Słońce powoli
wstawało zza horyzontu. Zapowiadał się spokojny dzień w murach
Hogwartu. Jak się później okazało wcale taki nie był.
* * *
Zaczęło się
normalnie. Lily wstała, gdy tylko pierwszy promyk słońca musnął
jej twarz. Wzięła swoją ulubioną, długą kąpiel za swoimi
magicznymi olejkami. Wyszykowała się i nałożyła szkolne szaty do
których przypięła plakietkę Gryffindoru. Spojrzała w lustro i
dopiero wtedy była przekonana, że znalazła się w domu. W tak
wyczekiwanym Hogwarcie. Popatrzyła na zegarek. Dochodziła siódma.
Jej współlokatorki nadal smacznie spały. Już niedługo. Chwilę
później dziewczęta zostały brutalnie zrzucone ze swoich łóżek
razem z pościelą. Złe patrzyły wzrokiem bazyliszka na osobę
która obudziła ich o tak wczesnej porze. Lily tylko wzruszyła
ramionami, usiadła na jednym z foteli i wzięła Mgiełkę na
kolana. Zezłoszczone dziewczyny biegały po pokoju szykując się na
śniadanie. O ósmej Lily nie czekając na koleżanki wyszła z
dormitorium i udała się w stronę Wielkiej Sali. Oczywiście
musiała po drodze stanąć na znikający stopień i trafić na
Irytka. Po tych przygodach bez dalszych przeszkód trafiała na
śniadanie. Zaczęła jeść, a w tym czasie nauczyciele rozdawali
plany lekcji. Super. Za pół godziny miała eliksiry. Wzruszyła
ramionami. Lepsze to niż historia magii z samego rana. Jej
przemyślenia przerwało wejście jej przyjaciół. Obok niej usiadła
Rose i Olivia a naprzeciwko James z Fredem. Chwilę później dosiadł
się do nich Albus.
-A ty co? Nie
siedzisz ze swoimi ślizgonami? - spytał ironicznie James. Albus
popatrzył na niego krzywo.
-Coś ci nie pasuje?
-Dużo.
W
ten sposób zaczęła się kłótnia Jamesa i Albusa. Lily wywróciła
teatralnie oczami. Była przyzwyczajona do kłótni swych braci.
Zgadzali się tylko ( i to nie zawsze) jeśli chodziło o nią. Tacy
już byli.
-Oni tak zawsze? -
spytała cicho Olivia.
-Acha. Mamy pierwsze
eliksiry. Lepiej się nie spóźnijmy.
Chwilę później
skierowały się w stronę lochów. Oczywiście byłoby zbyt pięknie
gdyby trafiły tam bez przeszkód. A zgadnijcie kogo spotkały?
Tak... Zgadliście. Nikogo innego jak Scorpiusa Malfoya. Scropius
Malfoy – najlepszy przyjaciel Ala i odwieczny wróg Jamesa.
Zakochany w sobie dupek, idiota. Tak przynajmniej nazywał go James.
Który w dodatku pomógł Olivii i zaskakująco dobrze się z nią
dogaduje.
-No proszę kogo tu
mamy? Widzę, że mała panna Potter nie zaszczyciła brata swoim
towarzystwem w Slytherinie.
-Nie zamierzałam. -
odpowiedziała krótko Lily. Malfoy spiorunował ją wzrokiem i
spojrzał w stronę Olivii.
-Z głową lepiej? -
Zapytał.
-Jasne. A teraz
wybacz. Nie możemy się spóźnić na eliksiry.
-Ej! Mnie się nie
olewa! Nikt tak nie robi!
-W takim razie
będziemy pierwsze. - odpowiedziała Olivia.
-O nie moje drogie,
nie puszczę was! - powiedział z uśmiechem wyciągając różdżkę.
-Tylko spróbuj.
Lewitacje mam opanowaną do perfekcji. - Olivia i Lily też
wyciągnęły różdżki.
-MALFOY! - usłyszał
krzyk. Odwrócił się w samą porę aby odbić zaklęcie.
-Zwariowałeś
Potter??!!
-Trzymaj się z dala
od mojej siostry! - Malfoy popatrzył na niego chłodno i poszedł w
swoją stronę.
-No ładnie
siostrzyczko jeszcze. Jeszcze pierwszy dzień szkoły dobrze się nie
zaczął a ty już prawie wpakowałaś się w bójkę. W tym tempie
pobijesz mój rekord.
-Odczep się!
Poradziłabym sobie bez ciebie! -prychnęła Lily.
W tej chwili nie
ważne było, że one i Malfoy się tylko droczyli, skoro jej brat
miał już swoją własną wersje postanowiła, że nie będzie go
poprawiać.
-Tak, tak wiem. A
teraz idźcie już na eliksiry.
-Opiekuńczy
braciszek się znalazł! Sam lepszy nie jesteś! Jeszcze ci pokażę!
- krzyknęła Lily i udała się w kierunku lochów. Olivia po chwili
wahania pobiegła za nią.
James westchnął.
Bał się co wymyśli jego siostra żeby mu dopiec.
* * *
Roztrzepana pani
Roxane Porch prowadziła zaskakująco nudną lekcję. Mimo swego
niezdarnego charakteru była mądrą i stanowczą nauczycielką
eliksirów. Dzisiejsza lekcja miała charakter czysto teoretyczny.
Trochę gadania o tym jakie to niebezpieczne i trudne jest ważenie
eliksirów.
-Trzeba mieć do
tego wielką cierpliwość. - mówiła pani Porch. - Należy się
także dokładnie trzymać przepisu, bo inaczej może mieć to
nieodwracalne skutki.
Tak więc cała
lekcja upłynęła im na rozmawianiu o niebezpieczeństwach jakie
nosi złe ważenie eliksirów. Uczniowie byli więc bardzo zadowoleni
kiedy wreszcie lekcja dobiegła końca. Następne lekcje minęły im
bardzo szybko. Nie używali dzisiaj różdżek. Wszystkie lekcje
podobne były do lekcji eliksirów i miały na celu zapoznanie ich z
zagrożeniami jaki może wywołać na przykład złe wypowiedzenie
zaklęcia. W związku z tym szczęśliwi końcem zajęć wrócili do
dormitoriów. Lily cieszyła się że nie mają za wiele zadane bo jej
umysł zmęczony był odbiorem tylu informacji jednego dnia. Olivia
natomiast miała tyle energii jak po tygodniowej drzemce.
-Boże, jak ty tak
możesz? Głowa mi pęka od tych wszystkich informacji a ty wyglądasz
jakbyś dopiero wstała. - spytała Lily
-Dla mnie taka ilość
informacji to pestka. Chodziłam do prywatnej szkoły. Tam to dopiero
było nauki. Szkoda tylko, że dzisiaj była tylko teoria. Chciałabym
nauczyć się już jakiś zaklęć. -odparła.
-Cierpliwości. -
powiedziała Rose, która właśnie weszła do dormitorium. -
Niedługo będziesz miała tyle teorii i praktyki, że nie będziesz
wyrabiać.
-Ty akurat wyrabiasz
się ze wszystkim. - przypomniała jej Lily.
-No, ale wiesz to ja
– odparła nieskromnie Rose.
-No wiem. Przecież
jesteś najmądrzejszą, a w dodatku najskromniejszą uczennicą
Hogwartu. Aż się dziwię, że nie jesteś w Ravenclawie. - Rose
roześmiała się.
-Z jakiegoś powodu
jestem jednak tutaj, a teraz powiedz co to za historia z Jamsem i
Malfoyem?
-A to... No więc
droczyliśmy się trochę, a James zastał nas przygotowanych jak do
walki i dopisał własną historię... - wytłumaczyła Olivia
-A tak właściwie
to skąd wiesz? - spytała Lily.
-Strasznie do siebie
skakali na przerwie. To znaczy bardziej niż zazwyczaj więc coś
musiało być na rzeczy.
-O matulu! Dlaczego
nagle uruchomiła mu się opiekuńczość!
-Nie przejmuj się
nim. Niedługo mu przejdzie. Przecież wiesz, że jeśli chodzi o
twoje bezpieczeństwo to zarówno James i Albus lecą z pomocą.
Tacy już są. Musisz się do tego przyzwyczaić. Szczególnie w
Hogwarcie.
-Ehhh... A myślałam,
że tutaj dadzą sobie spokój... - Rose zaśmiała się.
-Nie liczyłabym na
to. - powiedziała z uśmiechem. - Tutaj będą cię pilnować
jeszcze bardziej.
Pogaduszki trwały
do późnego wieczoru. Umilały sobie nimi czas przy odrabianiu zadań
domowych. Lily nie mogła uwierzyć, że już pierwszego dnia miały
zadania domowe, jednak nie narzekała. Nawet nauka nie mogła
przyćmić jej szczęścia ze znalezienia się w Hogwarcie. Olivia
jako pierwsza skończyła zadania i wyjęła szkicownik i zaczęła
przetrzepywać torbę w poszukiwaniu ołówka. Po pewnym czasie
westchnęła zrezygnowana i wyjęła wsuwkę z włosów powodując
rozsypanie się na wszystkie strony jej ciemnobrązowych loków. Jej
koleżanki roześmiały się, a Olivia uśmiechnęła się i włożyła
niesforne włosy za uszy. Popatrzyła na wsuwkę w swojej dłoni i
chwilę później zmieniła się ona w ołówek. Dziewczyny
natychmiast ucichły.
-Jak ty to zrobiłaś?
- spytała Lily kiedy pierwszy szok minął.
-W dodatku bez
różdżki i wypowiadania zaklęcia? - dodała nie mniej zdziwiona
Rose. Olivia wzruszyła ramionami.
-Umiem to od...
od.... yyy... baaardzo dawna. - odpowiedziała z uśmiechem, lekko
zakłopotana i zabrała się za rysowanie.
-Ale jak? - nie
dawała za wygraną Rose.
-Samo wyszło.
-Umiesz coś
jeszcze? - Lily była wyraźnie zaciekawiona.
Olivia zastanowiła
się.
-Umiem lewitować
przedmioty, kiedy jestem bardzo zła, smutna pękają szkła,
przedmioty latają, czasem potrafi się rozpadać, czasem zrobić
burza. Raz nawet wywołałam mały pożar. - dodała po chwili
zastanowienia.
-Wow. - powiedziały
jednocześnie kuzynki.
Olivia uśmiechnęła
się i wróciła do rysowania.
-Opowiedzcie mi o
swojej rodzinie. - poprosiła.
Rose i Lily
natychmiast podjęły ten temat. Gawędziły w najlepsze.
-No i to chyba
wszystkie nasze kuzynki z Francji... Olivia? Lily ona chyba śpi.
Lily? - Rose popatrzyła na dziewczyny i roześmiała się.
Obie spały w
najlepsze. Delikatnie zabrała szkicownik z ręki Olivii. Spojrzała
na rysunek. Przedstawiał... bijącą wierzbę? Przecież Olivia nie
była jeszcze na błoniach, nie mogła widzieć bijącej wierzby.
Zmarszczyła brwi, a po chwili wzruszyła ramionami. Przecież mogła
rosnąć gdzieś podobnie wyglądająca wierzba i Olivia mogła ją
widzieć. Zaniosła szkicownik na górę i położyła go na stoliku
dziewczyny. Potem wróciła po Lily i Olivie. Obie były lekkie, ale
Rose nie chciała ryzykować, że spadnie z nimi po schodach więc
wylewitowała je zaklęciem i położyła w łóżkach. Przykryła je
kocami i sama położyła się spać. Niedługo potem w Hogwarcie
zgasły ostatnie światła w oknach i zamek pogrążył się mroku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz