czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 6: Polubmy się, Malfoy


Wrzesień mijał bardzo szybko. Dla niektórych wręcz zbyt szybko. Ani się obejrzeli, a od początku roku szkolnego minęły dwa tygodnie. Nic ciekawego nie wydarzyło się w tym czasie poza paroma kłótniami Jamsa i Ala. Olivia i Lily trzymały się razem, Rose natomiast większość czasu spędzała na nauce.

Nastał niedzielny ranek ostatniego dnia września. Lily jak zwykle zerwała się o świcie. Nie chcąc budzić współlokatorek, ubrała się cicho i zeszła do pokoju wspólnego. Śniadanie było dopiero za godzinę. Wzięła pergamin i pióro i zaczęła pisać wypracowanie na zaklęcia dla profesora Bell'a. Nawet nie zauważyła jak przez dziurę za portretem wszedł Albus.

-Cześć siostra! Co robisz?

-Piszę wypracowanie dla profesora Bell'a. - Albus zajrzał na pergamin.

-To jest źle. - pokazał jej jakieś zdanie. Lily je skreśliła. - Widziałaś już ogłoszenie?

-Jakie ogłoszenie? - spytała z ciekawością.

-U nas od rana trudno dostać się do tablicy. Macie dzisiaj o dwunastej lekcję latania.

-Serio? Ale fajnie! - ucieszyła się.

-No. Powiedz lepiej swojej przyjaciółce żeby nie zaspała.

-Racja. Olivia potrafi wylegiwać się do południa.

-Kto co o mnie mówi? - z dormitorium schodziła zaspana Olivia.

-A ty co dzisiaj wstałaś tak wcześnie?

-A jakoś tak... - ziewnęła – Nie mogłam spać.

-No to pewnie się ucieszysz. Dzisiaj w południe mamy lekcję latania.

-Ooo! Ekstra!

-Super, nie?

-Aha. Jeszcze tego nie napisałaś? - spytała zaglądając na pergamin.

-Nie było czasu. A ty już skończyłaś.

-No. Rose mi trochę pomogła.

-To niesprawiedliwe! Mi nie pomaga! - Olivia wzruszyła ramionami. -Powiedziałam, że pożyczę jej taką jedną książkę i się zgodziła. Chodź lepiej na śniadanie. Jestem głodna.

-Ja też. Idziesz Al?

-Jasne! - odpowiedział.

W Wielkiej Sali był tylko kilkanaście osób. Zresztą jak zawsze w niedziele o tej porze. Większość przychodziła o ósmej, a część odpuszczała sobie śniadanie na rzecz dłuższej drzemki. Przy stole Gryffindoru siedziały pojedyncze osoby. Lily , Olivia i Albus rozmawiali i śmiali się w najlepsze. Nagle do stołu Gryffindoru podeszła osoba której najmniej się tam spodziewano.

-Tutaj jesteś Albus. Szukałem cię po całej szkole.

-Cześć Scorpius. - powiedział Al. Scorpius był przyjacielem Ala i najczęstszym powodem kłótni braci Potterów. - Siadasz, czy... - rozejrzeli się nerwowo. W Wielkiej Sali nie było ślizgonów, a inni byli zajęci jedzeniem żeby cokolwiek zauważyć.

-Ok, ale tylko na chwilę. - powiedział Scorpius. Olivia i Lily spojrzały na siebie.

-Dziewczyny znacie Scorpiusa, prawda?- Obie pokiwały głowami.

-Mam sprawę Al, ale może pogadamy o tym później.

-Jasne Scorp. Jesz czy będziesz tak siedział?

-Jem. - odpowiedział szybko Scorpius. Olivia spojrzała na niego. Chyba nie uśmiechało mu się, że ktoś zobaczy go z gryfonami. Był zmieszany.

-Chcesz ciasta Scorpius? Jest pyszne. - spytała. Scorpius popatrzył na nią jakby wyrosła jej druga głowa. Przez chwilę zastanawiał się pewnie czy się nie przesłyszał.

-Jasne. - powiedział nadal się jej przyglądając. Lily też spojrzała na przyjaciółkę. Olivia podała Scorpiosowi kawałek ciasta uśmiechając się.

-Olivia musimy iść. Obiecałam Rose, że obudzę ją przed końcem śniadania. - powiedziała Lily. Chciała jak najszybciej znaleźć się daleko od Scorpiusa.

-Już idę. - powiedziała wstając od stołu. - Smacznego chłopcy! - krzyknęła wychodząc. Zaraz po wyjściu Lily powiedziała:

-Co ci odbiło!

-Jest miły.

-To jest Malfoy! To, że raz uratował cię z rąk ślizgonek nie znaczy, że jest w porządku! Ratował własną skórę!

-Przecież sama z nim gadałaś, wtedy na korytarzu. Wtedy gdy James pomyślał, że się bijemy!

-Zrobiłam to dla Albusa! Pokłócił się wtedy z Jamesem a ja nie chciałam mu dokładać. Malfoy gardzi takimi jak ty. Mugolakami. Uprzykrza życie wielu osobą! Nie jest święty!

-Wiem. - powiedziała Olivia. Lily wytrzeszczyła oczy. Kompletnie jej odbiło? - Boże Lily! Nie przeżywaj tak! Pomyślałaś kiedyś o tym, że skoro twój brat się z nim przyjaźni to on nie może być taki zły? - Lily zastanowiła się. Rzeczywiście. Nie pomyślała o tym.

-Ale to nie zmienia faktu, że jest dupkiem.

-Nie, nie zmienia. - Olivia przyznała przyjaciółce rację. Zmieniły temat i udały się do dormitorium.



* * *



-Co jej odbiło? - spytał Scorpius, gdy tylko dziewczyny wyszły z Wielkiej Sali.

-Nic. To Olivia. Ona jest z zasady miła dla wszystkich.

-Serio? Przecież mnie nikt nie lubi. A ostatnio razem z twoją siostrą mało mnie nie pobiły.

-I ja nic o tym nie wiem? Pobiłeś się z moją siostrą?!

-Daj spokój droczyliśmy się. Tylko twój wspaniały braciszek uważa teraz, że ją prześladuję. - Albus oparł głowę o stół.

-Boże i z kim ja gadam. - Scorpius roześmiał się.

-Ze ślizgonem. No to powiesz mi jakie jest hasło do Gryffindoru?

-Nie bo brat mnie zabije jeśli zobaczy Malfoya w pokoju wspólnym.

-No weź.

-Nie. Ty go nie wpuszczasz.

-Jego nie wpuszczę, ale twoją siostrę i jej koleżankę tak. - Albus zawahał się. W końcu nie był by sam. - No to jak?

-Zgoda. Hasło to „Mandragora”. Powiem siostrze nasze hasło.

-Yhm. - Mruknął Malfoy

-A tak właściwie to po co ci to hasło?

-Żebym mógł cię znaleźć w każdej chwili.

-Spoko. O nie! James idzie. Zmywamy się.

Wyszli za nim ktokolwiek zauważył Malfoya siedzącego przy stole gryfonów.



* * *



Południe ostatniego dnia września zbliżało się coraz bardziej. Lily postanowiła zostawić temat Malfoya w spokoju. Za dwadzieścia dwunasta razem z Olivią udała się na stadion Quidditcha na pierwszą lekcję latania. Parę lat temu Ministerstwo Magii stwierdziło, że lekcję latania na miotle będą odbywać się na pierwszym roku, raz w miesiącu. Równo w południe na stadion przyszła pani Hooch zaczynając lekcję.

-A teraz przywołajcie miotły. - powiedziała po przedstawieniu zasad latania.

-Do mnie! - krzyknęły chórem pierwszoroczniaki. Lily udało się od razu. Wrodzony talent. Hugo też nie musiał długo czekać. Olivii udało się już za trzecim razem.

-Dobrze – powiedziała pani Hooch, gdy już wszystkie miotły podleciały do właścicieli. - Teraz przełóżcie nogę przez trzonek miotły. Doskonale! Na trzy odpychamy się od ziemi. Raz, dwa, trzy! - miotły podleciały w górę. Lily była w swoim żywiole. Olivia też radziła sobie całkiem dobrze.

-To jest ekstra! Zupełnie jakbym latała! - krzyknęła.

-W sumie to latasz. Tyle, że na miotle! - odkrzyknęła Lily przemierzając stadion po raz trzeci. Pani Hooch obserwowała ją uważnie, gdy ta robiła pętle w powietrzu.

-Panno Potter! Proszę zlecieć na chwileczkę! - Lily posłusznie wylądowała z gracją na ziemi.

-Tak, proszę pani?

-Latałaś już kiedyś na miotle?

-Parę razy.

-Moim zdaniem byłabyś doskonałą szukającą. Drużyna Gryffindoru ostatnio nie ma się najlepiej. Uzgodnię to z profesorem Nevillem i panią dyrektor. Jestem pewna, że nie będą mieć nic przeciwko temu byś zjawiła się na przesłuchaniu do drużyny. Oczywiście jeśli chcesz.

-Oczywiście, że chcę!

-No więc dobrze. Przesłuchania są jutro o szesnastej. Liczę, że się zjawisz.

-Na pewno będę pani profesor.

-Dobrze dołącz do pozostałych.- poleciła pani Hooch. - Nick! Czy ty masz zamiar się ruszyć?!

-Tak proszę pani!

-No to na co jeszcze czekasz?! - Lily i Olivia wybuchły śmiechem. Jakieś pół godziny później pani Hooch zakończyła lekcje.

-Chodźmy lepiej na obiad, bo inaczej James nic nam nie zostawi. - zaśmiała się Lily.

-Dobra. Szczerze mówiąc też się robię głodna. Ale było fajnie! - krzyknęła uradowana. - Serio pani Hooch pozwoliła ci iść na przesłuchanie do drużyny Gryffindoru?

-Nawet kazała. - powiedziała Lily z uśmiechem.

Doszły do Wielkiej Sali. Usiadły na miejsca.

-Zgadnijcie co pani Hooch powiedziała Lily. - powiedziała Olivia siadając.

-Co? - spytał James.

-Powiedziała, że świetnie nadaję się na szukającą i kazała mi przyjść jutro na przesłuchanie do drużyny! - wypaliła uszczęśliwiona Lily.

-Serio? - powiedział Chris – oprócz tego, że był przyjacielem Jamesa był też kapitanem drużyny.

-No! Super, nie?

-Ekstra! Skoro pani Hooch ci pozwoliła to musisz nieźle latać!

-Wiesz przecież, że my mamy to w genach. Jesteśmy do tego stworzeni! - powiedział James. Wszyscy się roześmiali. Wzrok Olivii powędrował w stronę stołu Slytherinu.

-A Albus? - spytała nagle.

-Co, Albus? - spytał nie rozumiejąc James.

-No, czy on też jest w drużynie?

-Jest. Może nie jest jakiś diabelnie dobry, bo jego świat to eliksiry, ale mimo wszystko przez niego i Malfoya przegrywamy większość meczów... Jest ścigającym, a Malfoy szukającym. - dodał widząc jej pytanie w oczach. Wzrok Olivii po raz kolejny spoczął na Alu i Scorpiusie. Ten drugi popatrzył na nią i skinął głową w stronę drzwi.

-Zostawiłam coś na stadionie. Zaraz wrócę. - powiedziała ignorując pytające spojrzenie Lily.

Wyszła z Wielkiej Sali. Zaraz za drzwiami ktoś pociągnął ją w jedno z tajnych przejść.

-Cześć Scorpius! - powiedziała, gdy tylko przejście się zamknęło. -Naprawdę, aż tak boisz się o swoją reputację?

-O co ci chodzi? - spytał. Olivia spojrzała na niego pytająco. - Czemu jesteś dla mnie miła? Najpierw prawie się ze mną bijesz a później podajesz mi ciasto.

-A tobie o co chodzi? - spytała przebiegle - Najpierw ratujesz mi życie, o mało się z nami nie pobiłeś, obrażasz nas przy ślizgonach, a później przysiadłeś się do stołu gryfonów, gdy nikt nie patrzył.

-Chytra jesteś. Polubiłbym cię gdybyś była w Slytherinie. - powiedział z uśmiechem.

- Czemu taki jesteś? Czemu chcesz żeby wszyscy postrzegali cię jako takiego dupka? Dlaczego kiedy nie ma nikogo w pobliżu jesteś... normalny?

-A ciebie co to obchodzi?

-Jesteś ciekawą postacią, Scropiusie. Myślę, że bym cie polubiła, gdybyś przestał udawać, że to cię nie obchodzi.

-Co mnie nie obchodzi?

-To, że chcesz, żeby nikt się nie dowiedział, że potrafisz nie być dupkiem jeśli chcesz. - Scropius zastanowił się.

-Dobra wygrałaś. - powiedział. Olivia uśmiechnęła się.

-Coś jeszcze? - spytała. - Bo czuję, że nie zadałbyś sobie tyle trudu, żeby spytać mnie dlaczego jestem dla ciebie miła.

-Hasło do Slytherinu to „Król wężów”. Możesz wpadać z przyjaciółką kiedy chcesz.

-Rozumiem, że ty wyciągnąłeś od Ala hasło do Gryffindoru? - zapytała z uśmiechem. Scropius też się uśmiechnął.

-Ma się rozumieć. - powiedział.

-Lepiej chodźmy, bo zaczną coś podejrzewać.

-Racja. - rozdzielili się zaraz za wyjściem z przejścia. Malfoy udał się do lochów, a Olivia na siódme piętro.

-Gdzie byłaś? - spytała Lily, gdy Olivia przekroczyła dziurę w portrecie. - A może powinnam spytać z kim? - Olivia westchnęła.

-Chodźmy do dormitorium. - powiedziała. Lily kiwnęła głową.

-Byłaś z Malfoyem. - to było raczej stwierdzenie niż pytanie. Olivia uznała, że nie ma sensu kłamać. Kiwnęła głową.

-Skąd wiesz? - spytała.

-Zabrałam Jamesowi mapę Huncwotów. Widać na niej cały Hogwart. Mapa pokazuje kto gdzie jest. Nie było cię dość długo więc sprawdziłam. Co ty robiłaś? Z Malfoyem!

-Rozmawiałam, ale za nim się na mnie obrazić powiem ci, że chciał mi przekazać hasło do pokoju wspólnego ślizgonów.

-Dlaczego? - spytała z ciekawością Lily.

-A myślisz, że Albus zatrzymał hasło tylko dla siebie? Pewnie powiedział je Scorpiusowi pod warunkiem, że my będziemy znali ich hasło. Domyślam się, że Scorpius nie mógł znieść myśli Jamesa spacerującego po Slytherinie więc hasło powiedział mi i kazał przekazać też tobie. - Lily musiała się chwilę zastanowić nad tym co powiedziała jej Olivia.

-Zgoda. Nie obedrę cię ze skóry. Więc jakie jest hasło? - Olivia roześmiała się. Cała Lily.

-Król wężów.

-Ok. To kiedy idziemy odwiedzić ślizgonów?

-Myślę, że z tym na razie poczekamy. Jutro masz przesłuchanie do drużyny gryfonów.

-Racja. To będzie długi dzień.

-Nie boisz się?

-Troszeczkę. - Reszta dnia upłynęła im spokojnie. Lily postanowiła nie drążyć sprawy Malfoya, co ucieszyło Olivię.

-A tak w ogóle to James wie, że masz jego mapę?

-Yyyy.... Myślę, że nie...

-Najpierw Albus, potem ty i on jeszcze się nie kapnął? I on się uznaje za króla Huncwotów!

Dormitorium dziewczyn wypełnił wspólny śmiech.

Nastał pierwszy października, a razem z nim kolejne dni nauki. Dzień jak co dzień – pomyślała Olivia. Znów prace domowe. Godzinne wykłady i zajęcia praktyczne. Najlepsza, jak zwykle, była obrona przed czarną magią. Wszyscy umieli już zaklęcie rozbrajające, znali podstawy wiedzy teoretycznej, więc pani profesor Morgane stwierdziła, że mogą się już zająć zaklęciem tarczy. Dobrała ich w pary. Obronę mieli ze Slytherinem. Walczyła z Mattem. Mieli używać tylko dwóch zaklęć: tarczy i rozbrajające. Wcześniej nigdy nie walczyli w parach tylko „na sucho”. Kiedy Matt rzucił zaklęcie rozbrajające Olivia chciała je odbić. Stworzyła tak silną tarczę, że biedny Matt poleciał na drugi koniec klasy i trafił do skrzydła szpitalnego. Olivia zarobiła za to 20 punktów dla Gryffindoru. Po zajęciach odbyły się przesłuchania do drużyny gryfonów.

-Dasz radę. - powiedziała Olivia do Lily, a sama usiadła na trybunach.

Lily nie była tego taka pewna, miała straszną tremę.

-Dobra. Witam wszystkich na przesłuchaniach do drużyny Quidditcha Gryffindoru. Zaczniemy alfabetycznie. Najpierw obrońcy. - Z grupki wyłoniło się parę osób. - Dobrze, zaczynamy. - Chris testował każdego po kolei. W sumie większość drużyny była zeszłorocznym składem. - Teraz szukający. Chętni? - Lily odetchnęła i zrobiła krok do przodu. Jakiś chłopak z trzeciego roku zrobił dokładnie to samo.

-Ty, maleńka! Ile ty masz lat? - zaśmiał się. - Chris nie pozwól jej wsiąść na miotłę, bo jeszcze sobie coś zrobi. - Lily go zignorowała.

-Ok. - powiedział Chris. - Do drużyny wejdzie ta osoba, która pierwsza złapie znicza. - otworzył klatkę ze złotą, latającą piłeczką, - Zaczynamy! - znicze zniknęły na tle nieba. Lily wystartowała. Podleciała wysoko, żeby móc obserwować całe boisko. Po jakiś trzech minutach ją zobaczyła. Maleńka, trzepocząca skrzydłami piłeczka, leciała coraz wyżej. Poleciała w tamtą stronę. Chłopak zrobił dokładnie to samo. Leciał tuż pod nią. Oślepiało ją słońce, a on był osłonięty jej cieniem. Jednak Lily była sprytniejsza. Zanurkowała za zniczem. Nagła jasność oślepiła chłopaka, a gdy się odwrócił, Lily trzymała w ręce znicza. Na boisku rozległy się brawa.

-Witaj w drużynie, siostra! - powiedział James, gdy wylądowała.

-Coś czuję, że ślizgoni nie będą mieli z nami szans w tym roku. - dodał Chris. - Witaj w drużynie Lily! - Lily uśmiechnęła się do niego.

-Gratuluję Lily. - powiedziała z uśmiechem Olivia.

-Dobra zostali jeszcze ścigający! - powiedział Chris. Pół godziny później skład drużyny był już gotowy. Szukającą była Lily. Obrońcą - Marcus, chłopak z piątego roku. Pałkarzami byli James i Fred, a ścigającymi Alicja, Chris i Angelina.

-Treningi, jak na razie, będą się odbywały się w soboty i niedzielę o 15! - powiadomił ich kapitan. - W tym roku na pewno wygramy puchar Quidditcha. - wszyscy razem wrócili do zamku. To był udany dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz