Wrzesień mijał
bardzo szybko. Dla niektórych wręcz zbyt szybko. Ani się
obejrzeli, a od początku roku szkolnego minęły dwa tygodnie. Nic
ciekawego nie wydarzyło się w tym czasie poza paroma kłótniami
Jamsa i Ala. Olivia i Lily trzymały się razem, Rose natomiast
większość czasu spędzała na nauce.
Nastał niedzielny
ranek ostatniego dnia września. Lily jak zwykle zerwała się o
świcie. Nie chcąc budzić współlokatorek, ubrała się cicho i
zeszła do pokoju wspólnego. Śniadanie było dopiero za godzinę.
Wzięła pergamin i pióro i zaczęła pisać wypracowanie na
zaklęcia dla profesora Bell'a. Nawet nie zauważyła jak przez
dziurę za portretem wszedł Albus.
-Cześć siostra! Co
robisz?
-Piszę wypracowanie
dla profesora Bell'a. - Albus zajrzał na pergamin.
-To jest źle. -
pokazał jej jakieś zdanie. Lily je skreśliła. - Widziałaś już
ogłoszenie?
-Jakie ogłoszenie?
- spytała z ciekawością.
-U nas od rana
trudno dostać się do tablicy. Macie dzisiaj o dwunastej lekcję
latania.
-Serio? Ale fajnie!
- ucieszyła się.
-No. Powiedz lepiej
swojej przyjaciółce żeby nie zaspała.
-Racja. Olivia
potrafi wylegiwać się do południa.
-Kto co o mnie mówi?
- z dormitorium schodziła zaspana Olivia.
-A ty co dzisiaj
wstałaś tak wcześnie?
-A jakoś tak... -
ziewnęła – Nie mogłam spać.
-No to pewnie się
ucieszysz. Dzisiaj w południe mamy lekcję latania.
-Ooo! Ekstra!
-Super, nie?
-Aha. Jeszcze tego
nie napisałaś? - spytała zaglądając na pergamin.
-Nie było czasu. A
ty już skończyłaś.
-No. Rose mi trochę
pomogła.
-To niesprawiedliwe!
Mi nie pomaga! - Olivia wzruszyła ramionami. -Powiedziałam, że
pożyczę jej taką jedną książkę i się zgodziła. Chodź lepiej
na śniadanie. Jestem głodna.
-Ja też. Idziesz
Al?
-Jasne! -
odpowiedział.
W Wielkiej Sali był
tylko kilkanaście osób. Zresztą jak zawsze w niedziele o tej
porze. Większość przychodziła o ósmej, a część odpuszczała
sobie śniadanie na rzecz dłuższej drzemki. Przy stole Gryffindoru
siedziały pojedyncze osoby. Lily , Olivia i Albus rozmawiali i
śmiali się w najlepsze. Nagle do stołu Gryffindoru podeszła osoba
której najmniej się tam spodziewano.
-Tutaj jesteś
Albus. Szukałem cię po całej szkole.
-Cześć Scorpius. -
powiedział Al. Scorpius był przyjacielem Ala i najczęstszym
powodem kłótni braci Potterów. - Siadasz, czy... - rozejrzeli się
nerwowo. W Wielkiej Sali nie było ślizgonów, a inni byli zajęci
jedzeniem żeby cokolwiek zauważyć.
-Ok, ale tylko na
chwilę. - powiedział Scorpius. Olivia i Lily spojrzały na siebie.
-Dziewczyny znacie
Scorpiusa, prawda?- Obie pokiwały głowami.
-Mam sprawę Al, ale
może pogadamy o tym później.
-Jasne Scorp. Jesz
czy będziesz tak siedział?
-Jem. - odpowiedział
szybko Scorpius. Olivia spojrzała na niego. Chyba nie uśmiechało
mu się, że ktoś zobaczy go z gryfonami. Był zmieszany.
-Chcesz ciasta
Scorpius? Jest pyszne. - spytała. Scorpius popatrzył na nią jakby
wyrosła jej druga głowa. Przez chwilę zastanawiał się pewnie czy
się nie przesłyszał.
-Jasne. - powiedział
nadal się jej przyglądając. Lily też spojrzała na przyjaciółkę.
Olivia podała Scorpiosowi kawałek ciasta uśmiechając się.
-Olivia musimy iść.
Obiecałam Rose, że obudzę ją przed końcem śniadania. -
powiedziała Lily. Chciała jak najszybciej znaleźć się daleko od
Scorpiusa.
-Już idę. -
powiedziała wstając od stołu. - Smacznego chłopcy! - krzyknęła
wychodząc. Zaraz po wyjściu Lily powiedziała:
-Co ci odbiło!
-Jest miły.
-To jest Malfoy! To,
że raz uratował cię z rąk ślizgonek nie znaczy, że jest w
porządku! Ratował własną skórę!
-Przecież sama z
nim gadałaś, wtedy na korytarzu. Wtedy gdy James pomyślał, że
się bijemy!
-Zrobiłam to dla
Albusa! Pokłócił się wtedy z Jamesem a ja nie chciałam mu
dokładać. Malfoy gardzi takimi jak ty. Mugolakami. Uprzykrza życie
wielu osobą! Nie jest święty!
-Wiem. - powiedziała
Olivia. Lily wytrzeszczyła oczy. Kompletnie jej odbiło? - Boże
Lily! Nie przeżywaj tak! Pomyślałaś kiedyś o tym, że skoro twój
brat się z nim przyjaźni to on nie może być taki zły? - Lily
zastanowiła się. Rzeczywiście. Nie pomyślała o tym.
-Ale to nie zmienia
faktu, że jest dupkiem.
-Nie, nie zmienia. -
Olivia przyznała przyjaciółce rację. Zmieniły temat i udały się
do dormitorium.
* * *
-Co jej odbiło? -
spytał Scorpius, gdy tylko dziewczyny wyszły z Wielkiej Sali.
-Nic. To Olivia. Ona
jest z zasady miła dla wszystkich.
-Serio? Przecież
mnie nikt nie lubi. A ostatnio razem z twoją siostrą mało mnie nie
pobiły.
-I ja nic o tym nie
wiem? Pobiłeś się z moją siostrą?!
-Daj spokój
droczyliśmy się. Tylko twój wspaniały braciszek uważa teraz, że
ją prześladuję. - Albus oparł głowę o stół.
-Boże i z kim ja
gadam. - Scorpius roześmiał się.
-Ze ślizgonem. No
to powiesz mi jakie jest hasło do Gryffindoru?
-Nie bo brat mnie
zabije jeśli zobaczy Malfoya w pokoju wspólnym.
-No weź.
-Nie. Ty go nie
wpuszczasz.
-Jego nie wpuszczę,
ale twoją siostrę i jej koleżankę tak. - Albus zawahał się. W
końcu nie był by sam. - No to jak?
-Zgoda. Hasło to
„Mandragora”. Powiem siostrze nasze hasło.
-Yhm. - Mruknął
Malfoy
-A tak właściwie
to po co ci to hasło?
-Żebym mógł cię
znaleźć w każdej chwili.
-Spoko. O nie! James
idzie. Zmywamy się.
Wyszli za nim
ktokolwiek zauważył Malfoya siedzącego przy stole gryfonów.
* * *
Południe
ostatniego dnia września zbliżało się coraz bardziej. Lily
postanowiła zostawić temat Malfoya w spokoju. Za dwadzieścia
dwunasta razem z Olivią udała się na stadion Quidditcha na
pierwszą lekcję latania. Parę lat temu Ministerstwo Magii
stwierdziło, że lekcję latania na miotle będą odbywać się na
pierwszym roku, raz w miesiącu. Równo w południe na stadion
przyszła pani Hooch zaczynając lekcję.
-A teraz
przywołajcie miotły. - powiedziała po przedstawieniu zasad
latania.
-Do mnie! -
krzyknęły chórem pierwszoroczniaki. Lily udało się od razu.
Wrodzony talent. Hugo też nie musiał długo czekać. Olivii udało
się już za trzecim razem.
-Dobrze –
powiedziała pani Hooch, gdy już wszystkie miotły podleciały do
właścicieli. - Teraz przełóżcie nogę przez trzonek miotły.
Doskonale! Na trzy odpychamy się od ziemi. Raz, dwa, trzy! - miotły
podleciały w górę. Lily była w swoim żywiole. Olivia też
radziła sobie całkiem dobrze.
-To jest ekstra!
Zupełnie jakbym latała! - krzyknęła.
-W sumie to latasz.
Tyle, że na miotle! - odkrzyknęła Lily przemierzając stadion po
raz trzeci. Pani Hooch obserwowała ją uważnie, gdy ta robiła
pętle w powietrzu.
-Panno Potter!
Proszę zlecieć na chwileczkę! - Lily posłusznie wylądowała z
gracją na ziemi.
-Tak, proszę pani?
-Latałaś już
kiedyś na miotle?
-Parę razy.
-Moim zdaniem
byłabyś doskonałą szukającą. Drużyna Gryffindoru ostatnio nie
ma się najlepiej. Uzgodnię to z profesorem Nevillem i panią
dyrektor. Jestem pewna, że nie będą mieć nic przeciwko temu byś
zjawiła się na przesłuchaniu do drużyny. Oczywiście jeśli
chcesz.
-Oczywiście, że
chcę!
-No więc dobrze.
Przesłuchania są jutro o szesnastej. Liczę, że się zjawisz.
-Na pewno będę
pani profesor.
-Dobrze dołącz do
pozostałych.- poleciła pani Hooch. - Nick! Czy ty masz zamiar się
ruszyć?!
-Tak proszę pani!
-No to na co jeszcze
czekasz?! - Lily i Olivia wybuchły śmiechem. Jakieś pół godziny
później pani Hooch zakończyła lekcje.
-Chodźmy lepiej na
obiad, bo inaczej James nic nam nie zostawi. - zaśmiała się Lily.
-Dobra. Szczerze
mówiąc też się robię głodna. Ale było fajnie! - krzyknęła
uradowana. - Serio pani Hooch pozwoliła ci iść na przesłuchanie
do drużyny Gryffindoru?
-Nawet kazała. -
powiedziała Lily z uśmiechem.
Doszły do Wielkiej
Sali. Usiadły na miejsca.
-Zgadnijcie co pani
Hooch powiedziała Lily. - powiedziała Olivia siadając.
-Co? - spytał
James.
-Powiedziała, że
świetnie nadaję się na szukającą i kazała mi przyjść jutro na
przesłuchanie do drużyny! - wypaliła uszczęśliwiona Lily.
-Serio? - powiedział
Chris – oprócz tego, że był przyjacielem Jamesa był też
kapitanem drużyny.
-No! Super, nie?
-Ekstra! Skoro pani
Hooch ci pozwoliła to musisz nieźle latać!
-Wiesz przecież, że
my mamy to w genach. Jesteśmy do tego stworzeni! - powiedział
James. Wszyscy się roześmiali. Wzrok Olivii powędrował w stronę
stołu Slytherinu.
-A Albus? - spytała
nagle.
-Co, Albus? - spytał
nie rozumiejąc James.
-No, czy on też
jest w drużynie?
-Jest. Może nie
jest jakiś diabelnie dobry, bo jego świat to eliksiry, ale mimo
wszystko przez niego i Malfoya przegrywamy większość meczów...
Jest ścigającym, a Malfoy szukającym. - dodał widząc jej pytanie
w oczach. Wzrok Olivii po raz kolejny spoczął na Alu i Scorpiusie.
Ten drugi popatrzył na nią i skinął głową w stronę drzwi.
-Zostawiłam coś na
stadionie. Zaraz wrócę. - powiedziała ignorując pytające
spojrzenie Lily.
Wyszła z Wielkiej
Sali. Zaraz za drzwiami ktoś pociągnął ją w jedno z tajnych
przejść.
-Cześć Scorpius! -
powiedziała, gdy tylko przejście się zamknęło. -Naprawdę, aż
tak boisz się o swoją reputację?
-O co ci chodzi? -
spytał. Olivia spojrzała na niego pytająco. - Czemu jesteś dla
mnie miła? Najpierw prawie się ze mną bijesz a później podajesz
mi ciasto.
-A tobie o co
chodzi? - spytała przebiegle - Najpierw ratujesz mi życie, o mało
się z nami nie pobiłeś, obrażasz nas przy ślizgonach, a później
przysiadłeś się do stołu gryfonów, gdy nikt nie patrzył.
-Chytra jesteś.
Polubiłbym cię gdybyś była w Slytherinie. - powiedział z
uśmiechem.
- Czemu taki jesteś?
Czemu chcesz żeby wszyscy postrzegali cię jako takiego dupka?
Dlaczego kiedy nie ma nikogo w pobliżu jesteś... normalny?
-A ciebie co to
obchodzi?
-Jesteś ciekawą
postacią, Scropiusie. Myślę, że bym cie polubiła, gdybyś
przestał udawać, że to cię nie obchodzi.
-Co mnie nie
obchodzi?
-To, że chcesz,
żeby nikt się nie dowiedział, że potrafisz nie być dupkiem jeśli
chcesz. - Scropius zastanowił się.
-Dobra wygrałaś. -
powiedział. Olivia uśmiechnęła się.
-Coś jeszcze? -
spytała. - Bo czuję, że nie zadałbyś sobie tyle trudu, żeby
spytać mnie dlaczego jestem dla ciebie miła.
-Hasło do
Slytherinu to „Król wężów”. Możesz wpadać z przyjaciółką
kiedy chcesz.
-Rozumiem, że ty
wyciągnąłeś od Ala hasło do Gryffindoru? - zapytała z
uśmiechem. Scropius też się uśmiechnął.
-Ma się rozumieć.
- powiedział.
-Lepiej chodźmy, bo
zaczną coś podejrzewać.
-Racja. -
rozdzielili się zaraz za wyjściem z przejścia. Malfoy udał się
do lochów, a Olivia na siódme piętro.
-Gdzie byłaś? -
spytała Lily, gdy Olivia przekroczyła dziurę w portrecie. - A może
powinnam spytać z kim? - Olivia westchnęła.
-Chodźmy do
dormitorium. - powiedziała. Lily kiwnęła głową.
-Byłaś z Malfoyem.
- to było raczej stwierdzenie niż pytanie. Olivia uznała, że nie
ma sensu kłamać. Kiwnęła głową.
-Skąd wiesz? -
spytała.
-Zabrałam Jamesowi
mapę Huncwotów. Widać na niej cały Hogwart. Mapa pokazuje kto
gdzie jest. Nie było cię dość długo więc sprawdziłam. Co ty
robiłaś? Z Malfoyem!
-Rozmawiałam, ale
za nim się na mnie obrazić powiem ci, że chciał mi przekazać
hasło do pokoju wspólnego ślizgonów.
-Dlaczego? - spytała
z ciekawością Lily.
-A myślisz, że
Albus zatrzymał hasło tylko dla siebie? Pewnie powiedział je
Scorpiusowi pod warunkiem, że my będziemy znali ich hasło.
Domyślam się, że Scorpius nie mógł znieść myśli Jamesa
spacerującego po Slytherinie więc hasło powiedział mi i kazał
przekazać też tobie. - Lily musiała się chwilę zastanowić nad
tym co powiedziała jej Olivia.
-Zgoda. Nie obedrę
cię ze skóry. Więc jakie jest hasło? - Olivia roześmiała się.
Cała Lily.
-Król wężów.
-Ok. To kiedy
idziemy odwiedzić ślizgonów?
-Myślę, że z tym
na razie poczekamy. Jutro masz przesłuchanie do drużyny gryfonów.
-Racja. To będzie
długi dzień.
-Nie boisz się?
-Troszeczkę. -
Reszta dnia upłynęła im spokojnie. Lily postanowiła nie drążyć
sprawy Malfoya, co ucieszyło Olivię.
-A tak w ogóle to
James wie, że masz jego mapę?
-Yyyy.... Myślę,
że nie...
-Najpierw Albus,
potem ty i on jeszcze się nie kapnął? I on się uznaje za króla
Huncwotów!
Dormitorium
dziewczyn wypełnił wspólny śmiech.
Nastał pierwszy
października, a razem z nim kolejne dni nauki. Dzień jak co dzień
– pomyślała Olivia. Znów prace domowe. Godzinne wykłady i
zajęcia praktyczne. Najlepsza, jak zwykle, była obrona przed czarną
magią. Wszyscy umieli już zaklęcie rozbrajające, znali podstawy
wiedzy teoretycznej, więc pani profesor Morgane stwierdziła, że
mogą się już zająć zaklęciem tarczy. Dobrała ich w pary.
Obronę mieli ze Slytherinem. Walczyła z Mattem. Mieli używać
tylko dwóch zaklęć: tarczy i rozbrajające. Wcześniej nigdy nie
walczyli w parach tylko „na sucho”. Kiedy Matt rzucił zaklęcie
rozbrajające Olivia chciała je odbić. Stworzyła tak silną
tarczę, że biedny Matt poleciał na drugi koniec klasy i trafił do
skrzydła szpitalnego. Olivia zarobiła za to 20 punktów dla
Gryffindoru. Po zajęciach odbyły się przesłuchania do drużyny
gryfonów.
-Dasz radę. -
powiedziała Olivia do Lily, a sama usiadła na trybunach.
Lily nie była tego
taka pewna, miała straszną tremę.
-Dobra. Witam
wszystkich na przesłuchaniach do drużyny Quidditcha Gryffindoru.
Zaczniemy alfabetycznie. Najpierw obrońcy. - Z grupki wyłoniło się
parę osób. - Dobrze, zaczynamy. - Chris testował każdego po
kolei. W sumie większość drużyny była zeszłorocznym składem. -
Teraz szukający. Chętni? - Lily odetchnęła i zrobiła krok do
przodu. Jakiś chłopak z trzeciego roku zrobił dokładnie to samo.
-Ty, maleńka! Ile
ty masz lat? - zaśmiał się. - Chris nie pozwól jej wsiąść na
miotłę, bo jeszcze sobie coś zrobi. - Lily go zignorowała.
-Ok. - powiedział
Chris. - Do drużyny wejdzie ta osoba, która pierwsza złapie
znicza. - otworzył klatkę ze złotą, latającą piłeczką, -
Zaczynamy! - znicze zniknęły na tle nieba. Lily wystartowała.
Podleciała wysoko, żeby móc obserwować całe boisko. Po jakiś
trzech minutach ją zobaczyła. Maleńka, trzepocząca skrzydłami
piłeczka, leciała coraz wyżej. Poleciała w tamtą stronę.
Chłopak zrobił dokładnie to samo. Leciał tuż pod nią. Oślepiało
ją słońce, a on był osłonięty jej cieniem. Jednak Lily była
sprytniejsza. Zanurkowała za zniczem. Nagła jasność oślepiła
chłopaka, a gdy się odwrócił, Lily trzymała w ręce znicza. Na
boisku rozległy się brawa.
-Witaj w drużynie,
siostra! - powiedział James, gdy wylądowała.
-Coś czuję, że
ślizgoni nie będą mieli z nami szans w tym roku. - dodał Chris. -
Witaj w drużynie Lily! - Lily uśmiechnęła się do niego.
-Gratuluję Lily. -
powiedziała z uśmiechem Olivia.
-Dobra zostali
jeszcze ścigający! - powiedział Chris. Pół godziny później
skład drużyny był już gotowy. Szukającą była Lily. Obrońcą -
Marcus, chłopak z piątego roku. Pałkarzami byli James i Fred, a
ścigającymi Alicja, Chris i Angelina.
-Treningi, jak na
razie, będą się odbywały się w soboty i niedzielę o 15! -
powiadomił ich kapitan. - W tym roku na pewno wygramy puchar
Quidditcha. - wszyscy razem wrócili do zamku. To był udany dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz