czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 10: Mecz, impreza i gadanie do siebie...


Podniecenie czuć było w całym Hogwarcie. W tym dniu miał odbyć się pierwszy w tym roku mecz quidditcha. Co prawda krukoni nie wierzyli w swoją wygraną. Powiedzmy sobie szczerze, że wynik meczu był już dawno przesądzony. Jednak najważniejsza jest dobra zabawa, prawda?

Lily była zdenerwowana. Nie pomagały tu nawet zapewnienia przyjaciół, że nie ma co się bać.

-To tylko mecz! Nie rozumiem po co te nerwy? - powiedziała jej Rose przed rozpoczęciem meczu.

-TYLKO mecz? To aż mecz! W dodatku mój pierwszy mecz! Jak go zepsuje to nie zagram już nigdy... -

-Och Lily! Jeden mecz nie przesądzi całego życia! Ogarnij się, wejdź tam i dokop wszystkim! Pokaż kto rządzi na tym boisku! - Olivia próbowała przywrócić przyjaciółkę do porządku.

-Niech będzie. Życzcie mi powodzenia.

-Idziemy na trybuny. Będziemy trzymać kciuki. - powiedziała Rose. Kilka minut później siedziały obok pozostałych gryfonów na trybunach. Lily wzięła głęboki oddech i weszła na boisko.

-WITAM WAS NA PIERWSZYM W TYM SEZONIE MECZU QUIDDITCHA! A OTO NASI ZAWODNICY! DRUŻYNA GRYFONÓW …

-Hej. - usłyszały Olivia i Rose za plecami.

-Al? Co tu robisz? - spytała nie mało zdziwiona Rose.

-Jak to co? Dziś nie gram. Kibicuję siostrze.

-A OTO I NOWA SZUKAJĄCA GRYFONÓW. POWITAJMY GORĄCO LILY POTTER! - na trybunach rozległy się wiwaty. Olivia rozglądnęła się po trybunach.

-Gdzie Scorpius?- spytała Albusa.

-Masz na myśli Malfoya? - spytała Rose.

-A znasz innego Scorpiusa? Przecież to takie pospolite imię... - powiedziała Olivia z sarkazmem.

-I POWITAJMY DRUŻYNĘ KRUKONÓW!

-No nie... -

-Właśnie...

-TO JUŻ CAŁA DRUŻYNA KRUKONÓW! KAPITANOWIE PODAJĄ SOBIE RĘCE...

-To gdzie on jest? - spytała Olivia niecierpliwie.

-Nie wiem. - odpowiedział Al.

-PROSZĘ PAŃSTWA I WYSTARTOWALI!

W tym momencie ktoś zakrył Olivii oczy.

-Kto to? - spytała Olivia zaskoczona.

-Zgadnij.

-Scorpius? - spytała z uśmiechem.

-Skąd wiedziałaś ? Psujesz najlepszą zabawę...

-Trzeba było się nie odzywać.

-Skończcie tą dziecinadę! Mecz się zaczął. - powiedziała Rose patrząc na nich ze zdziwieniem.

-PIERWSZE PUNKTY DLA DRUŻYNY GRYFFINDORU!

-No co ty nie powiesz? - Scorpius wywrócił oczami.

-Skupcie się na meczu! - krzyknął Albus.

-PIĘKNE ZAGRANIE NASZEGO ULUBIONEGO KAPITANA DRUŻYNY GRYFONÓW!

-I jedynego kapitana!!! - krzyknął James przelatując nad trybunami.

-Ale my jesteśmy bardzo skupieni. - powiedziała Olivia.

-Oni dwoje to za dużo... - mruknął Albus.

-Mówiłeś coś? - zapytała podejrzliwie Olivia.

-Nieee...

-KRUKONI ZDOBYWAJĄ PIERWSZE PUNKTY!

-A było tak pięknie... - załamał się Al.

-Przecież wygrywamy! - stwierdziła Rose.

-CZY TO BYŁ ZNICZ?! PANNA POTTER JUŻ LECI W STRONĘ ZŁOTEJ PIŁECZKI! SZUKAJĄCY KRUKONÓW WKRACZA DO AKCJI!

-Dajesz Lilka! - krzyknęła Olivia. Wszyscy wstrzymali oddech. Nagle trybuny wypełniły oklaski i wiwaty.

-PROSZĘ PAŃSTAWA LILY POTTER ZŁAPAŁA ZNICZA TO CHYBA NAJKRÓTSZY MECZ W HISTORII HOGWARTU! GRYFFINDOR WYGRAŁ MECZ!

Ciężko opisać to co się stało później. Gryfoni oszaleli. Wszyscy chcieli gratulować nowej szukającej. W całym tym hałasie ktoś rzucił hasło „Impreza w pokoju wspólnym!!!” Wszyscy chętnie na to przystanęli. Ktoś przemycił nawet Ognistą Whisky na imprezę. Nic dziwnego więc, że niektórzy jej nie pamiętają. Lily była w centrum zainteresowania. Każdy chciał z nią zamienić chociaż jedno słowo. Olivia wolała trzyma się na uboczu. Gdzieś mignęli jej Albus i Scorpius. Jednak zanim by do nich dotarła minęło by sporo czasu. Chwilę później sami ją znaleźli.

-Czemu się nie bawisz ? - spytał Al. - Nie zamulaj tak...

-Jakoś nie mam ochoty na zabawę.

-No chodź chociaż potańczyć... - powiedział Scor. - Twoja przyjaciółka pobiła rekord w quidditchu, trzeba to uczcić!

-Niech ci będzie... Ale tylko jeden taniec.

-Obiecuję, że więcej nie zakłócę twojego spokoju. - powiedział Scorpius z uśmiechem. Doprawdy z takim wyrazem twarzy i ręką na sercu wyglądał komicznie. Wziął Olivię za rękę i poszli na parkiet. Wbrew zapewnieniom na jednym tańcu się nie skończyło. Około trzeciej w nocy Olivia zasnęła w swoim dormitorium.



* * *



Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Przecież byłam w swoim pokoju? Była impreza... Czemu leżę na ziemi? Ciemno tu... To chyba las... Drzewa przysłaniają niebo. Jak daleko jestem od Hogwartu? Muszę wstać. Tam się coś świeci. Jestem tylko w piżamie. Nie mam nawet butów. Zimno mi. To jakaś polana. Na środku jest jezioro. To ono tak błyszczało. Pochylam się nad wodą. Chce krzyczeć, ale przypominam sobie, że jest noc w lesie, nie wiadomo co tu jest. Mam przeciętą wargę, a moje włosy są zlepione krwią. Boję się. Biegnę przed siebie. Byle jak najdalej, od tego kogoś, czy czegoś co mi to zrobiło. Nagle słyszę hałas. Oślepia mnie jakieś światło. Upadam. Spadam w dół...



* * *



Olivia obudziła się z krzykiem.

-Na Merlina! Co to było? - spytała sama siebie. Spojrzała na zegarek, dochodziła dziesiąta.

-No to sobie pospałam... Dobrze, że dzisiaj niedziela... - mruknęła pod nosem. Podeszła do lustra.

-Muszę zabić Scora... To brzmi jak dobry plan... Nigdy więcej nie dam mu się wyciągnąć na parkiet...

Wzięła szczotkę i zaczęła rozczesywać swoje gęste loki, które w tej chwili były naprawdę poplątane.

-Do czego tu w ogóle doszło... Gadam sama do siebie...

Podeszła do okna. Spojrzała w stronę jeziora.

-O Lily jest na błoniach. Dobra, Olivia, stop. Przestań gadać sama do siebie, to niezdrowe.

Ubrała się i pobiegła na dwór.



* * *



Lily od rana spędzała czas na błoniach. Siedziała owinięta w koc opierając się o drzewo. Robiła zadanie z historii magii, a raczej próbowała je robić, bo jej myśli wciąż krążyły wokół wczorajszego meczu i późniejszemu przyjęciu. Z dala zauważyła biegnącą Olivię.

-O! Wstałaś już? - spytała Lily.

-No jak widać. - powiedziała Olivia. - Do której siedziałaś na imprezie?

-A bo ja wiem... Nie patrzyłam na zegarek... - Olivia roześmiała się.

-Gwiazdka quidditcha była zbyt zajęta rozdawaniem autografów.

-Niepraaaawda..... - Olivia uniosła jedną brew. - No może trochę.... - Brew powędrowała jeszcze wyżej – No dobra. Masz rację.

-Ha! Widziałam.

-Ale ty wczoraj też nie próżnowałaś... Cały czas widziałam cię na parkiecie...

-Ehh... Weź mi nawet nie przypominaj... Stopy mnie bolą do tej pory. - powiedziała Olivia z uśmiechem. Mimo tego co mówiła, było wiadome, że bardzo miło wspomina ostatni wieczór.

-Weź tak nie stój, siadaj! - powiedziała Lily i przesunęła się, aby Olivia mogła usiąść obok. Olivia zerknęła na pracę rudowłosej.

-Benref Brodaty był goblinem nie olbrzymem...

-Oj tam, nieważne. Mała różnica...

-Taaa... Szczególnie we wzroście. W ogóle co to za imię – Benref?

-Nie wiem, ale mi osobiście kojarzy się z jakąś chorobą... - powiedziała Lily. Błonia wypełnił radosny śmiech obu dziewcząt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz