Deszczowa,
październikowa pogoda sprzyjająca przeziębieniom pojawiła się
wraz z początkiem tygodnia i wydawało się, że nie prędko opuści
teren zamku. Błonia stawały się coraz bardziej kolorowe, a
niektóre drzewa już całkiem straciły swe liście. Uczniowie coraz
częściej opuszczali okolice jeziora na rzecz miłej pogawędki przy
kominku.
Lily
po męczącym treningu Quidditcha z przyjemnością szła do ciepłego
zamku na obiad. Chris ich niesamowicie męczył. Pierwszy mecz,
Gryffindor przeciwko Ravenclaw, miał odbyć się na początku
listopada. Weszła do Wielkiej Sali. Ogarnęło ją przyjemne ciepło.
Usiadła koło Olivii która czytała jakąś książkę. Coraz
bardziej przypominała jej Rose. Istny mól książkowy.
-Co
czytasz? – spytała. Olivia spojrzała na nią znad książki.
-Książkę.
- powiedziała. Lily wywróciła oczami.
-Nie
zgadłabym. - powiedziała ironicznie. - A o czym?
-O
przygodach twojego taty. - Lily zerknęła na okładkę.
-Aaa.
Trzeba było tak od razu. Po co to czytasz? - Olivia wzruszyła
ramionami.
-Nudzi
mi się.
-Cześć!
- do ich stołu przysiadł się Albus.
-Gdzie
masz Scorpiusa? - spytała Lily od niechcenia. Powoli chyba zaczynała
akceptować przywódcę ślizgonów w swoim towarzystwie.
-Siedzi
ze ślizgonami. - Albus trochę się skrzywił.
-Tak
właściwie to ty możesz tak do nas siadać? - zaciekawiła się
Olivia.
-W
sumie to nie powinienem, ale i tak pewnie nikt nie zauważy. -
uśmiechnął się Albus biorąc jabłko do ręki. Dziewczyny
roześmiały się.
-Nudno
tu... - Rodzeństwo spojrzało na nią zaciekawione. - No bo wasi
rodzice mieli takie wspaniałe życie w Hogwarcie. No wiecie Komnata
Tajemnic, walka z bazyliszkiem, dementorami, śmierciożercami,
Voldemortem, stworzenie GD i tak dalej. W porównaniu z ich
przygodami to my mamy tu strasznie nudno. - Lily i Al spojrzeli na
przyjaciółkę zdziwionym spojrzeniem. Zawsze mieli ją za uprzejmą,
grzeczną i spokojną dziewczynkę, która nie łamie regulaminu. A
tu proszę jaka niespodzianka! - No nie patrzcie tak na mnie! Nie
jestem typem dziewczyny, która lubi siedzieć cichutko w swoim
pokoju i nic nie robić! - Al i Lily zaczęli się śmiać. - O co
wam chodzi? To źle?
-Nie!
- krzyknął natychmiast Albus. - Tylko zawsze mieliśmy cię za
grzeczną i spokojną. A tu proszę! Poszukiwaczka przygód! Naprawdę
pasujesz do naszej paczki! - Olivia uśmiechnęła się. To było
miłe. Już miała coś powiedzieć, ale dyrektorka McGonagall wstała
z miejsca. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w jej stronę.
-Drodzy
uczniowie! Proszę na chwilę o uwagę! - powiedziała magicznie
głośniejszym głosem. - Ministerstwo Magii i dział edukacji
zgłosiło naszą szkołę do dwuletniej Międzynarodowej Wymiany
Młodego Pokolenia Czarodziejów – rozległy się oklaski.
Dyrektorka kontynuowała. - Do końca tego tygodnia musimy wybrać
dwunastu reprezentantów naszej szkoły. Zainteresowanych proszę
zgłosić się do opiekunów swojego domu i wpisać na listę. Należy
także pamiętać, że udział w wymianie nie zwalnia z egzaminów. -
kilka osób jęknęło. - Więcej informacji znajdziecie u opiekunów.
Możecie wracać do posiłku. - Dyrektorka usiadła na swoje miejsce.
Jednak Al, Lily i Olivia nie byli już głodni. Ruszyli w stronę
gabinetu profesora Nevilla.
-O
co chodzi z tą wyminą? - spytała Olivia. - Gadajcie co wiecie! -
krzyknęła widząc ich uśmiechy.
-Nie
wiemy za wiele. Podsłuchaliśmy w wakacje rozmowę taty z Ministrem
Magii. Mieli coś takiego zorganizować. - powiedział Albus.
-Głównie
chodzi o zaprzyjaźnienie się z innymi narodowościami. To nie jest
zwykła wymiana. Trochę bardziej przypomina to turniej. Raz na
miesiąc organizuje się kilkudniowe wyjazdy. Każdy z nich do innej
szkoły biorącej udział w wymianie. - dopowiedziała Lily.
-Każda
szkoła przygotowuję dla uczestników jakieś zadanie w trakcie
którego zdobywa się punkty. Odpadają dwie szkoły z najmniejszą
liczbą punktów. Takie zadanie trwa dwa-trzy dni. Pozostałe dni to
zwykła integracja.
-Ponoć
chcieli takie wymiany organizować co dwa lata! No wiesz dwa lata
wymiany, dwa przerwy i znowu dwa lata wymiany. Bomba! Prawda?
-No!
Jest super. No to co wchodzimy? - spytała Olivia. Albus i Lily byli
tak zajęci, że nawet nie zauważyli, że stoją przed gabinetem
profesora.
-Ja
nie mogę. To nie mój opiekun. Idźcie ja poczekam. - powiedział
Al. Olivia zapukała.
-Proszę!
- rozległ się głos ze środka gabinetu. - O! Witajcie!
-Dzień
dobry profesorze! - powiedziała wesoło Lily. - My przyszłyśmy w
sprawie wymiany...
-A
tak wymiana... Spodziewałem się was tutaj. Usiądźcie – wskazał
ręką na dwa fotele stojące przed biurkiem. - A więc, jak już
zapewne wiecie, wymiana odbywa się ze szkołami magii z całego
świata. Oprócz zwykłej integracji będzie posiadać elementy
turniejowe, więc rozumiecie chyba, że wasze umiejętności będą
sprawdzane i spośród wszystkich osób wpisanych na listę
wybierzemy dwanaście najzdolniejszych. Pracować będziecie różnie,
raz zadania będą wymagały grupowej, a raz samodzielnej pracy.
Sprawdzana będzie wiedza zarówno teoretyczna, jak i praktyczna.
-Są
jakieś ograniczenia wiekowe? - spytała Olivia.
-Są
dwa przedziały wiekowe. Wybieramy sześć osób uczęszczających na
1 – 3 rok i sześć osób uczęszczających na 4 – 6 rok.
Niestety związku z tym, że projekt trwa dwa lata to studenci 7 roku
nie mogą brać w nim udziału. Ale ostrzegam was też, że studenci
pierwszego roku rzadko przechodzą eliminację do tego typów
projektów.
-Chcemy
się zapisać na listę.
-Jesteście
pewne, że dacie sobie radę?
-Razem
z Lily stwierdziłyśmy, że jeśli zapiszemy się teraz to będziemy
mogły wziąć niej udział też w następnej. - powiedział Olivia.
-Rozumiem,
ale mimo to uważam, że jesteście za młode i zbyt niedoświadczone,
w porównaniu do starszych aby przejść eliminacje.
-Ale
my umiemy więcej, niż niektórzy starsi uczniowie. - powiedziała
Lily. Była cała czerwona ze złości. Nie cierpiała jak ktoś
wypominał jej, że jest mała.
-No
dobrze zobaczymy. Wpiszę was na listę - Lily już chciała coś
odpowiedzieć, ale powstrzymała ją Olivia.
-Jeszcze
się pan zdziwi jak weźmiemy udział w wymianie. - powiedziała
wpisując się na listę. - I jeszcze będziemy najlepsze! -
oznajmiła na odchodnym. Olivia wbrew wszystkiemu co o niej sądzili
miała niezły temperament, ale , w przeciwieństwie do Lily,
zazwyczaj wiedziała kiedy należy się zamknąć. Jednak i tak nikt
nie ma prawa się jej sprzeciwiać. Jak coś postanowi ma tak być.
Wyciągnęła czerwoną Lily z sali kiedy ta wpisała się na listę.
-Za
młoda! - mruczała Lily pod nosem. - Za młoda! Za mało
doświadczona!
-A
tej co się stało? - spytał Albus.
-Małe
załamanie nerwowe.
-Nie
mam żadnego załamania nerwowego! - krzyknęła.
-Właśnie
widzę. - powiedział Al.
-Czy
uważasz, że jesteśmy za młode na udział w tej wymianie? -
spytała. Albus się zastanowił.
-W
sumie to tak, ale ja jestem tylko rok starszy więc powiem, że nie.
-Głupek!
- stwierdziła Lily.
-Czyli
o to poszło? - Olivia potwierdziła kiwając głową.
-Profesor
uważa, że jesteśmy za młode i za mało umiemy. Ale ja mam plan.
Zobaczycie jeszcze będziemy w czołówce.
-A
jak chcesz to niby zrobić. - spytał Al.
-Poprosimy
o pomoc.
-Niby
kogo? - spytała Lily.
-Rose,
Jamesa, Freda, Lucasa, Molly, Lucy, Roxane. Al i Scorp też nam
pomogą. - zaczęła wymieniać Olivia. - A nawet jeśli nikt nam nie
pomoże, w co wątpię, to przecież poradzimy sobie same. - Lily
westchnęła.
-No
masz rację. Chociaż do tego raczej nie dojdzie bo moja rodzina jest
bardzo pomocna. Jednak panią prefekt Molly radzę wykluczyć z
pomocy.
-Dlaczego?
- spytał Al. - Może być przydatna.
-No
dobra, ale mamy tylko niecałe cztery dni. Dzisiaj jest poniedziałek,
a w piątek zaczynają się eliminację. Nie wspominając o tym, że
będą one z każdego przedmiotu!
-Damy
radę tylko się uspokój. - przerwała jej Olivia.
-Ale
ja jestem spokojna! - wrzasnęła Lily. Ludzie zaczęli się za nimi
oglądać na korytarzu. Olivia i Albus spojrzeli na siebie
zrezygnowani.
-Właśnie
widzimy. - odpowiedzieli jednocześnie i ruszyli dalej korytarzem
zostawiając Lily z sam na sam ze swoim stanem psychicznym.
*
* *
Piękny
zachód słońca. Niebo było tak wielobarwne, a otoczenie takie
niesamowite. Jeszcze nigdy nie znajdowała się w tak cudownym
miejscu. Miała na sobie piękną zwiewną suknie. Siedziała nad
brzegiem srebrzystego jeziora. Jej ciemne loki powiewały na wietrze.
Nagle powietrze zawirowało. Słońce zaszło. Zrobiło się ciemno.
Nawet księżyc i gwiazdy nie dawały tak wspaniałego światła jak
zazwyczaj. Nie miała przy sobie różdżki. Była sama... Nastała
zaskakująca cisza. Tak cicha, że aż głośna. Nagle coś
usłyszała. Jakieś głosy. Dziwnie znane. Kłócący się ludzie.
Wytężyła słuch.
-Wiedziałaś,
że to nastąpi! Wiedziałaś! - krzyczał głos męski.
-Tak!
Wiedziałam! Ty też wiedziałeś! - krzyczała kobieta.
-Jak
możesz mówić mi te rzeczy dopiero teraz! - krzyknął mężczyzna.
Nie wiedziała o jakie „rzeczy” chodzi.
-Znienawidziłbyś
mnie! Za coś na co nie miałam wpływu!
-I
co myślałaś, że nigdy się nie dowiem?! Mówiłaś mi, że jesteś
czarownicą, ale nic poza tym! Myślałaś, że nie dowiem się o
twojej przeszłości?! Myślałaś może, że o niej też się nie
dowiem?! O tym co potrafi?! O tym co może zrobić?!
-A
co ona ma tu do rzeczy? Nie mieszaj w to naszej córki! To nie jej
wina! - krzyk kobiety zmienił się w szloch. Teraz dopiero
zrozumiała skąd znała te głosy. To byli jej rodzice. To oni się
kłócili. W jej oku pojawiła się łza. Nie chciała dłużej tego
słuchać. Przestała więc słuchać wszystkiego na około.
Wyłączyła swoje zmysły. Już nic do niej nie docierało...Nic nie
czuła...
Lily
obudził krzyk Rose. Zerwała się z łóżka. Rose siedziała przy
Olivii.
-Co
się dzieję?
-Olivia
dostała jakiegoś napadu. Cały czas się trzęsie. Krzyczała. Nie
mogę jej obudzić. - Lily spojrzała na przyjaciółkę. Była
spocona. Miał drgawki. Spod powiek spływały łzy. Ciężko
oddychała. Potrząsnęła ją nic. Do Olivii nic nie docierało.
Lily wpadła na pomysł. A może właśnie z braku pomysłów
postanowiła to zrobić.
-Aquamentic
– powiedziała wyciągając różdżkę. Obudziła się. Patrzyła
wszędzie przerażonym wzrokiem. Nadal się trzęsła. Płakała...
-Już
koniec. - powiedziała Rose uspokajającym tonem. - Ciii... To był
tylko sen. Nic się nie stało. - Rose przytuliła Olivię. - Co ci
się śniło?
-Rodzice...
- opowiedziała swój sen.
-To
tylko sen Olivia. Naprawdę nie ma się czym martwić. To tylko
wymysły twojego umysłu. Jesteś po prostu zmęczona i pewnie
tęsknisz za rodzicami. Wyobraźnia płata ci figle. - Olivia już
się uspokoiła. Od godziny siedziała razem z Lily i Rose na jej
łóżku. Przyjaciółki próbowały ją uspokoić. Mimo tego, że
znały się krótko to były dla siebie jak siostry. Wspierały się.
A w tej chwili Olivia bardzo potrzebowała wsparcia. Spały dzisiaj
wszystkie razem. Rose i Lily chciały mieć pewność, że już
wszystko będzie dobrze. Powoli wpadały w objęcia Morfeusza.
-Tylko
widzisz Rose... - szepnęła Olivia. - Akurat moje sny nie są
wytworem mojej wyobraźni. One zawsze są prawdziwe. - Rose jednak
nie usłyszała już tego wyznania. Jednak Olivia mówiła prawdę.
Jej sny były wizjami przeszłości. Czasem także przyszłości.
Dziewczyny nie miały pojęcia, że niedługo Olivia będzie
potrzebowała wsparcia tak jak nigdy... Hogwart pogrążył się we
śnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz