Podniecenie
czuć było w całym Hogwarcie. W tym dniu miał odbyć się pierwszy
w tym roku mecz quidditcha. Co prawda krukoni nie wierzyli w swoją
wygraną. Powiedzmy sobie szczerze, że wynik meczu był już dawno
przesądzony. Jednak najważniejsza jest dobra zabawa, prawda?
Lily
była zdenerwowana. Nie pomagały tu nawet zapewnienia przyjaciół,
że nie ma co się bać.
-To
tylko mecz! Nie rozumiem po co te nerwy? - powiedziała jej Rose
przed rozpoczęciem meczu.
-TYLKO
mecz? To aż mecz! W dodatku mój pierwszy mecz! Jak go zepsuje to
nie zagram już nigdy... -
-Och
Lily! Jeden mecz nie przesądzi całego życia! Ogarnij się, wejdź
tam i dokop wszystkim! Pokaż kto rządzi na tym boisku! - Olivia
próbowała przywrócić przyjaciółkę do porządku.
-Niech
będzie. Życzcie mi powodzenia.
-Idziemy
na trybuny. Będziemy trzymać kciuki. - powiedziała Rose. Kilka
minut później siedziały obok pozostałych gryfonów na trybunach.
Lily wzięła głęboki oddech i weszła na boisko.
-WITAM
WAS NA PIERWSZYM W TYM SEZONIE MECZU QUIDDITCHA! A OTO NASI
ZAWODNICY! DRUŻYNA GRYFONÓW …
-Hej.
- usłyszały Olivia i Rose za plecami.
-Al?
Co tu robisz? - spytała nie mało zdziwiona Rose.
-Jak
to co? Dziś nie gram. Kibicuję siostrze.
-A
OTO I NOWA SZUKAJĄCA GRYFONÓW. POWITAJMY GORĄCO LILY POTTER! - na
trybunach rozległy się wiwaty. Olivia rozglądnęła się po
trybunach.
-Gdzie
Scorpius?- spytała Albusa.
-Masz
na myśli Malfoya? - spytała Rose.
-A
znasz innego Scorpiusa? Przecież to takie pospolite imię... -
powiedziała Olivia z sarkazmem.
-I
POWITAJMY DRUŻYNĘ KRUKONÓW!
-No
nie... -
-Właśnie...
-TO
JUŻ CAŁA DRUŻYNA KRUKONÓW! KAPITANOWIE PODAJĄ SOBIE RĘCE...
-To
gdzie on jest? - spytała Olivia niecierpliwie.
-Nie
wiem. - odpowiedział Al.
-PROSZĘ
PAŃSTWA I WYSTARTOWALI!
W
tym momencie ktoś zakrył Olivii oczy.
-Kto
to? - spytała Olivia zaskoczona.
-Zgadnij.
-Scorpius?
- spytała z uśmiechem.
-Skąd
wiedziałaś ? Psujesz najlepszą zabawę...
-Trzeba
było się nie odzywać.
-Skończcie
tą dziecinadę! Mecz się zaczął. - powiedziała Rose patrząc na
nich ze zdziwieniem.
-PIERWSZE
PUNKTY DLA DRUŻYNY GRYFFINDORU!
-No
co ty nie powiesz? - Scorpius wywrócił oczami.
-Skupcie
się na meczu! - krzyknął Albus.
-PIĘKNE
ZAGRANIE NASZEGO ULUBIONEGO KAPITANA DRUŻYNY GRYFONÓW!
-I
jedynego kapitana!!! - krzyknął James przelatując nad trybunami.
-Ale
my jesteśmy bardzo skupieni. - powiedziała Olivia.
-Oni
dwoje to za dużo... - mruknął Albus.
-Mówiłeś
coś? - zapytała podejrzliwie Olivia.
-Nieee...
-KRUKONI
ZDOBYWAJĄ PIERWSZE PUNKTY!
-A
było tak pięknie... - załamał się Al.
-Przecież
wygrywamy! - stwierdziła Rose.
-CZY
TO BYŁ ZNICZ?! PANNA POTTER JUŻ LECI W STRONĘ ZŁOTEJ PIŁECZKI!
SZUKAJĄCY KRUKONÓW WKRACZA DO AKCJI!
-Dajesz
Lilka! - krzyknęła Olivia. Wszyscy wstrzymali oddech. Nagle trybuny
wypełniły oklaski i wiwaty.
-PROSZĘ
PAŃSTAWA LILY POTTER ZŁAPAŁA ZNICZA TO CHYBA NAJKRÓTSZY MECZ W
HISTORII HOGWARTU! GRYFFINDOR WYGRAŁ MECZ!
Ciężko
opisać to co się stało później. Gryfoni oszaleli. Wszyscy
chcieli gratulować nowej szukającej. W całym tym hałasie ktoś
rzucił hasło „Impreza w pokoju wspólnym!!!” Wszyscy chętnie
na to przystanęli. Ktoś przemycił nawet Ognistą Whisky na
imprezę. Nic dziwnego więc, że niektórzy jej nie pamiętają.
Lily była w centrum zainteresowania. Każdy chciał z nią zamienić
chociaż jedno słowo. Olivia wolała trzyma się na uboczu. Gdzieś
mignęli jej Albus i Scorpius. Jednak zanim by do nich dotarła
minęło by sporo czasu. Chwilę później sami ją znaleźli.
-Czemu
się nie bawisz ? - spytał Al. - Nie zamulaj tak...
-Jakoś
nie mam ochoty na zabawę.
-No
chodź chociaż potańczyć... - powiedział Scor. - Twoja
przyjaciółka pobiła rekord w quidditchu, trzeba to uczcić!
-Niech
ci będzie... Ale tylko jeden taniec.
-Obiecuję,
że więcej nie zakłócę twojego spokoju. - powiedział Scorpius z
uśmiechem. Doprawdy z takim wyrazem twarzy i ręką na sercu
wyglądał komicznie. Wziął Olivię za rękę i poszli na parkiet.
Wbrew zapewnieniom na jednym tańcu się nie skończyło. Około
trzeciej w nocy Olivia zasnęła w swoim dormitorium.
*
* *
Gdzie
ja jestem? Co ja tu robię? Przecież byłam w swoim pokoju? Była
impreza... Czemu leżę na ziemi? Ciemno tu... To chyba las... Drzewa
przysłaniają niebo. Jak daleko jestem od Hogwartu? Muszę wstać.
Tam się coś świeci. Jestem tylko w piżamie. Nie mam nawet butów.
Zimno mi. To jakaś polana. Na środku jest jezioro. To ono tak
błyszczało. Pochylam się nad wodą. Chce krzyczeć, ale
przypominam sobie, że jest noc w lesie, nie wiadomo co tu jest. Mam
przeciętą wargę, a moje włosy są zlepione krwią. Boję się.
Biegnę przed siebie. Byle jak najdalej, od tego kogoś, czy czegoś
co mi to zrobiło. Nagle słyszę hałas. Oślepia mnie jakieś
światło. Upadam. Spadam w dół...
*
* *
Olivia
obudziła się z krzykiem.
-Na
Merlina! Co to było? - spytała sama siebie. Spojrzała na zegarek,
dochodziła dziesiąta.
-No
to sobie pospałam... Dobrze, że dzisiaj niedziela... - mruknęła
pod nosem. Podeszła do lustra.
-Muszę
zabić Scora... To brzmi jak dobry plan... Nigdy więcej nie dam mu
się wyciągnąć na parkiet...
Wzięła
szczotkę i zaczęła rozczesywać swoje gęste loki, które w tej
chwili były naprawdę poplątane.
-Do
czego tu w ogóle doszło... Gadam sama do siebie...
Podeszła
do okna. Spojrzała w stronę jeziora.
-O
Lily jest na błoniach. Dobra, Olivia, stop. Przestań gadać sama do
siebie, to niezdrowe.
Ubrała
się i pobiegła na dwór.
*
* *
Lily
od rana spędzała czas na błoniach. Siedziała owinięta w koc
opierając się o drzewo. Robiła zadanie z historii magii, a raczej
próbowała je robić, bo jej myśli wciąż krążyły wokół
wczorajszego meczu i późniejszemu przyjęciu. Z dala zauważyła
biegnącą Olivię.
-O!
Wstałaś już? - spytała Lily.
-No
jak widać. - powiedziała Olivia. - Do której siedziałaś na
imprezie?
-A
bo ja wiem... Nie patrzyłam na zegarek... - Olivia roześmiała się.
-Gwiazdka
quidditcha była zbyt zajęta rozdawaniem autografów.
-Niepraaaawda.....
- Olivia uniosła jedną brew. - No może trochę.... - Brew
powędrowała jeszcze wyżej – No dobra. Masz rację.
-Ha!
Widziałam.
-Ale
ty wczoraj też nie próżnowałaś... Cały czas widziałam cię na
parkiecie...
-Ehh...
Weź mi nawet nie przypominaj... Stopy mnie bolą do tej pory. -
powiedziała Olivia z uśmiechem. Mimo tego co mówiła, było
wiadome, że bardzo miło wspomina ostatni wieczór.
-Weź
tak nie stój, siadaj! - powiedziała Lily i przesunęła się, aby
Olivia mogła usiąść obok. Olivia zerknęła na pracę rudowłosej.
-Benref
Brodaty był goblinem nie olbrzymem...
-Oj
tam, nieważne. Mała różnica...
-Taaa...
Szczególnie we wzroście. W ogóle co to za imię – Benref?
-Nie
wiem, ale mi osobiście kojarzy się z jakąś chorobą... -
powiedziała Lily. Błonia wypełnił radosny śmiech obu dziewcząt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz