czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 5: Mandragora


Z samego rana gdy słońce ledwo wyszło zza horyzontu na równe nogi zerwała się Lily. Tym razem postanowiła nie budzić swych współlokatorek. Wiedziała, że nie zaśpią. Udała się więc na śniadanie. Olivia natomiast, której daleko było do rannego ptaszka spała sobie smacznie nie zdając sobie sprawy z tego, że jest już siódma. Biologiczny zegar Rose był jednak tak nastawiony, by nie spóźnić się na śniadanie i pierwsze zajęcia tego dnia. Chcąc nie chcąc Olivia i tak została obudzona przez Rose. Najpierw zdziwiło ją to, że jest w swoim dormitorium. Nie pamiętała przecież żeby wracała wieczorem z salonu. Rose widząc jej zakłopotaną minę powiedziała:

-Przeniosłam cię i Lily.

-A gdzie mój.....

-Na stoliku. Pięknie rysujesz. - powiedziała z uśmiechem.

-Dziękuję.

-Nie ma sprawy, a teraz ubieraj się szybko bo nie zdążysz na śniadanie.

Dziewczyna poszła za radą Rose i ubrała się błyskawicznie. W sumie nie tyle co poszła za jej radą co była strasznie głodna więc wolała się nie ociągać. Olivia która mimo wszystko było lekką niezdarą więc schodząc po schodach musiała się potknąć i spaść prosto do salonu. Na szczęście nikt tego nie widział. Trzymając się za głowę udała się do Wielkiej Sali.

-Co ci się stało? - spytała Rose.

-Nic. Wcale się nie potknęłam na schodach, nie zleciałam do salonu i nie uderzyłam się w głowę. - Lily pokręciła głową.

-A to o mnie się martwią. - powiedziała.

Mimo woli Olivia roześmiała się.

-Może idź do pielęgniarki? - zaproponowała Rose.

-Nie dzięki. Nic mi nie jest. Lily chodźmy już lepiej na zajęcia. Zanim dotrzemy na historię minie trochę czasu. - Lily pokiwała głową. Wyszły z Wielkiej Sali.



* * *



Historia magii – najnudniejszy przedmiot w Hogwarcie. Rekord nieprzespanych zajęć ustanowiła Hermiona Granger, która była teraz przedstawicielką rady szkoły. Po pierwszych pięciu minutach większość uczniów pogrążyła się w zwyczajnej drzemce. Lily pomyślała, że gorszy przedmiot na pierwszej godzinie nie mógł się trafić. Nie ma to jak się obudzić i za pół godziny znowu zasnąć. Popatrzyła na prawo. Bliźniaczki z Ravenclawu – Lara i Katie Ambies spały w najlepsze. Wydawało się, że była jedyną osobą która nie spała. No przynajmniej nie całkowicie. Lily też by tak pomyślała, gdyby nie słyszała skrobania pióra po swojej lewej stronie. Olivia jak zwykle, mimo bardzo nudnego wykładu o założycielach Hogwartu, była pełna energii. Właśnie ta energia martwiła Lily najbardziej. Każdy zwyczajny człowiek byłby przynajmniej zaspany. Jednak wszystko wskazywało na to, że Olivia nie była zwyczajna. Lily była tak zajęta rozmyślaniem nad tą sprawą, że nie zauważyła końca zajęć. Dopiero kiedy Olivia klepnęła ją w ramię, ocknęła się i wyszła za nią z sali. Rozmawiały i śmiały się w najlepsze, jednak w jednej chwili energia uciekła z Olivii. Jej oczy stały się trochę zamglone, a ona złapała się za głowę.

-Wszystko ok? - spytała Lily na co Olivia pokiwała głową.

-To pewnie przez ten upadek. Może lepiej pójdę do skrzydła szpitalnego.

-Pójdę z tobą.

-Nie trzeba. Nic mi nie będzie. - Olivia spróbowała się uśmiechnąć. Lily jednak nie była przekonana co do zapewnień przyjaciółki.

-No przecież nie zemdleje po drodze. To niedaleko. - i nie czekając na odpowiedź udała się do pielęgniarki.



* * *



Lily biegła przez korytarz. A niech to spóźni się na obronę! Miała tylko nadzieję, że Olivia nie zemdlała w drodze do skrzydła szpitalnego. Wpadła jak torpeda do sali obrony przed czarną magią. Na środku klasy stała pani profesor Gabriela Morgane. Była zasadniczo młoda jak na nauczycielkę, ale niezwykle stanowcza i budząca szacunek wśród uczniów. Jednak potrafiła być wrażliwa i wesoła jeśli trzeba więc wielu uczniów miało o niej dobrą opinię.

Lily przełknęła ślinę gdy nauczycielka posłała jej surowe spojrzenie.

-Panno Potter jaki jest powód spóźnienia się na pierwsze zajęcia z obrony przed czarną magią?

-Przepraszam za spóźnienie pani profesor, ale koleżanka źle się czuła i musiałam odprowadzić ją do skrzydła szpitalnego.

-No niech będzie. Siadaj już. - profesorka chyba nie uwierzyła w opowieść Lily, ale ta nie chciała się już wykłócać.

-Jak już mówiłam nazywam się Gabriela Morgane i będę was uczyć jednego z najtrudniejszych przedmiotów w Hogwarcie. Mało co zda się tu teoria, choć zawsze jest dobrze wiedzieć z czym się walczy. Większość zajęć będzie praktyczna. Jednak nie łudźcie się, że będzie łatwo i bez zadań domowych. - wśród uczniów dało się słyszeć jęki. - Na początek kilka zasad. Na moje zajęcia proszę przychodzić punktualnie. Jeśli ktoś ma jakieś trudności i problemy związane z moim przedmiotem to proszę natychmiast mnie poinformować, a postaram się pomóc. Nieobecność na zajęciach nie zwalnia z prac domowych. Raz na miesiąc można zgłosić brak pracy domowej lub nieprzygotowanie z tematów. Za nieprzestrzeganie zasad grozi kara w postaci większej pracy domowej lub szlabanu. Wszystko jasne? - uczniowie pokiwali głowami. - W takim razie wracamy do zajęć.

Lily po zajęciach stwierdziła, że na obronie z panią profesor Morgane na pewno nie będzie nudno. Po lekcjach udała się do skrzydła szpitalnego. Zapukała.

-Przepraszam. - powiedziała Lily do starej pani Pomfery. - Jest tutaj Olivia?

-Była tutaj. Wypuściłam ją jakąś godzinę temu i kazałam jej się położyć. Oprócz bólu głowy nic jej nie jest więc nie miałam co jej tutaj przetrzymywać.

-Dziękuję. - powiedziała zamykając drzwi. Udała się do pokoju wspólnego.



* * *



Olivia nie lubiła lekarstw. Szybko udało się jej przekonać panią Pomfery żeby ją wypuściła. Siedziała teraz w pokoju wspólnym i rozmawiała z Rose.

-Co tam dziewczyny? - James przeskoczył przez oparcie sofy i przysiadł się do nich.

-A nic. - odpowiedziała Rose. - właśnie opowiadałam Olivii trochę o Hogwarcie i nauczycielach.

-Jak ty możesz jej słuchać? - zwrócił się do Olivii. - Mi po pięciu minutach rozmowy z nią mózg wysiada. Moim zdaniem wyrzuca siebie zbyt dużo danych jednocześnie.

-Mój mózg jest przystosowany do przyjmowania nowych danych. Widocznie w przeciwieństwie do twojego. - odpowiedziała mu Olivia.

-Ej! To nie prawda! To, że nie spędzam całego czasu nad książkami nie znaczy, że nie przyjmuję nowych danych...

-No dobra! Ok, rozumiem. - przerwała mu Olivia. W tej chwili przez dziurę w portrecie do salonu weszła Lily.

-O czym gadacie?

-Właśnie próbowałem wytłumaczyć twojej koleżance, że moje przyjmowanie danych jest w całkowitej normie.

-Marne szanse żeby się udało.

-No weź! I ty przeciwko mnie?

-No dobra niech ci będzie, ale musisz przyznać, że nie przejmujesz się zbytnio nauką. Co ja gadam przecież ty nawet nie pamiętasz imienia swojej ostatniej dziewczyny.

-Nazywała się... Nieistotne. A co do nauki to to, że nie poświęcam jej większości mojego czasu nie znaczy, że się ją nie przejmuję!

-Bo dla ciebie ważniejsze jest wymyślanie nowych dowcipów i łażenie nocą po zamku!

-No i co z tego?!

-DOSYĆ! - krzyknęła Olivia. James i Lily patrzeli na nią zszokowani. -Serio macie zamiar kłócić się o takie rzeczy? Zachowujecie się jak pięciolatki!

-Ale... - zaczęła Lily

-Żadne „ale”. Mam dość, boli mnie głowa. Idę się położyć. - Olivia poszła w kierunku dormitorium. James, Lily i Rose patrzyli w szoku jak się oddala.

-Czy ona właśnie na nas nakrzyczała? - spytał James. Dziewczyny pokiwały głowami. Wyglądały jakby je totalnie zamurowało. James pokręcił głową. - A wydawała się taka spokojna.

Pierwsza otrząsnęła się Rose.

-Mam do odrobienia pracę domową. Muszę iść do biblioteki.

-Taaa... Pójdę z tobą. - powiedziała Lily i razem wyszły z pokoju.

-Coś się stało? - do Jamsa podszedł Fred.

-Koleżanka mojej siostry właśnie na nas nakrzyczała. - odpowiedział James z dziwnym spokojem.

-W takim razie módl się żeby Lily się od niej tego nie nauczyła, bo wtedy to dopiero będziesz miał problem. - poklepał Jamesa po ramieniu.

-Masz rację... Chociaż w sumie... ja już mam problem - przyznał James i obaj wyszli przez dziurę za portretem.



* * *



Był już wieczór, gdy Lily i Rose wróciły do dormitorium. Olivia siedziała na łóżku i odrabiała pracę domową. Wyglądała na oazę spokoju.

-Cześć! - powiedziała radośnie gdy usłyszała skrzypienie drzwi.

-Hej! - odpowiedziała Rose. - Odrabiasz lekcję? Już wam coś zadali?

-Yhm. Profesor Morgane stwierdziła, że nim wcześniej weźmiemy się do roboty tym lepiej. Zresztą nie mów Rose, że nie uczyłaś się przez całe wakacje w które normalnie powinno się odpoczywać. - stwierdziła Lily. Rose ją zignorowała.

-Olivia, nie byłoby ci wygodniej odrabiać pracy domowej w pokoju wspólnym?

-Tam jest za głośno. Nie potrafię się skupić.

-Ok. Nie wiem jak wy, ale ja jestem już zmęczona. Idę się wykąpać.

-No jakby nie patrzeć trochę siedziałyście w tej bibliotece.

-To przez Rose! Wzięła sobie za punkt honoru przeczytać wszystkie książki w całym Hogwarcie! - powiedziała Lily. Olivia ziewnęła.

-Ja też jestem zmęczona. Chyba się położę.

-No ja też. Jutro trzeba rano wstać.

-Ty wstajesz jeszcze przed ranem. - wtrąciła Rose, która właśnie wyszła z łazienki. - Ale masz rację. Lepiej iść już spać.

-To dobranoc! -powiedziała Olivia i położyła się spać.

-Dobranoc. - odpowiedziały Rose i Lily. Za niecałą godzinę cały zamek pogrążył się w głębokim śnie...



* * *



-Olivia! Rose! Wstawajcie! Za pięć minut śniadanie! - Rose spadła z łóżka. Olivia powoli przecierała oczy.

-Co? - powiedziała zaspanym głosem.

-Śniadanie za pięć minut! - krzyknęła Lily.

-Dlaczego budzisz nas dopiero teraz?! - Rose zerwała się na nogi.

-Próbowałam, ale mocno spałyście. Ubierajcie się, bo nie zdążycie. - powiedziała wychodząc.

Lily schodziła powoli do Wielkiej Sali. Przy stole James kłócił się o coś z Albusem. Znowu.

-Czy chociaż raz możecie nie zaczynać dnia od kłótni? - spytała.

-On zaczął! - krzyknęli jednocześnie.

-O co tym razem poszło? - zapytała Chrisa.

-James nie chce podać Albusowi hasła.

-Acha.

-O co poszło? - spytała Rose podchodząc razem z Olivią do stołu.

-Hasło. - odpowiedzieli Fred i Lily jednocześnie.

-Mandragora - powiedziała Rose.

-Rose! - krzyknął James.

-No co? Jest z naszej rodziny. Nie wiem dlaczego co roku się o to kłócicie.

-No bo dlaczego on zna nasze hasło, a my nie znamy jego? - nie dał za wygraną James.

-Przecież wiesz, że oni mnie zabiją jak zobaczą gryfonów paradujących po pokoju wspólnym Slytherinu. - Wszyscy wiedzieli, że mówiąc „oni” miał na myśli ślizgonów.

-No to dlaczego nikt nic nie robi gdy ty do nas wpadasz?

-Bo jestem Potterem?

-Dobra! Nie kłóćcie się już. James powiedz mi czy nawet jakbyś miał hasło to odwiedzałbyś Ala i Malfoya? - wtrąciła się do rozmowy Lily.

-No... Nie.

-No to widzisz. - James chcąc nie chcąc pogodził się z brakiem dostępu do Slytherinu.

-Kłóci się tak dla zasady, czy ma w tym jakiś głębszy sens? - spytała Lily Chrisa. Chłopak wzruszył ramionami.

-I to i to. Chociaż myślę, że bardziej chodzi o to żeby podenerwować ślizgonów niespodziewanymi dowcipami.

-Czy on da sobie kiedyś spokój?

-Nie sądzę. To jego życiowa pasja – wkurzanie ślizgonów.

-A ja myślałam, że jego życiową pasją jest podrywanie wszystkich dziewczyn w Hogwarcie. - Chris roześmiał się.

-To raczej jego hobby. - powiedział i wyszedł z Wielkiej Sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz