Z samego rana gdy
słońce ledwo wyszło zza horyzontu na równe nogi zerwała się
Lily. Tym razem postanowiła nie budzić swych współlokatorek.
Wiedziała, że nie zaśpią. Udała się więc na śniadanie. Olivia
natomiast, której daleko było do rannego ptaszka spała sobie
smacznie nie zdając sobie sprawy z tego, że jest już siódma.
Biologiczny zegar Rose był jednak tak nastawiony, by nie spóźnić
się na śniadanie i pierwsze zajęcia tego dnia. Chcąc nie chcąc
Olivia i tak została obudzona przez Rose. Najpierw zdziwiło ją to,
że jest w swoim dormitorium. Nie pamiętała przecież żeby wracała
wieczorem z salonu. Rose widząc jej zakłopotaną minę powiedziała:
-Przeniosłam cię i
Lily.
-A gdzie mój.....
-Na stoliku. Pięknie
rysujesz. - powiedziała z uśmiechem.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy, a
teraz ubieraj się szybko bo nie zdążysz na śniadanie.
Dziewczyna poszła
za radą Rose i ubrała się błyskawicznie. W sumie nie tyle co
poszła za jej radą co była strasznie głodna więc wolała się
nie ociągać. Olivia która mimo wszystko było lekką niezdarą
więc schodząc po schodach musiała się potknąć i spaść prosto
do salonu. Na szczęście nikt tego nie widział. Trzymając się za
głowę udała się do Wielkiej Sali.
-Co ci się stało?
- spytała Rose.
-Nic. Wcale się nie
potknęłam na schodach, nie zleciałam do salonu i nie uderzyłam
się w głowę. - Lily pokręciła głową.
-A to o mnie się
martwią. - powiedziała.
Mimo woli Olivia
roześmiała się.
-Może idź do
pielęgniarki? - zaproponowała Rose.
-Nie dzięki. Nic mi
nie jest. Lily chodźmy już lepiej na zajęcia. Zanim dotrzemy na
historię minie trochę czasu. - Lily pokiwała głową. Wyszły z
Wielkiej Sali.
* * *
Historia magii –
najnudniejszy przedmiot w Hogwarcie. Rekord nieprzespanych zajęć
ustanowiła Hermiona Granger, która była teraz przedstawicielką
rady szkoły. Po pierwszych pięciu minutach większość uczniów
pogrążyła się w zwyczajnej drzemce. Lily pomyślała, że gorszy
przedmiot na pierwszej godzinie nie mógł się trafić. Nie ma to
jak się obudzić i za pół godziny znowu zasnąć. Popatrzyła na
prawo. Bliźniaczki z Ravenclawu – Lara i Katie Ambies spały w
najlepsze. Wydawało się, że była jedyną osobą która nie spała.
No przynajmniej nie całkowicie. Lily też by tak pomyślała, gdyby
nie słyszała skrobania pióra po swojej lewej stronie. Olivia jak
zwykle, mimo bardzo nudnego wykładu o założycielach Hogwartu, była
pełna energii. Właśnie ta energia martwiła Lily najbardziej.
Każdy zwyczajny człowiek byłby przynajmniej zaspany. Jednak
wszystko wskazywało na to, że Olivia nie była zwyczajna. Lily była
tak zajęta rozmyślaniem nad tą sprawą, że nie zauważyła końca
zajęć. Dopiero kiedy Olivia klepnęła ją w ramię, ocknęła się
i wyszła za nią z sali. Rozmawiały i śmiały się w najlepsze,
jednak w jednej chwili energia uciekła z Olivii. Jej oczy stały się
trochę zamglone, a ona złapała się za głowę.
-Wszystko ok? -
spytała Lily na co Olivia pokiwała głową.
-To pewnie przez ten
upadek. Może lepiej pójdę do skrzydła szpitalnego.
-Pójdę z tobą.
-Nie trzeba. Nic mi
nie będzie. - Olivia spróbowała się uśmiechnąć. Lily jednak
nie była przekonana co do zapewnień przyjaciółki.
-No przecież nie
zemdleje po drodze. To niedaleko. - i nie czekając na odpowiedź
udała się do pielęgniarki.
* * *
Lily biegła przez
korytarz. A niech to spóźni się na obronę! Miała tylko nadzieję,
że Olivia nie zemdlała w drodze do skrzydła szpitalnego. Wpadła
jak torpeda do sali obrony przed czarną magią. Na środku klasy
stała pani profesor Gabriela Morgane. Była zasadniczo młoda jak na
nauczycielkę, ale niezwykle stanowcza i budząca szacunek wśród
uczniów. Jednak potrafiła być wrażliwa i wesoła jeśli trzeba
więc wielu uczniów miało o niej dobrą opinię.
Lily przełknęła
ślinę gdy nauczycielka posłała jej surowe spojrzenie.
-Panno Potter jaki
jest powód spóźnienia się na pierwsze zajęcia z obrony przed
czarną magią?
-Przepraszam za
spóźnienie pani profesor, ale koleżanka źle się czuła i
musiałam odprowadzić ją do skrzydła szpitalnego.
-No niech będzie.
Siadaj już. - profesorka chyba nie uwierzyła w opowieść Lily, ale
ta nie chciała się już wykłócać.
-Jak już mówiłam
nazywam się Gabriela Morgane i będę was uczyć jednego z
najtrudniejszych przedmiotów w Hogwarcie. Mało co zda się tu
teoria, choć zawsze jest dobrze wiedzieć z czym się walczy.
Większość zajęć będzie praktyczna. Jednak nie łudźcie się,
że będzie łatwo i bez zadań domowych. - wśród uczniów dało
się słyszeć jęki. - Na początek kilka zasad. Na moje zajęcia
proszę przychodzić punktualnie. Jeśli ktoś ma jakieś trudności
i problemy związane z moim przedmiotem to proszę natychmiast mnie
poinformować, a postaram się pomóc. Nieobecność na zajęciach
nie zwalnia z prac domowych. Raz na miesiąc można zgłosić brak
pracy domowej lub nieprzygotowanie z tematów. Za nieprzestrzeganie
zasad grozi kara w postaci większej pracy domowej lub szlabanu.
Wszystko jasne? - uczniowie pokiwali głowami. - W takim razie
wracamy do zajęć.
Lily po zajęciach
stwierdziła, że na obronie z panią profesor Morgane na pewno nie
będzie nudno. Po lekcjach udała się do skrzydła szpitalnego.
Zapukała.
-Przepraszam. -
powiedziała Lily do starej pani Pomfery. - Jest tutaj Olivia?
-Była tutaj.
Wypuściłam ją jakąś godzinę temu i kazałam jej się położyć.
Oprócz bólu głowy nic jej nie jest więc nie miałam co jej tutaj
przetrzymywać.
-Dziękuję. -
powiedziała zamykając drzwi. Udała się do pokoju wspólnego.
* * *
Olivia nie lubiła
lekarstw. Szybko udało się jej przekonać panią Pomfery żeby ją
wypuściła. Siedziała teraz w pokoju wspólnym i rozmawiała z
Rose.
-Co tam dziewczyny?
- James przeskoczył przez oparcie sofy i przysiadł się do nich.
-A nic. -
odpowiedziała Rose. - właśnie opowiadałam Olivii trochę o
Hogwarcie i nauczycielach.
-Jak ty możesz jej
słuchać? - zwrócił się do Olivii. - Mi po pięciu minutach
rozmowy z nią mózg wysiada. Moim zdaniem wyrzuca siebie zbyt dużo
danych jednocześnie.
-Mój mózg jest
przystosowany do przyjmowania nowych danych. Widocznie w
przeciwieństwie do twojego. - odpowiedziała mu Olivia.
-Ej! To nie prawda!
To, że nie spędzam całego czasu nad książkami nie znaczy, że
nie przyjmuję nowych danych...
-No dobra! Ok,
rozumiem. - przerwała mu Olivia. W tej chwili przez dziurę w
portrecie do salonu weszła Lily.
-O czym gadacie?
-Właśnie
próbowałem wytłumaczyć twojej koleżance, że moje przyjmowanie
danych jest w całkowitej normie.
-Marne szanse żeby
się udało.
-No weź! I ty
przeciwko mnie?
-No dobra niech ci
będzie, ale musisz przyznać, że nie przejmujesz się zbytnio
nauką. Co ja gadam przecież ty nawet nie pamiętasz imienia swojej
ostatniej dziewczyny.
-Nazywała się...
Nieistotne. A co do nauki to to, że nie poświęcam jej większości
mojego czasu nie znaczy, że się ją nie przejmuję!
-Bo dla ciebie
ważniejsze jest wymyślanie nowych dowcipów i łażenie nocą po
zamku!
-No i co z tego?!
-DOSYĆ! - krzyknęła
Olivia. James i Lily patrzeli na nią zszokowani. -Serio macie zamiar
kłócić się o takie rzeczy? Zachowujecie się jak pięciolatki!
-Ale... - zaczęła
Lily
-Żadne „ale”.
Mam dość, boli mnie głowa. Idę się położyć. - Olivia poszła
w kierunku dormitorium. James, Lily i Rose patrzyli w szoku jak się
oddala.
-Czy ona właśnie
na nas nakrzyczała? - spytał James. Dziewczyny pokiwały głowami.
Wyglądały jakby je totalnie zamurowało. James pokręcił głową.
- A wydawała się taka spokojna.
Pierwsza otrząsnęła
się Rose.
-Mam do odrobienia
pracę domową. Muszę iść do biblioteki.
-Taaa... Pójdę z
tobą. - powiedziała Lily i razem wyszły z pokoju.
-Coś się stało? -
do Jamsa podszedł Fred.
-Koleżanka mojej
siostry właśnie na nas nakrzyczała. - odpowiedział James z
dziwnym spokojem.
-W takim razie módl
się żeby Lily się od niej tego nie nauczyła, bo wtedy to dopiero
będziesz miał problem. - poklepał Jamesa po ramieniu.
-Masz rację...
Chociaż w sumie... ja już mam problem - przyznał James i obaj
wyszli przez dziurę za portretem.
* * *
Był już wieczór,
gdy Lily i Rose wróciły do dormitorium. Olivia siedziała na łóżku
i odrabiała pracę domową. Wyglądała na oazę spokoju.
-Cześć! -
powiedziała radośnie gdy usłyszała skrzypienie drzwi.
-Hej! -
odpowiedziała Rose. - Odrabiasz lekcję? Już wam coś zadali?
-Yhm. Profesor
Morgane stwierdziła, że nim wcześniej weźmiemy się do roboty tym
lepiej. Zresztą nie mów Rose, że nie uczyłaś się przez całe
wakacje w które normalnie powinno się odpoczywać. - stwierdziła
Lily. Rose ją zignorowała.
-Olivia, nie byłoby
ci wygodniej odrabiać pracy domowej w pokoju wspólnym?
-Tam jest za głośno.
Nie potrafię się skupić.
-Ok. Nie wiem jak
wy, ale ja jestem już zmęczona. Idę się wykąpać.
-No jakby nie
patrzeć trochę siedziałyście w tej bibliotece.
-To przez Rose!
Wzięła sobie za punkt honoru przeczytać wszystkie książki w
całym Hogwarcie! - powiedziała Lily. Olivia ziewnęła.
-Ja też jestem
zmęczona. Chyba się położę.
-No ja też. Jutro
trzeba rano wstać.
-Ty wstajesz jeszcze
przed ranem. - wtrąciła Rose, która właśnie wyszła z łazienki.
- Ale masz rację. Lepiej iść już spać.
-To dobranoc!
-powiedziała Olivia i położyła się spać.
-Dobranoc. -
odpowiedziały Rose i Lily. Za niecałą godzinę cały zamek
pogrążył się w głębokim śnie...
* * *
-Olivia! Rose!
Wstawajcie! Za pięć minut śniadanie! - Rose spadła z łóżka.
Olivia powoli przecierała oczy.
-Co? - powiedziała
zaspanym głosem.
-Śniadanie za pięć
minut! - krzyknęła Lily.
-Dlaczego budzisz
nas dopiero teraz?! - Rose zerwała się na nogi.
-Próbowałam, ale
mocno spałyście. Ubierajcie się, bo nie zdążycie. - powiedziała
wychodząc.
Lily schodziła
powoli do Wielkiej Sali. Przy stole James kłócił się o coś z
Albusem. Znowu.
-Czy chociaż raz
możecie nie zaczynać dnia od kłótni? - spytała.
-On zaczął! -
krzyknęli jednocześnie.
-O co tym razem
poszło? - zapytała Chrisa.
-James nie chce
podać Albusowi hasła.
-Acha.
-O co poszło? -
spytała Rose podchodząc razem z Olivią do stołu.
-Hasło. -
odpowiedzieli Fred i Lily jednocześnie.
-Mandragora -
powiedziała Rose.
-Rose! - krzyknął
James.
-No co? Jest z
naszej rodziny. Nie wiem dlaczego co roku się o to kłócicie.
-No bo dlaczego on
zna nasze hasło, a my nie znamy jego? - nie dał za wygraną James.
-Przecież wiesz, że
oni mnie zabiją jak zobaczą gryfonów paradujących po pokoju
wspólnym Slytherinu. - Wszyscy wiedzieli, że mówiąc „oni”
miał na myśli ślizgonów.
-No to dlaczego nikt
nic nie robi gdy ty do nas wpadasz?
-Bo jestem Potterem?
-Dobra! Nie kłóćcie
się już. James powiedz mi czy nawet jakbyś miał hasło to
odwiedzałbyś Ala i Malfoya? - wtrąciła się do rozmowy Lily.
-No... Nie.
-No to widzisz. -
James chcąc nie chcąc pogodził się z brakiem dostępu do
Slytherinu.
-Kłóci się tak
dla zasady, czy ma w tym jakiś głębszy sens? - spytała Lily
Chrisa. Chłopak wzruszył ramionami.
-I to i to. Chociaż
myślę, że bardziej chodzi o to żeby podenerwować ślizgonów
niespodziewanymi dowcipami.
-Czy on da sobie
kiedyś spokój?
-Nie sądzę. To
jego życiowa pasja – wkurzanie ślizgonów.
-A ja myślałam, że
jego życiową pasją jest podrywanie wszystkich dziewczyn w
Hogwarcie. - Chris roześmiał się.
-To raczej jego
hobby. - powiedział i wyszedł z Wielkiej Sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz