poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 4: Braciszek


Słońce powoli wstawało zza horyzontu. Zapowiadał się spokojny dzień w murach Hogwartu. Jak się później okazało wcale taki nie był.



* * *



Zaczęło się normalnie. Lily wstała, gdy tylko pierwszy promyk słońca musnął jej twarz. Wzięła swoją ulubioną, długą kąpiel za swoimi magicznymi olejkami. Wyszykowała się i nałożyła szkolne szaty do których przypięła plakietkę Gryffindoru. Spojrzała w lustro i dopiero wtedy była przekonana, że znalazła się w domu. W tak wyczekiwanym Hogwarcie. Popatrzyła na zegarek. Dochodziła siódma. Jej współlokatorki nadal smacznie spały. Już niedługo. Chwilę później dziewczęta zostały brutalnie zrzucone ze swoich łóżek razem z pościelą. Złe patrzyły wzrokiem bazyliszka na osobę która obudziła ich o tak wczesnej porze. Lily tylko wzruszyła ramionami, usiadła na jednym z foteli i wzięła Mgiełkę na kolana. Zezłoszczone dziewczyny biegały po pokoju szykując się na śniadanie. O ósmej Lily nie czekając na koleżanki wyszła z dormitorium i udała się w stronę Wielkiej Sali. Oczywiście musiała po drodze stanąć na znikający stopień i trafić na Irytka. Po tych przygodach bez dalszych przeszkód trafiała na śniadanie. Zaczęła jeść, a w tym czasie nauczyciele rozdawali plany lekcji. Super. Za pół godziny miała eliksiry. Wzruszyła ramionami. Lepsze to niż historia magii z samego rana. Jej przemyślenia przerwało wejście jej przyjaciół. Obok niej usiadła Rose i Olivia a naprzeciwko James z Fredem. Chwilę później dosiadł się do nich Albus.

-A ty co? Nie siedzisz ze swoimi ślizgonami? - spytał ironicznie James. Albus popatrzył na niego krzywo.

-Coś ci nie pasuje?

-Dużo.

W ten sposób zaczęła się kłótnia Jamesa i Albusa. Lily wywróciła teatralnie oczami. Była przyzwyczajona do kłótni swych braci. Zgadzali się tylko ( i to nie zawsze) jeśli chodziło o nią. Tacy już byli.

-Oni tak zawsze? - spytała cicho Olivia.

-Acha. Mamy pierwsze eliksiry. Lepiej się nie spóźnijmy.

Chwilę później skierowały się w stronę lochów. Oczywiście byłoby zbyt pięknie gdyby trafiły tam bez przeszkód. A zgadnijcie kogo spotkały? Tak... Zgadliście. Nikogo innego jak Scorpiusa Malfoya. Scropius Malfoy – najlepszy przyjaciel Ala i odwieczny wróg Jamesa. Zakochany w sobie dupek, idiota. Tak przynajmniej nazywał go James. Który w dodatku pomógł Olivii i zaskakująco dobrze się z nią dogaduje.

-No proszę kogo tu mamy? Widzę, że mała panna Potter nie zaszczyciła brata swoim towarzystwem w Slytherinie.

-Nie zamierzałam. - odpowiedziała krótko Lily. Malfoy spiorunował ją wzrokiem i spojrzał w stronę Olivii.

-Z głową lepiej? - Zapytał.

-Jasne. A teraz wybacz. Nie możemy się spóźnić na eliksiry.

-Ej! Mnie się nie olewa! Nikt tak nie robi!

-W takim razie będziemy pierwsze. - odpowiedziała Olivia.

-O nie moje drogie, nie puszczę was! - powiedział z uśmiechem wyciągając różdżkę.

-Tylko spróbuj. Lewitacje mam opanowaną do perfekcji. - Olivia i Lily też wyciągnęły różdżki.

-MALFOY! - usłyszał krzyk. Odwrócił się w samą porę aby odbić zaklęcie.

-Zwariowałeś Potter??!!

-Trzymaj się z dala od mojej siostry! - Malfoy popatrzył na niego chłodno i poszedł w swoją stronę.

-No ładnie siostrzyczko jeszcze. Jeszcze pierwszy dzień szkoły dobrze się nie zaczął a ty już prawie wpakowałaś się w bójkę. W tym tempie pobijesz mój rekord.

-Odczep się! Poradziłabym sobie bez ciebie! -prychnęła Lily.

W tej chwili nie ważne było, że one i Malfoy się tylko droczyli, skoro jej brat miał już swoją własną wersje postanowiła, że nie będzie go poprawiać.

-Tak, tak wiem. A teraz idźcie już na eliksiry.

-Opiekuńczy braciszek się znalazł! Sam lepszy nie jesteś! Jeszcze ci pokażę! - krzyknęła Lily i udała się w kierunku lochów. Olivia po chwili wahania pobiegła za nią.

James westchnął. Bał się co wymyśli jego siostra żeby mu dopiec.



* * *



Roztrzepana pani Roxane Porch prowadziła zaskakująco nudną lekcję. Mimo swego niezdarnego charakteru była mądrą i stanowczą nauczycielką eliksirów. Dzisiejsza lekcja miała charakter czysto teoretyczny. Trochę gadania o tym jakie to niebezpieczne i trudne jest ważenie eliksirów.

-Trzeba mieć do tego wielką cierpliwość. - mówiła pani Porch. - Należy się także dokładnie trzymać przepisu, bo inaczej może mieć to nieodwracalne skutki.

Tak więc cała lekcja upłynęła im na rozmawianiu o niebezpieczeństwach jakie nosi złe ważenie eliksirów. Uczniowie byli więc bardzo zadowoleni kiedy wreszcie lekcja dobiegła końca. Następne lekcje minęły im bardzo szybko. Nie używali dzisiaj różdżek. Wszystkie lekcje podobne były do lekcji eliksirów i miały na celu zapoznanie ich z zagrożeniami jaki może wywołać na przykład złe wypowiedzenie zaklęcia. W związku z tym szczęśliwi końcem zajęć wrócili do dormitoriów. Lily cieszyła się że nie mają za wiele zadane bo jej umysł zmęczony był odbiorem tylu informacji jednego dnia. Olivia natomiast miała tyle energii jak po tygodniowej drzemce.

-Boże, jak ty tak możesz? Głowa mi pęka od tych wszystkich informacji a ty wyglądasz jakbyś dopiero wstała. - spytała Lily

-Dla mnie taka ilość informacji to pestka. Chodziłam do prywatnej szkoły. Tam to dopiero było nauki. Szkoda tylko, że dzisiaj była tylko teoria. Chciałabym nauczyć się już jakiś zaklęć. -odparła.

-Cierpliwości. - powiedziała Rose, która właśnie weszła do dormitorium. - Niedługo będziesz miała tyle teorii i praktyki, że nie będziesz wyrabiać.

-Ty akurat wyrabiasz się ze wszystkim. - przypomniała jej Lily.

-No, ale wiesz to ja – odparła nieskromnie Rose.

-No wiem. Przecież jesteś najmądrzejszą, a w dodatku najskromniejszą uczennicą Hogwartu. Aż się dziwię, że nie jesteś w Ravenclawie. - Rose roześmiała się.

-Z jakiegoś powodu jestem jednak tutaj, a teraz powiedz co to za historia z Jamsem i Malfoyem?

-A to... No więc droczyliśmy się trochę, a James zastał nas przygotowanych jak do walki i dopisał własną historię... - wytłumaczyła Olivia

-A tak właściwie to skąd wiesz? - spytała Lily.

-Strasznie do siebie skakali na przerwie. To znaczy bardziej niż zazwyczaj więc coś musiało być na rzeczy.

-O matulu! Dlaczego nagle uruchomiła mu się opiekuńczość!

-Nie przejmuj się nim. Niedługo mu przejdzie. Przecież wiesz, że jeśli chodzi o twoje bezpieczeństwo to zarówno James i Albus lecą z pomocą. Tacy już są. Musisz się do tego przyzwyczaić. Szczególnie w Hogwarcie.

-Ehhh... A myślałam, że tutaj dadzą sobie spokój... - Rose zaśmiała się.

-Nie liczyłabym na to. - powiedziała z uśmiechem. - Tutaj będą cię pilnować jeszcze bardziej.

Pogaduszki trwały do późnego wieczoru. Umilały sobie nimi czas przy odrabianiu zadań domowych. Lily nie mogła uwierzyć, że już pierwszego dnia miały zadania domowe, jednak nie narzekała. Nawet nauka nie mogła przyćmić jej szczęścia ze znalezienia się w Hogwarcie. Olivia jako pierwsza skończyła zadania i wyjęła szkicownik i zaczęła przetrzepywać torbę w poszukiwaniu ołówka. Po pewnym czasie westchnęła zrezygnowana i wyjęła wsuwkę z włosów powodując rozsypanie się na wszystkie strony jej ciemnobrązowych loków. Jej koleżanki roześmiały się, a Olivia uśmiechnęła się i włożyła niesforne włosy za uszy. Popatrzyła na wsuwkę w swojej dłoni i chwilę później zmieniła się ona w ołówek. Dziewczyny natychmiast ucichły.

-Jak ty to zrobiłaś? - spytała Lily kiedy pierwszy szok minął.

-W dodatku bez różdżki i wypowiadania zaklęcia? - dodała nie mniej zdziwiona Rose. Olivia wzruszyła ramionami.

-Umiem to od... od.... yyy... baaardzo dawna. - odpowiedziała z uśmiechem, lekko zakłopotana i zabrała się za rysowanie.

-Ale jak? - nie dawała za wygraną Rose.

-Samo wyszło.

-Umiesz coś jeszcze? - Lily była wyraźnie zaciekawiona.

Olivia zastanowiła się.

-Umiem lewitować przedmioty, kiedy jestem bardzo zła, smutna pękają szkła, przedmioty latają, czasem potrafi się rozpadać, czasem zrobić burza. Raz nawet wywołałam mały pożar. - dodała po chwili zastanowienia.

-Wow. - powiedziały jednocześnie kuzynki.

Olivia uśmiechnęła się i wróciła do rysowania.

-Opowiedzcie mi o swojej rodzinie. - poprosiła.

Rose i Lily natychmiast podjęły ten temat. Gawędziły w najlepsze.

-No i to chyba wszystkie nasze kuzynki z Francji... Olivia? Lily ona chyba śpi. Lily? - Rose popatrzyła na dziewczyny i roześmiała się.

Obie spały w najlepsze. Delikatnie zabrała szkicownik z ręki Olivii. Spojrzała na rysunek. Przedstawiał... bijącą wierzbę? Przecież Olivia nie była jeszcze na błoniach, nie mogła widzieć bijącej wierzby. Zmarszczyła brwi, a po chwili wzruszyła ramionami. Przecież mogła rosnąć gdzieś podobnie wyglądająca wierzba i Olivia mogła ją widzieć. Zaniosła szkicownik na górę i położyła go na stoliku dziewczyny. Potem wróciła po Lily i Olivie. Obie były lekkie, ale Rose nie chciała ryzykować, że spadnie z nimi po schodach więc wylewitowała je zaklęciem i położyła w łóżkach. Przykryła je kocami i sama położyła się spać. Niedługo potem w Hogwarcie zgasły ostatnie światła w oknach i zamek pogrążył się mroku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz