Olivia
po raz pierwszy od wielu dni się wyspała. Prawdopodobnie jej
organizm był już tak zmęczony, że nie miał siły tworzyć nowych
koszmarów, bo obudziła się dopiero następnego dnia rano. Co
prawda o szóstej, a nie jak to wcześniej miała w zwyczaju o ósmej,
czy dziewiątej, ale i tak było widać postęp.
Lily
obudziła się i zastała Olivię rysującą coś w szkicowniku. Obok
leżał pamiętnik. Lily odetchnęła z ulgą – przyjaciółka
wyglądała na wyspaną.
-Co
rysujesz? - spytała zerkając na rysunek.
-Reprezentacje
Hogwartu. Naszą szóstkę już narysowałam – wskazała na rysunek
leżący obok. - Ala się nie czepiaj nie umiem narysować mu tych
okularów. Miny Scorpiusa też proszę nie komentować. - Lily
jeszcze raz popatrzyła na rysunek i wybuchła śmiechem.
-A
teraz co rysujesz? - spytała.
-No
pozostałą szóstkę. Tylko zapomniałam jak David ma na nazwisko...
No wiesz, ten krukon z szóstego roku... - Lily spojrzała jeszcze
raz ponad ramieniem koleżanki i znów wybuchła śmiechem. Każda
osoba była podpisana. Pod postacią Davida widniał napis: David
Ja-Kiś-Tam.
-Ja-Kiś-Tam?
- spytała Lily spomiędzy salw śmiechu.
-Tak!
Dokładnie! - odpowiedziała Olivia także się uśmiechając.
Z
uśmiechem na ustach ruszyły na śniadanie. Dobry humor znikł
jednak już po kilku metrach. Co chwila ktoś rzucał im pogardliwe
spojrzenie czy uwagę dotyczącą wymiany. Wiele osób sądziło, że
rodzina Lily maczała w tym palce. Może i mieli powody , by to
podejrzewać, bo w sumie ponad połowa kadry, była ze sobą
spokrewniona, ale one na pewno nie maczały w tym palców. Tylko
kilka osób (głównie ich rodzina i gryffindor) szczerze im
gratulowali.
*
* *
Usiadły
przy stole Gryffindoru. Zaraz poleciały gratulacje. Jak na tak
wczesną porę w sali siedziało sporo uczniów. Olivia nałożyła
sobie smacznie wyglądający budyń czekoladowy. Lily zdecydowała
się na zwykłą kanapkę. Po paru minutach na podest weszła
dyrektorka. Uczniowie stwierdzili, że to staje się już na porządku
dziennym.
-Proszę
wszystkich o uwagę! Ze względu na zbliżające się uroczystości
pozwolę sobie na krótką przemowę. - dyrektorka rozwinęła zwój
pergaminu.
-Już
widzę jaka ta przemowa będzie krótka... -jęknął James
-Jutro
świętujemy Noc Duchów. Z tej okazji odbędzie się wieczorna
uczta, a zajęcia na ten dzień ogłaszam za zawieszone od godziny
dwunastej. - kontynuowała dyrektorka. - W sobotę odbędzie się
mecz quidditcha Gryffindoru i Ravenclawu. Odbędzie się on na
stadionie o godzinie jedenastej. Wracając do tematu turnieju jeszcze
raz gratuluje wszystkim reprezentantom i ogłaszam iż – tu zrobiła
kwaśną minę. - w niedziele odbędzie się konferencja prasowa.
Reprezentantów zapraszam o czternastej do Wielkiej Sali. Dziękuję
za uwagę.
Dziewczyny
zaniemówiły.
-Konferencja
prasowa? Ale... Jak? Kiedy? Co?! Ale... - zaczęła dukać Lily.
-Jeju!
Lily Lunie Potter, największej gadule zabrakło słów! Zapiszę
sobie ten dzień w kalendarzu! - zaśmiał się Fred. Lily rzuciła
mu nienawistne spojrzenie.
-Grabisz
sobie... - powiedziała.
-Dobra
ludzie spokojnie! Wszyscy jesteśmy zaskoczeni! - powiedział James.
Nagle Olivia wybuchła śmiechem. Wszyscy spojrzeli na nią
zdziwieni.
-Patrzcie
na minę Ala! - powiedziała z uśmiechem. Wszyscy spojrzeli w
kierunku stołu ślizgonów. Jeśli reakcja Lily ich zaskoczyła to
wyobraźcie sobie co pomyśleli na widok Albusa. Wyglądał na
bardzo, bardzo, ale to bardzo zaskoczonego. Powiedzmy szczerze –
wystąpienia publiczne nie były jego pasją, od czasu pewnego
wywiadu. To była raczej działka Jamesa. Al szczerze nienawidził
wszystkich wywiadów i konferencji – powiedzmy ogółem –
wystąpień publicznych. Jednak chcąc nie chcąc był synem
słynnego Harrego Pottera. Dziennikarze uwielbiali się wtrącać w
ich życie, nawet teraz. Al jeśli tylko mógł wykręcał się od
wszelkich wywiadów i konferencji. Jednak tym razem było to prawie
niemożliwe. Chciał czy nie – na tej konferencji musiał się
pojawić.
-Biedny!
- powiedziała Rose.
-Czemu?
- spytała Olivia
-Al
nie cierpi dziennikarzy, od czasu artykułu, który pojawił się
zaraz po tym jak trafił do Slytherinu. No wiesz, pierwsza strona,
wielkie zdjęcie, a później ludzie obrażający cię na każdym
kroku i plotkujący za twoimi plecami. - James się skrzywił. -
Teraz unika wywiadów jak ognia, a jeśli już do jakiegoś dojdzie,
jest tak zawstydzony i speszony, że tylko niewyraźnie mówi coś
pod nosem i stara się odbiec od tematu.
-Trzeba
mu pomóc. - powiedziała Olivia. Inni popatrzyli na nią pytająco.
- No bo wyobraźcie sobie taką sytuacje! Przecież on się spali ze
wstydu! - chcąc nie chcąc, musieli się z nią zgodzić. Nawet
jeśli miewali większe i mniejsze spięcia, jak to z rodzeństwem
bywa, to jednak nie chcieli żeby skompromitował się publicznie.
-Uważam,
że ta cała konferencja to przesada. - powiedziała Lily. James
przeciągnął się i spojrzał na nią łobuzerskim spojrzeniem.
-No
co ty siostra? Może być całkiem zabawnie... - Lily pokręciła
głową z niezadowoleniem.
-Konferencja.
Z czym ci się to kojarzy? Mi z mnóstwem wścibskich dziennikarzy,
niewygodnymi pytaniami i oślepiającymi fleszami. Gdzie tu zabawa?
Każda najmniejsza pomyłka, informacja trafi do wszystkich możliwych
gazet. Jeśli źle ułożę włosy trafię na okładkę wszystkich
plotkarskich magazynów z wielkim nagłówkiem „panna Potter
powinna sobie znaleźć nowego fryzjera” .- stwierdziła.
-Ty
trafisz na okładkę plotkarskich magazynów a ja na okładkę
„Czarownicy”. - powiedział James z uśmiechem. Lily prychnęła.
-„Czarownica”
to też plotkarski magazyn...
-Dobra
wasza wymiana zdań jest bardzo interesująca, lecz lepiej wymyślcie
jak pomóc Alowi. - wtrąciła się Olivia.
-W
czym chcecie mi pomóc? - usłyszeli głos Albusa. Wzrok wszystkich
skupił się na Olivii. A ona to co? Kim ona jest, że musi wszystko
wszystkim tłumaczyć?
-Stwierdziliśmy,
że przydałoby ci.... Nauczyć się rozmawiać z dziennikarzami. -
powiedziała prosto z mostu. Olivia taka właśnie była.
Tajemnicza, nie owijająca w bawełnę, nieprzewidywalna. Najbardziej
brakowało jej pewności siebie, ale to już inna bajka...
-A
dlaczego twierdzicie, że potrzebna jest mi pomoc? - spytał Albus
spokojnie. Zbyt spokojnie. - Nie jestem małym dzieckiem! Poradzę
sobie sam! Żadna małolata nie będzie mi radzić! - słysząc te
słowa, Lily wstała, cała czerwona ze złości, jednak zatrzymała
ją ręka Olivii. Dopóki się nie odezwała nie było widać, że
poruszyły ją słowa Albusa.
-Dla
twojej wiadomości, chociaż nie wiem czy twój tępy mózg to
przyjmie, jestem tylko rok od ciebie młodsza. Chcesz się
skompromitować? Proszę bardzo. Nie przychodź tylko później z
płaczem, gdy konferencja ukaże się w gazetach. Chcieliśmy ci
pomóc, ale skoro twierdzisz, że sam sobie poradzisz... - mówiąc
to wstała od stołu. Wszyscy zrozumieli, że za karę Albus nie
otrzyma pomocy od nikogo. Olivia wyszła z Wielkiej Sali.
-Przesadziłeś
Al. - powiedział Hugo podążając za Olivią.
*
* *
[perspektywa
Albusa]
No
jasne, to ja jestem ten zły... Że niby ona to taka święta... Się
znalazła ekspertka do spraw wystąpień publicznych! Znając życie
nie była na ani jednym! Co ona może wiedzieć o tym, jak to być
synem Harrego Pottera! Ja nie potrzebuję niczyjej pomocy. Dam sobie
radę sam. Nie tylko James może być gwiazdą. Ja też potrafię być
pewny siebie. Przecież ja zawsze jestem pewny siebie. Prawda?
Chociaż może jednak Olivia miała trochę racji... Może chociaż
nie chciałem przyjmować jej pomocy, to nie musiałem na nią, aż
tak naskakiwać... Chciała dobrze... I jeszcze powiedziała to
wszystko z takim spokojem i nieugiętością. Jej głos był taki
chłodny i bezuczuciowy, że wolałbym gdyby krzyczała.
Przesadziłem.
*
* *
Hugo
był dosyć ciekawą osobą w rodzinie Wesleyów. Nie odzywał się
bez potrzeby. Każda osoba znajdowała w nim oparcie. Umiał słuchać.
Znalazł Olivię siedzącą na schodach w jakimś tajnym przejściu.
Nawet nie wiedział, że je zna. Wpatrywała się w obraz
przedstawiający walczące czarownice. Nie była smutna, ani
rozgniewana. Nie było widać po niej żadnych emocji.
-Przesadził.
- powiedział Hugo. Olivia pokręciła głową.
-Wiek
w tym wypadku nie ma znaczenia. Był zły. Też bym była wkurzona.
Chce udowodnić, że potrafi sobie poradzić. Jest jednym z Potterów.
Z tego co zdążyłam zauważyć to posiadają oni niezły
temperament. Al poradzi sobie. - Hugo odetchnął z ulgą. Olivia nie
była Lily. Nie musiał jej teraz uspokajać. Różniły się od
siebie. No przynajmniej w większości. - Zabraniam komukolwiek mu
pomóc! - oznajmiła z pewnością w głosie. - Przekaż to
pozostałym.
-Dobrze
księżniczko. - powiedział Hugo rozbawiony. Olivia była
rozpieszczona i to było widać, roześmiała się.
-Sorry
Hugo... Nie jestem przyzwyczajona, że mogę ufać tylu ludziom.
-Czemu?
- Olivia machnęła ręką.
-Kiedyś
ci opowiem. - ruszyła w stronę salonu gryfonów. Hugo pokręcił
głową. Potrafiła w ciągu dwóch sekund zmienić swoje zachowanie
o 365 stopni.
*
* *
Nazajutrz
wszyscy z Gryffindoru wiedzieli o zakazie Olivii. Doprawdy Hugo umiał
roznosić wieści. Choć Olivia wiedziała, że pierwszą osobą
którą Al poprosi o pomoc będzie Scorpius. Mogła w sumie przekazać
mu wiadomość o zakazie, jednak chciała żeby Al miał jakiś punkt
oparcia. Chociaż nie łudźmy się, że Scor będzie umiał i chciał
mu pomóc. Mimo tego, że Al był jednym z niego, w sumie
nielicznych, przyjaciół to nie okazywał jakiś przejawów
braterskiej miłości i ograniczy się najwyżej do kilku rad. W ten
dzień miała się odbyć długo wyczekiwana uczta z okazji Nocy
Duchów. W zamku aż czuć było podekscytowanie. Hogwart
przystrojony był ozdobami. Pod sufitem Wielkiej Sali latały
nietoperze. Na korytarzach porozmieszczane były dyniowe lampiony i
różne inne ozdoby. Irytek znalazł nową zabawę – nakładanie
niczego nie spodziewającym się uczniom dynie na głowy. Równo z
wybiciem godziny dwunastej zakończyły się wszystkie zajęcia a
uczniowie udali się do swoich salonów. Wszyscy nie mogli się
doczekać uczty. Obiadu tego dnia miało nie być. Kolacja natomiast
była przyśpieszona o całe dwie godziny. Ponoć dyrektorka
szykowała jakąś niespodziankę. Po ostatnim. nie wiedzieli czy
mają się bać, czy cieszyć. Tak nie mogli się doczekać uczty, (A
może było to spowodowane głodem?) że do Wielkiej Sali ruszyli pół
godziny przed jej rozpoczęciem. O dziwo była otwarta. Usiedli na
swoich miejscach. James wiercił wzrokiem dziury w złotych
talerzach.
-Jedzenie
nie pojawi się nawet jeśli tak się wpatrujesz w te talerze. Nie
pojawia się znikąd. - stwierdziła Rose.
-Jak
to? Właśnie tak zawsze się pojawia. Znikąd. - James spojrzał na
nią z zaskoczeniem, a Rose pokręciła głową w znaku zaprzeczenia.
-Nie
mów mi, że nie byłeś nigdy w kuchni? To czary James. Coś na
wzór.... teleportacji. Wszystko co położysz na stołach w kuchni
pojawia się na stołach w Wielkiej Sali. Zawsze o ustalonej porze.
-Nawet
nie pytam skąd to wiesz. - Rose roześmiała się i wzruszyła
ramionami.
-Dużo
czytam.
-W
to akurat nie wątpię.
-A
ty Olivia co tak cicho siedzisz. - spytała nagle Rose.
-A
jakoś tak. Zamyśliłam się. - odparła.
-Nad
czym? - spytała Lily z zaciekawieniem.
-No
bo pomyślcie. Teleportacja wcale nie jest taka łatwa. Wymaga dużo
nauki a nawet wtedy jest niebezpieczna. Można zaczarować przedmiot,
żeby po jego dotknięciu przeniósł cię w wybrane miejsce. Ale to
dalej działa z twoimi czarami. Z twoim dotykiem. Można za pomocą
lewitacji przemieścić przedmiot. Jednak jak przenieść przedmiot
nagle z miejsca na miejsce w ułamek sekundy? Jak go zaczarować?
Jest takie zaklęcie? - to pytanie bardziej skierowane było do Rose.
Jednak ta nie wiedziała.
-Jest.
- odparł Scorpius. Jak zwykle pojawił się znikąd. Tak jak
jedzenie. - To bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Skrzaty domowe nie
raz przewyższają czarodziei umiejętnościami magicznymi więc
raczej nie mają z nim problemu. Zwłaszcza, że przenoszą jedzenie
zawsze w to samo miejsce. Kilka razy dziennie. Zresztą nie
wykluczone jest, że zaczarowane są same stoły.
-Co
masz na myśli? - spytała Lily nie przejmując się spojrzeniem
Jamsa, któremu towarzystwo Malfoya wyraźnie było w niesmak.
-Pomyśl
Potter. Jedzenie jest przenoszone zawsze w to samo miejsce. Zaklęciem
można zaczarować stoły by wszystko co na nich położysz pojawiało
się na ich odpowiednikach w Wielkiej Sali. - Lily pokiwała głową.
To było w sumie logiczne.
-To
musi być coś w rodzaju świstoklika. Tyle, że przenoszą tylko to
co się na nich znajdzie. Bo same stoły się nie przenoszą. -
powiedziała Rose.
-Ludzie,
ja rozumiem, że to bardzo ciekawy temat, ale możecie wrócić do
niego później? Dyrektorka wstała. - powiedział James.
Zajęci
swoją rozmową nawet nie zauważyli kiedy Wielka Sala zapełniła
się. Scorpius nagle zdał sobie sprawę, że siedzi przy stole
gryfonów. Co prawda czasem to się zdarzało jednak zawsze siedział
z nim Albus. Zdawszy sobie sprawę, że Albusa z nim nie ma, bo
siedzi przy stole ślizgnów ruszył szybko w tę stronę nawet się
nie pożegnawszy. Olivia pokręciła głową z niezadowoleniem jednak
szybko przeniosła swój wzrok na dyrektorkę.
-Witam
wszystkich na uczcie z okazji Nocy Duchów! Zanim przejdziemy do tego
co w uczcie najprzyjemniejsze, czyli jedzenia mam dla was informację.
Niektórzy z was będą szczęśliwi, jednak mam nadzieję, że
znajdą się wśród was tacy których owa informacja zasmuci. Otóż
chciałam was poinformować, że zaraz po feriach świątecznych
odchodzę na emeryturę. Do tego czasu zostało nam jeszcze półtora
miesiąca. Mam nadzieję, że spędzimy je w zgodzie i bez większych
problemów. Życzę wszystkim udanej Nocy Duchów! - rozległy się
oklaski. Olivia nie miała co powiedzieć na temat dyrektorki. Była
w szkole dopiero od dwóch miesięcy.
-Ej...
Ale skoro McGonagall idzie na emeryturę... To kto zostanie
dyrektorem? - to pytanie które nurtowało wszystkich wypowiedział
Fred.
-Boję
się, że to ktoś kogo znamy. - stwierdziła Rose. Lily i James
pokiwali głową. Też mieli takie przeczucia. Zmartwienie znikło
jednak szybko przesłonięte przez rozbawienie. Uczta trwała do
późnego wieczora. Przez kilka godzin jedli, żartowali i rozmawiali
o wszystkim i o niczym. Olivia stwierdziła, że było trochę nudno.
Uczta z okazji Nocy Duchów nie różniła się niczym od innych
uczt. Może oprócz latających nietoperzy. Po uczcie jeszcze długo
siedzieli w pokoju wspólnym po czym bardzo późnym wieczorem udali
się do swoich dormitoriów. Noc upłynęła spokojnie. Nazajutrz
miał się odbyć pierwszy w tym roku mecz quidditcha. Leżąc w
łóżku Olivia, Lily i Rose stwierdziły, że przydałaby się jakaś
przygoda, jednak jak na razie nic nie wskazywało na to, że prędko
się pojawi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz