dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą i podbiegła do nowej koleżanki. Wsiadła razem z nią, jej kuzynem Hugonem i kilkoma innymi uczniami do łodzi. Nagle zobaczyli Hogwart w całej swojej okazałości, a z każdej strony słychać było okrzyki zachwytu. Lily zawsze wiedziała, że Hogwart jest cudowny, ale obraz jaki się przed nią malował przebijał wszelkie marzenia. Żadna opowieść, ani żadne zdjęcie nie było w stanie oddać piękna i potęgi tego zamku z wielkimi wieżami i tysiącami okienek w których paliły się światła. Olivia urzeczona widokiem, pozbyła się szybko deja vu i patrzyła z zachwytem na wielkie wzgórze z potężnym zamkiem.

-Jej... - westchnęła Lily. - Hugo widzisz to co ja? - spytała.

Hugo, któremu dosłownie szczęka opadła na widok Hogwartu tylko pokiwał głową. Łodzie przybiły do brzegu, a uczniowie z Hagridem na czele weszli do zamku. Czekała tam już na nich profesor Gabriela Morgane – nauczycielka obrony przed czarną magią i wicedyrektorka szkoły.

-Witam nowych studentów, a teraz proszę za mną. - powiedziała. Po korytarzu rozległ się tupot butów i już za chwilę przed uczniami pojawiła się Wielka Sala. Była równie piękna jak zamek. Zaczarowane sklepienie wywołało sensację wśród nowych uczniów. Piękne gwieździste niebo rozciągające się nad ich głowami było piękniejsze od tego w rzeczywistości, a trzeba przyznać, że noc w tym czasie była niesamowita. Pierwszoroczni stanęli na podwyższeniu. Profesor wyjaśniła im przebieg Ceremonii Przydziału i postawiła starą tiarę na stołku. Nagle tiara ożyła, a jakiś przerażony pierwszoroczniak krzyknął. Tiara odezwała się:

Ponad tysiąc lat temu

Gdy nowa jeszcze byłam,

Żyło czterech czarodziejów

Którym wiernie służyłam.



Żyli razem w zgodzie

Po pamiętne czasy,

Aż nagle się pokłócili

O swoje grymasy



Każdy sam chciał uczyć,

Każdy sam chciał rządzić,

Kiedy spór rozwiązano

Stworzono cztery domy



Godryk Gryffindor

Przyjmował dzielnych,

Rowena Revenclow

Chciała wiedzę szerzyć,

Salazar Slytherin

Spryt u siebie cenił,

Helga Hatelpaff

Prawością się chlubi



Tak więc spór zakończono,

Ale pozostało pytanie,

Kto rozdzieli uczniów?

Kto zrobi to poprawnie?



Wtedy Godryk powiedział,

Że daję swoją tiarę,

A ja już poradzę.

I tak odtąd do dzisiaj

Rozdzielam was kochani

Choć nigdy nie mam pewności,

Że się nie omylę,

Że przez pomyłkę,

przyjaciół nie rozdzielę.



Lecz śmiało moja młodzieży,

Na głowy mnie wkładajcie,

A ja już wam powiem

Gdzie odtąd zamieszkacie.



Cała sala wypełniła się gromkimi oklaskami, a potem przystąpiono do ceremonii. Katie Ambies trafiła do Ravenclowu, a Matt Aster, jako pierwszy do Slytherinu. Niedługo potem wyczytano Olivię Gastrenge. Olivia podeszła i włożyła tiarę na głowę.



Hmmm... Cała twoja rodzina była w Slytherinie... Ty też byś tam pasowała...

Jak to cała moja rodzina? Jestem muglaczką...

Nie powiedzieli... Dobrze zrobili... Ciekawość... I tajemniczość... Spryt i odwaga... Wspaniałe umiejętności, duża moc... Hmmmm....



-GRYFFINDOR!!! - krzyknęła tiara.

Olivia z mętlikiem w głowie zeszła z podwyższenia i usiadła obok Rose. Niedługo potem także Frank Longbottom zaszczycił swą obecnością Gryffindor.

-Lily Potter. - wyczytała pani profesor. Na ceremonii rzadko kiedy wyczytywali drugie imiona. Za długo by to trwało. Lily podeszła pewnym krokiem i nałożyła tiarę.



Witam panienko Potter...

Yyy... Dobry wieczór.

Hmm... Trudne... Odważna... Niezwykły temperament... Spryt... Przebiegłość... Pasowałabyś do Slytherinu i Gryffindoru. O ile z Twoimi braćmi nie miałam problemu ty jesteś ich mieszanką... Możesz wybrać.

Nie wiem... No niech będzie Gryffindor.

A więc...



-GRYFFINDOR!!!

Lily podeszła do stołu gryfonów zastanawiając się dlaczego wybrała właśnie ten dom. Zrobiła to w sumie podświadomie już dawno temu, tak samo jak Albus jeszcze przed Ceremonią Przydziału wiedział, że trafi do Slytherinu, tak ona wiedziała, że jej miejsce jest w Gryffindorze. Usiadła obok Olivii i uśmiechnęła się do wszystkich. Na sam koniec wyczytany został Hugo. Tiara prawie natychmiast przydzieliła go do Gryffindoru. Usiadł on obok Franka a zaraz po przemowie dyrektorki złote talerze napełniły się wyśmienitymi potrawami. Wszyscy zabrali się do jedzenia.Po zakończeniu uczty udali się razem z prefektami i profesorem Nevilem do dormitorium. Lily podziwiała piękno Hogwartu, przez co ciągle potykała się o stopnie na schodach. Wreszcie stanęli przed portretem Grubej Damy.

-W tym roku hasło brzmi „Mandragora”. - oznajmiła Molly Weasley, która w tym roku została prefektem, po czym weszli do przez otwartą dziurę w portrecie do prosto do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Lily z powodu zbyt dużej ilości pierwszoroczniaków (A także jak jej się zdawało – interwencji rodziców.) została razem z Olivią zaprowadzona do dormitorium w którym dotychczas mieszkała Rose i Amanda. Dormitorium różniło się trochę od innych. Stało w nim pięć łóżek (z czego jedno było wolne) przed którymi znajdowały się piękne,duże, rzeźbione skrzynie. Obok każdego łóżka znajdowała się także szafka nocna. Na środku pokoju był kominek, a obok fotele i stolik. Przy ścianie stała wielka, elegancka szafa, a przy niej, na ścianie wisiało duże lustro, które w rzeczywistości było drzwiami do łazienki. Ta zresztą wcale nie była gorsza od sypialni. Znajdowała się w niej wielka (i jak myślała Lily – niesamowicie wygodna) wanna, prysznic, toaleta i umywalka nad którą wisiało ozdobne lusterko. Lily była zachwycona wyglądem swojego „nowego domu”. Olivia, która stała obok niej wydała z siebie odgłos zachwytu. Ich bagaże zostały położone przy łóżkach. Olivia rozglądnęła się i zobaczyła Mgiełkę śpiącą na jednym z foteli. Wyglądała strasznie słodko. Uklęknęła przy swoim kufrze i zaczęła go wypakowywać. Wyciągała właśnie rękawice ze smoczej skóry, gdy podbiegła do nich Rose.

-Dziewczyny, nie traćcie na to czasu! - krzyknęła i mrucząc coś pod nosem machnęła różdżką, a ich kufry same się rozpakowały.

-Skąd znasz takie fajne zaklęcie?! - krzyknęła zaskoczona Olivia.

-Moja mama mnie go nauczyła. Nie jest takie trudne, a bardzo pożyteczne. - odpowiedziała Rose.

-Nauczysz mnie kiedyś? - spytała z nadzieją.

-Pewnie. - Rose machnęła ręką. - A teraz przebierać się i do łóżek! Jutro czeka was pracowity dzień.

Lily przewróciła oczami. Za jej kuzynką ciężko było nadążyć. Czasem była zasadnicza, czasem nie przejmowała się niczym. Po prostu Weasley.

-Fajna ta Rose. - powiedziała Olivia. - Jest bardzo miła.

-Tak wiem, to moja kuzynka. - Lily uśmiechnęła się do koleżanki.

-Och... Zazdroszczę ci.

-Czemu?

-Moją jedyną rodziną są rodzice. Nie mam dziadków, wujostwa, a co za tym idzie kuzynek i kuzynów. Zawsze marzyłam żeby mieć jakiegoś kuzyna czy kuzynkę. Ty masz taką wielką rodzinę...

-Teraz to też twoja rodzina. - powiedziała Lily z uśmiechem.

Niedługo potem zasnęły. Tak zakończył się ich pierwszy dzień w Hogwarcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz