czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 11: Konferencja


Listopad nigdy nie należał do najciekawszych miesiąców w Hogwarcie. Dopiero pod jego koniec miał odbyć się mecz quidditcha, w planach nie było żadnych uczt, czy imprez. Nie było żadnych dłuższych weekendów, ani ferii. Toteż nikt nie spodziewał się po tym miesiącu nie wiadomo czego. (No może oprócz kilku żartów Jamesa, Freda i Chrisa.) A w szczególności konferencji prasowej.

Dziewczyny zaraz po powrocie z błoni, razem z Rose zaczęły przegotowywać się na konferencję. Mówiąc tu przygotowywać mam na myśli oczywiście stroić...

-Czy to konieczne? - spytała Rose?

-Tak! Poczekaj już ci pomagam. - powiedziała Olivia. Podeszła do Rose i upięła jej włosy w pięknego koka. - Lily co myślisz?

-Bosko! Tylko trochę mało Rosowiato.

-Rosowiato? Lily mistrzynią słowotwórstwa. - Rose przejrzała się w lustrze. - podoba mi się.

-I bardzo dobrze. Masz fajne włosy, nie to co moje. - westchnęła Olivia, biorąc do ręki kilka swoich loczków.

-Nawet tak nie mów! Moje loki w porównaniu do twoich... To nawet nie loki, to kołtuny. Sama nie wiem co to jest. No i twoje włosy są dwa razy dłuższe.

-Rosie, twoje włosy są piękne. Niezależnie od długości. - stwierdziła Lily.

-Mówisz tak tylko dlatego, że mamy ten sam kolor.

-Moje są bardziej rude. Twoje są takie... ognistoczerwone. No i moje są proste. Gdybym jeszcze miała zielone oczy... Niestety tylko Albus je odziedziczył. Dobra zróbmy coś z tymi twoimi niesfornymi loczkami Liv, bo jak jeszcze raz zobaczę cię w tej opasce to wyrzucę ją przez okno

-Co masz do mojej opaski? Poza tym … Liv? - Olivia podniosła braew.

-Masz jakiś lepszy pomysł? A opaska po prostu ci nie pasuje. Przynajmniej ta. Czekaj mam pomysł. - Lily wzięła do ręki krawat Gryffindoru. - Rose pomóż mi.

-A bo ja wiem... Monica mówiła na mnie Oli...Co wy kombinujecie z tym krawatem?

-Gotowe. Popatrz. - powiedziała Rose. Olivia spojrzała w lustro. Jej włosy były wysoko upięte w coś na wzór koka, z którego wypadało kilka krótszych kosmyków. Miała zawiązany krawat jak bandamkę.

-Wow... - udało się jej tylko powiedzieć. - A ty, Lil?

-Zostawię je tak jak są. - powiedziała, przeczesując ręką włosy. - Rose, co ty robisz? - Obie popatrzyły na Rose, która aktualnie wyrzucała wszystko z szafy.

-Szukam czegoś do ubrania, co nie byłoby swetrem od babci Molly. Wątpię, żeby stroje naszej kadry były już skończone.

-Przydałyby się Victorie i Dominique. - jęknęła Lily zbliżając się do szafy.

-Nie marudź, tylko szukaj. Mamy tylko godzinę... - powiedziała Olivia zanurzając się w tonie ciuchów.



* * *



-Dziewczyny powinny być pięć minut temu... Zaraz zaczynamy. - powiedział Albus, patrząc na zegarek. Od dziesięciu minut siedział razem z Jamesem i Scorpiusem na kanapach przed Wielką Salą, która został przemeblowana na czas konferencji. Ci ostatni nie byli zbyt zadowolenie ze swojego towarzystwa.

-To są dziewczyny, czego się spodziewasz. Nie znam żadnej, która przychodzi punktualnie, zawsze muszą się przygotować. - stwierdził James ziewając.

-Śpiący? Dopiero dochodzi czternasta... - zdziwił się Albus.

-Ty nie balowałeś wczoraj całą noc... - powiedział James. Albus spojrzał na Scorpiusa. Ten tylko wywrócił oczami.

-Tak się składa, że balowałem. Scorpius też. Poważnie człowieku, nie wiem jak ty to robisz, że wiecznie jesteś niewyspany.

-Co robiliście na imprezie gryfonów? - spytał James krztusząc się... chyba śliną. Ewentualnie poziomem swego ego.

-To co się zwykle robi na imprezach... tańczy, pije, żartuje, podrywa siostry i kuzynki swoich wrogów... - w tej chwili James rzucił się na Scorpiua.

-Tylko żartowałem! - krzyknął Scorpius blokując cios. - Opanuj się człowieku, bo nie wyjdziesz na zdjęciach!

I w takiej sytuacji zastały ich dziewczyny. Popatrzyły na Jamesa i Scorpiusa bijących się na podłodze i na Albusa, który wzruszył ramionami i wrócił do czytania jakiejś gazety.

-To takie normalne... - westchnęła Rose.

-Szczególnie u nich. - dodała Lily.

-Nie chcę wam przerywać, ale konferencja się zaczyna. - powiedziała Olivia, patrząc na otwierające się drzwi Wielkiej Sali. James i Scorpius wstali, poprawili koszule i fryzury, spojrzeli na siebie wrogo i weszli do środka. Zaraz za nimi podążyła reszta kadry.



* * *



Zaraz po wejściu do pokoju Lily rzuciła się na łózko. Za jej przykładem poszła Olivia, a Rose zamknęła się w łazience.

-Ominęła nas kolacja. - westchnęła ruda. - Nie myślałam, że to potrwa tak długo. Która w ogóle jest?

-Dwudziesta druga. - Olivia ukryła twarz w poduszce. - Siedzieliśmy tam osiem godzin. Po połowie już nie wiem co mówiłam. Nie zdziwię się, jeśli opowiadałam jakieś głupoty. - spojrzała na sufit. - Głodna jestem.

Rose wyszła z łazienki.

-Teraz ja. - stwierdziła Lily zamykając drzwi.

-Jak się czujesz? - spytała Olivia Rose.

-Jak ktoś, kto w tej chwili nie ma chyba nic do ukrycia. Aż się boję, co będzie, gdy opublikują to w gazetach.

-James będzie zadowolony. Czuł się jak ryba w wodzie. Scorpius zresztą też. Albus poradził sobie lepiej niż wszyscy myśleli.

-Racja. Zero jąkania, odbiegania od tematu. Stuprocentowa pewność siebie i przemyślane odpowiedzi. Trzeba mu pogratulować.

Godzinę później wszystkie były wykąpane, przebrane i... głodne.

-Macie ochotę na wizytę w kuchni? - spytała Lily z szatańskim uśmiechem.



* * *



-A co jak nas złapią? - spytała szeptem Rose.

Szły korytarzem, który był oświetlony tylko jej różdżką. W dodatku już trochę zmarzły, bo wyszły w samych piżamach i z mokrymi włosami.

-Wtedy zostaniemy złapane... - Lily po raz dziesiąty odpowiedziała kuzynce, która zgromiła ją wzrokiem.

-Nie martw się, nikt nas nie złapie. - Olivia spojrzała na mapę.

-Czysto? -spytała Lily. Ciemnowłosa kiwnęła głową. - No to idziemy.

Lily połaskotała gruszkę, która zachichotała i odsłoniła przejście do kuchni. Zaraz obległy je skrzaty, proponując różne pyszności.

-Czy one pracują 24 na dobę?! To przecież niezgodne z zasadami BHP! - oburzyła się Rose, która, bądź co bądź, była wychowywana przez Hermionę.

-Patrz Scor kto przyszedł. - dziewczyny dopiero teraz zauważyły Albusa i Scorpiusa siedzącego przy jednym ze stołów. - Głodne?

-Ominęła nas kolacja... - westchnęła Lily, nakładając na talerz kilka tostów.

-Dziwię się, że Jamesa tu jeszcze nie ma. - Rose zaczęła robić kanapki.

Olivia milcząc usiadła obok Albusa i wzięła kilka ciasteczek.

-Grunt to zdrowa kolacja. - powiedział Scorpius z uśmiechem.

-No co? Dobre są. Zresztą jeszcze trochę i to będzie śniadanie, nie kolacja. - powiedziała Olivia patrząc na zegarek Albusa.

-W takim razie grunt to zdrowe śniadanie. - stwierdził blondyn, rozśmieszając całą resztę.

-Co wy gadacie jest dopiero pierwsza. Do śniadania mamy jeszcze jakieś... pięć godzin. Masa czasu, zdążę jeszcze zgłodnieć. - powiedział Al nakładając sobie kolejne pyszności.

Za jego przykładem poszła także Olivia, tym razem zamiast ciastek wzięła czekoladowy budyń.

-Mmm... Pychota. - powiedziała oblizując się.

-I gdzie ty to wszystko mieścisz? - spytał Scorpius. - Daj mi trochę.

Wziął łyżkę i ukradł Olivii trochę budyniu.

-Masz rację, dobre. - powiedział nabierając następną łyżkę.

-Ej, ja też chcę! - powiedział Albus sięgając po łyżkę.

-To mój budyń, spadaj! - Blondyn próbował wytrącić łyżkę Albusowi.

Olivia popatrzyła się na nich jak na wariatów, gdy walczyli, trzymając łyżeczki jak szpady o jej budyń. Korzystając z tego, że zajęli się czymś innym zaczęła jeść. Lily i Rose zaczęły się śmiać. Skończyło się na tym, że Scor wytrącił łyżkę Albusa z jego ręki.

-Wygrałem!!! - krzyknął uradowany.

-W nagrodę dostaniesz trochę budyniu. - powiedziała Olivia, śmiejąc się.

-O dzięki ci, moja pani! - powiedział Scorpius, klękając na jedno kolano.

-A ja? Walczyłem dzielnie! - powiedział Albus, klękając obok.

-Ale poległeś. Budyń jest mój.

-To nie fair. O pani, za ten budyń będę ci służył!

-Ale ja będę służyć lepiej!

-Oj no już dobrze, podzielę się z wami. - powiedziała Olivia.

Wszyscy się roześmiali i obaj chłopcy dostali trochę upragnionego budyniu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz