czwartek, 7 kwietnia 2016

Rozdział 7: Wymiana


Deszczowa, październikowa pogoda sprzyjająca przeziębieniom pojawiła się wraz z początkiem tygodnia i wydawało się, że nie prędko opuści teren zamku. Błonia stawały się coraz bardziej kolorowe, a niektóre drzewa już całkiem straciły swe liście. Uczniowie coraz częściej opuszczali okolice jeziora na rzecz miłej pogawędki przy kominku.

Lily po męczącym treningu Quidditcha z przyjemnością szła do ciepłego zamku na obiad. Chris ich niesamowicie męczył. Pierwszy mecz, Gryffindor przeciwko Ravenclaw, miał odbyć się na początku listopada. Weszła do Wielkiej Sali. Ogarnęło ją przyjemne ciepło. Usiadła koło Olivii która czytała jakąś książkę. Coraz bardziej przypominała jej Rose. Istny mól książkowy.

-Co czytasz? – spytała. Olivia spojrzała na nią znad książki.

-Książkę. - powiedziała. Lily wywróciła oczami.

-Nie zgadłabym. - powiedziała ironicznie. - A o czym?

-O przygodach twojego taty. - Lily zerknęła na okładkę.

-Aaa. Trzeba było tak od razu. Po co to czytasz? - Olivia wzruszyła ramionami.

-Nudzi mi się.

-Cześć! - do ich stołu przysiadł się Albus.

-Gdzie masz Scorpiusa? - spytała Lily od niechcenia. Powoli chyba zaczynała akceptować przywódcę ślizgonów w swoim towarzystwie.

-Siedzi ze ślizgonami. - Albus trochę się skrzywił.

-Tak właściwie to ty możesz tak do nas siadać? - zaciekawiła się Olivia.

-W sumie to nie powinienem, ale i tak pewnie nikt nie zauważy. - uśmiechnął się Albus biorąc jabłko do ręki. Dziewczyny roześmiały się.

-Nudno tu... - Rodzeństwo spojrzało na nią zaciekawione. - No bo wasi rodzice mieli takie wspaniałe życie w Hogwarcie. No wiecie Komnata Tajemnic, walka z bazyliszkiem, dementorami, śmierciożercami, Voldemortem, stworzenie GD i tak dalej. W porównaniu z ich przygodami to my mamy tu strasznie nudno. - Lily i Al spojrzeli na przyjaciółkę zdziwionym spojrzeniem. Zawsze mieli ją za uprzejmą, grzeczną i spokojną dziewczynkę, która nie łamie regulaminu. A tu proszę jaka niespodzianka! - No nie patrzcie tak na mnie! Nie jestem typem dziewczyny, która lubi siedzieć cichutko w swoim pokoju i nic nie robić! - Al i Lily zaczęli się śmiać. - O co wam chodzi? To źle?

-Nie! - krzyknął natychmiast Albus. - Tylko zawsze mieliśmy cię za grzeczną i spokojną. A tu proszę! Poszukiwaczka przygód! Naprawdę pasujesz do naszej paczki! - Olivia uśmiechnęła się. To było miłe. Już miała coś powiedzieć, ale dyrektorka McGonagall wstała z miejsca. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w jej stronę.

-Drodzy uczniowie! Proszę na chwilę o uwagę! - powiedziała magicznie głośniejszym głosem. - Ministerstwo Magii i dział edukacji zgłosiło naszą szkołę do dwuletniej Międzynarodowej Wymiany Młodego Pokolenia Czarodziejów – rozległy się oklaski. Dyrektorka kontynuowała. - Do końca tego tygodnia musimy wybrać dwunastu reprezentantów naszej szkoły. Zainteresowanych proszę zgłosić się do opiekunów swojego domu i wpisać na listę. Należy także pamiętać, że udział w wymianie nie zwalnia z egzaminów. - kilka osób jęknęło. - Więcej informacji znajdziecie u opiekunów. Możecie wracać do posiłku. - Dyrektorka usiadła na swoje miejsce. Jednak Al, Lily i Olivia nie byli już głodni. Ruszyli w stronę gabinetu profesora Nevilla.

-O co chodzi z tą wyminą? - spytała Olivia. - Gadajcie co wiecie! - krzyknęła widząc ich uśmiechy.

-Nie wiemy za wiele. Podsłuchaliśmy w wakacje rozmowę taty z Ministrem Magii. Mieli coś takiego zorganizować. - powiedział Albus.

-Głównie chodzi o zaprzyjaźnienie się z innymi narodowościami. To nie jest zwykła wymiana. Trochę bardziej przypomina to turniej. Raz na miesiąc organizuje się kilkudniowe wyjazdy. Każdy z nich do innej szkoły biorącej udział w wymianie. - dopowiedziała Lily.

-Każda szkoła przygotowuję dla uczestników jakieś zadanie w trakcie którego zdobywa się punkty. Odpadają dwie szkoły z najmniejszą liczbą punktów. Takie zadanie trwa dwa-trzy dni. Pozostałe dni to zwykła integracja.

-Ponoć chcieli takie wymiany organizować co dwa lata! No wiesz dwa lata wymiany, dwa przerwy i znowu dwa lata wymiany. Bomba! Prawda?

-No! Jest super. No to co wchodzimy? - spytała Olivia. Albus i Lily byli tak zajęci, że nawet nie zauważyli, że stoją przed gabinetem profesora.

-Ja nie mogę. To nie mój opiekun. Idźcie ja poczekam. - powiedział Al. Olivia zapukała.

-Proszę! - rozległ się głos ze środka gabinetu. - O! Witajcie!

-Dzień dobry profesorze! - powiedziała wesoło Lily. - My przyszłyśmy w sprawie wymiany...

-A tak wymiana... Spodziewałem się was tutaj. Usiądźcie – wskazał ręką na dwa fotele stojące przed biurkiem. - A więc, jak już zapewne wiecie, wymiana odbywa się ze szkołami magii z całego świata. Oprócz zwykłej integracji będzie posiadać elementy turniejowe, więc rozumiecie chyba, że wasze umiejętności będą sprawdzane i spośród wszystkich osób wpisanych na listę wybierzemy dwanaście najzdolniejszych. Pracować będziecie różnie, raz zadania będą wymagały grupowej, a raz samodzielnej pracy. Sprawdzana będzie wiedza zarówno teoretyczna, jak i praktyczna.

-Są jakieś ograniczenia wiekowe? - spytała Olivia.

-Są dwa przedziały wiekowe. Wybieramy sześć osób uczęszczających na 1 – 3 rok i sześć osób uczęszczających na 4 – 6 rok. Niestety związku z tym, że projekt trwa dwa lata to studenci 7 roku nie mogą brać w nim udziału. Ale ostrzegam was też, że studenci pierwszego roku rzadko przechodzą eliminację do tego typów projektów.

-Chcemy się zapisać na listę.

-Jesteście pewne, że dacie sobie radę?

-Razem z Lily stwierdziłyśmy, że jeśli zapiszemy się teraz to będziemy mogły wziąć niej udział też w następnej. - powiedział Olivia.

-Rozumiem, ale mimo to uważam, że jesteście za młode i zbyt niedoświadczone, w porównaniu do starszych aby przejść eliminacje.

-Ale my umiemy więcej, niż niektórzy starsi uczniowie. - powiedziała Lily. Była cała czerwona ze złości. Nie cierpiała jak ktoś wypominał jej, że jest mała.

-No dobrze zobaczymy. Wpiszę was na listę - Lily już chciała coś odpowiedzieć, ale powstrzymała ją Olivia.

-Jeszcze się pan zdziwi jak weźmiemy udział w wymianie. - powiedziała wpisując się na listę. - I jeszcze będziemy najlepsze! - oznajmiła na odchodnym. Olivia wbrew wszystkiemu co o niej sądzili miała niezły temperament, ale , w przeciwieństwie do Lily, zazwyczaj wiedziała kiedy należy się zamknąć. Jednak i tak nikt nie ma prawa się jej sprzeciwiać. Jak coś postanowi ma tak być. Wyciągnęła czerwoną Lily z sali kiedy ta wpisała się na listę.

-Za młoda! - mruczała Lily pod nosem. - Za młoda! Za mało doświadczona!

-A tej co się stało? - spytał Albus.

-Małe załamanie nerwowe.

-Nie mam żadnego załamania nerwowego! - krzyknęła.

-Właśnie widzę. - powiedział Al.

-Czy uważasz, że jesteśmy za młode na udział w tej wymianie? - spytała. Albus się zastanowił.

-W sumie to tak, ale ja jestem tylko rok starszy więc powiem, że nie.

-Głupek! - stwierdziła Lily.

-Czyli o to poszło? - Olivia potwierdziła kiwając głową.

-Profesor uważa, że jesteśmy za młode i za mało umiemy. Ale ja mam plan. Zobaczycie jeszcze będziemy w czołówce.

-A jak chcesz to niby zrobić. - spytał Al.

-Poprosimy o pomoc.

-Niby kogo? - spytała Lily.

-Rose, Jamesa, Freda, Lucasa, Molly, Lucy, Roxane. Al i Scorp też nam pomogą. - zaczęła wymieniać Olivia. - A nawet jeśli nikt nam nie pomoże, w co wątpię, to przecież poradzimy sobie same. - Lily westchnęła.

-No masz rację. Chociaż do tego raczej nie dojdzie bo moja rodzina jest bardzo pomocna. Jednak panią prefekt Molly radzę wykluczyć z pomocy.

-Dlaczego? - spytał Al. - Może być przydatna.

-No dobra, ale mamy tylko niecałe cztery dni. Dzisiaj jest poniedziałek, a w piątek zaczynają się eliminację. Nie wspominając o tym, że będą one z każdego przedmiotu!

-Damy radę tylko się uspokój. - przerwała jej Olivia.

-Ale ja jestem spokojna! - wrzasnęła Lily. Ludzie zaczęli się za nimi oglądać na korytarzu. Olivia i Albus spojrzeli na siebie zrezygnowani.

-Właśnie widzimy. - odpowiedzieli jednocześnie i ruszyli dalej korytarzem zostawiając Lily z sam na sam ze swoim stanem psychicznym.





* * *





Piękny zachód słońca. Niebo było tak wielobarwne, a otoczenie takie niesamowite. Jeszcze nigdy nie znajdowała się w tak cudownym miejscu. Miała na sobie piękną zwiewną suknie. Siedziała nad brzegiem srebrzystego jeziora. Jej ciemne loki powiewały na wietrze. Nagle powietrze zawirowało. Słońce zaszło. Zrobiło się ciemno. Nawet księżyc i gwiazdy nie dawały tak wspaniałego światła jak zazwyczaj. Nie miała przy sobie różdżki. Była sama... Nastała zaskakująca cisza. Tak cicha, że aż głośna. Nagle coś usłyszała. Jakieś głosy. Dziwnie znane. Kłócący się ludzie. Wytężyła słuch.

-Wiedziałaś, że to nastąpi! Wiedziałaś! - krzyczał głos męski.

-Tak! Wiedziałam! Ty też wiedziałeś! - krzyczała kobieta.

-Jak możesz mówić mi te rzeczy dopiero teraz! - krzyknął mężczyzna. Nie wiedziała o jakie „rzeczy” chodzi.

-Znienawidziłbyś mnie! Za coś na co nie miałam wpływu!

-I co myślałaś, że nigdy się nie dowiem?! Mówiłaś mi, że jesteś czarownicą, ale nic poza tym! Myślałaś, że nie dowiem się o twojej przeszłości?! Myślałaś może, że o niej też się nie dowiem?! O tym co potrafi?! O tym co może zrobić?!

-A co ona ma tu do rzeczy? Nie mieszaj w to naszej córki! To nie jej wina! - krzyk kobiety zmienił się w szloch. Teraz dopiero zrozumiała skąd znała te głosy. To byli jej rodzice. To oni się kłócili. W jej oku pojawiła się łza. Nie chciała dłużej tego słuchać. Przestała więc słuchać wszystkiego na około. Wyłączyła swoje zmysły. Już nic do niej nie docierało...Nic nie czuła...

Lily obudził krzyk Rose. Zerwała się z łóżka. Rose siedziała przy Olivii.

-Co się dzieję?

-Olivia dostała jakiegoś napadu. Cały czas się trzęsie. Krzyczała. Nie mogę jej obudzić. - Lily spojrzała na przyjaciółkę. Była spocona. Miał drgawki. Spod powiek spływały łzy. Ciężko oddychała. Potrząsnęła ją nic. Do Olivii nic nie docierało. Lily wpadła na pomysł. A może właśnie z braku pomysłów postanowiła to zrobić.

-Aquamentic – powiedziała wyciągając różdżkę. Obudziła się. Patrzyła wszędzie przerażonym wzrokiem. Nadal się trzęsła. Płakała...

-Już koniec. - powiedziała Rose uspokajającym tonem. - Ciii... To był tylko sen. Nic się nie stało. - Rose przytuliła Olivię. - Co ci się śniło?

-Rodzice... - opowiedziała swój sen.

-To tylko sen Olivia. Naprawdę nie ma się czym martwić. To tylko wymysły twojego umysłu. Jesteś po prostu zmęczona i pewnie tęsknisz za rodzicami. Wyobraźnia płata ci figle. - Olivia już się uspokoiła. Od godziny siedziała razem z Lily i Rose na jej łóżku. Przyjaciółki próbowały ją uspokoić. Mimo tego, że znały się krótko to były dla siebie jak siostry. Wspierały się. A w tej chwili Olivia bardzo potrzebowała wsparcia. Spały dzisiaj wszystkie razem. Rose i Lily chciały mieć pewność, że już wszystko będzie dobrze. Powoli wpadały w objęcia Morfeusza.

-Tylko widzisz Rose... - szepnęła Olivia. - Akurat moje sny nie są wytworem mojej wyobraźni. One zawsze są prawdziwe. - Rose jednak nie usłyszała już tego wyznania. Jednak Olivia mówiła prawdę. Jej sny były wizjami przeszłości. Czasem także przyszłości. Dziewczyny nie miały pojęcia, że niedługo Olivia będzie potrzebowała wsparcia tak jak nigdy... Hogwart pogrążył się we śnie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz